/pb1952z4_001_0001.djvu

			PRZEGLĄD 
BIBLIOTECZNY 
ORGAN NAUKOWY ZWIĄZKU 
BIBLIOTEKARZY I ARCHIWISTÓW POLSKICH 
REDAKTOR: BOGDAN HORODYSKI 
ROCZNIK XX ZESZYT 4 
PAŹDZIERNIK — GRUDZIEŃ 195 2 
WYDANO Z ZASIŁKIEM MINISTERSTWA KULTURY I SZTUKI 
WARSZAWA
		

/pb1952z4_002_0001.djvu

			PRZEGLĄD BIBLIOTECZNY 
ORGAN NAUKOWY ZWIĄZKU 
BIBLIOTEKARZY I ARCHIWISTÓW POLSKICH 
K WART ALNIK 
REDAKTOR: BOGDAN HORODYSKI 
Kolegium Redakcyjne: 
S. KOTARSKI, J. KRACZKIEWICZ, K. REMEROWA 
Adres Redakcji: 
Warszawa, Rakowiecka 6. Biblioteka Narodowa. 
Adres Administracji: 
Warszawa, Koszykowa 26. Biblioteka Publiczna. 
Rękopisów Redakcja nie zwraca. Autorowie nie  
zawiadomieni do trzech miesięcy o przyjęciu ich prac, mogą je  
odebrać w Administracji w ciągu roku. 
Prenumerata roczna wynosi zł 28.—. 
Cena pojedynczego numeru zł 7.—. 
Wpłat dokonywać należy na konto czekowe PKO 1-1792/113 
Administracja Wydawnictw ZB i AP, Warszawa, (z wyraźnym 
zaznaczeniem celu wpłaty). 
Nakład 1850 egz. Papier drukowy satynowany ki. V, form. 61x86, gr. 60 
Obj. 6 ark. Zam. nr 425 z dn. 29.XII.52 druk. uk. dn. 18.IV.53. 4-B-12596 
Warszawska Drukarnia Naukowa. Warszawa ul. Śniadeckich nr 8.
		

/pb1952z4_003_0001.djvu

			W chwili, gdy zeszyt ten opuszcza prasę, całą 
postępową ludzkość okrywa bolesna żałoba 
JÓZEF STALIN 
UKOCHANY WÓDZ I NAUCZYCIEL LUDZI 
PRACY NA CAŁYM ŚWIECIE, GENIALNY 
WSPÓŁTWÓRCA I BUDOWNICZY  
PIERWSZEGO PAŃSTWA SOCJALISTYCZNEGO, 
NATCHNIONY CHORĄŻY ŚWIATOWEGO 
OBOZU POKOJU, WIELKI PRZYJACIEL 
NARODU POLSKIEGO 
ZAKOŃCZYŁ ZYCIE 
W DNIU 5 MARCA 1953 ROKU. 
SKŁADAJĄC HOŁD NIEŚMIERTELNEJ PAMIĘCI 
JOZEFA STALINA. BIBLIOTEKARSTWO POLSKIE 
JEDNOCZY SIĘ W CIĘŻKIM BÓLU Z NARODEM 
RADZIECKIM I JEGO NIEZŁOMNĄ  
KOMUNISTYCZNĄ PARTIĄ ZWIĄZKU RADZIECKIERO. 
W OBLICZU TEJ WIELKIEJ STRATY PONIESIONEJ 
PRZEZ CAŁĄ LUDZKOŚĆ. BIBLIOTEKARSTWO 
POLSKIE WZMACNIA SWĄ WOLĘ WALKI O  
REALIZACJĘ NAUKI MARKSA-ENGELSA-LENINA-STALINA. 
AŻ DO CAŁKOWITEGO JEJ ZWYCIĘSTWA. 
ZARZĄD GŁÓWNY 
ZWIĄZKU BIBLIOTEKARZY 
I ARCHIWISTÓW POLSKICH
		

/pb1952z4_004_0001.djvu

			STEFAN KOTARSKI 
KONFERENCJA IDEOLOGICZNA CZECHOSŁOWACKICH 
BIBLIOTEKARZY NAUKOWYCH. 
Z inicjatywy czechosłowackiego ministerstwa  
szkolnictwa, nauki i sztuki odbyła się w Pradze w dniach 27 i 28  
czerwca 1952 r. narada ideologiczna bibliotekarzy naukowych  
Czechosłowacji. Debaty nawiązały do wyników konferencji  
ideologicznej naukowych pracowników szkół wyższych w Brnie i do 
zjazdu Czechosłowackiego Towarzystwa Szerzenia Wiedzy  
Politycznej i Naukowej. 
Referaty podstawowe i dyskusja nad nimi wykazały, że 
bibliotekarstwo czechosłowackie nie chce być zawodem  
martwym, oddalonym od życia współczesnego, że już dorosło do 
rozprawienia się ze wstecznymi wpływami ideologicznymi, że 
pragnie zwalczyć u siebie nawyki bezprogramowości i bezkry- 
tyczności, że chce służyć masom pracującym. Konferencja  
zastanawiała się nad rozwojem bibliotekarstwa  
czechosłowackiego w świetle nauki o bazie i nadbudowie, w świetle  
radzieckiej nauki katalogowania. Narada wykazała jasno kryzys i  
upadek bibliotekarstwa burżuazyjnego, a zwłaszcza  
amerykańskiego, oraz wady kosmopolitycznego kierunku  
„dokumentacyjnego" w bibliografii — podkreśliła wagę pracy z  
czytelnikiem, konieczność pchnięcia na nowe tory systemów  
katalogowych i służby informacyjnej, podkreśliła też olbrzymią rolę 
ideologicznej walki o prawdę i postęp. Praktyczne  
zastosowanie wytycznych zjazdu umożliwi stały wzrost liczby  
czytelników pochodzących z warstw pracujących i znalezienia przez 
20 Przegląd Biblioteczny XX 1952
		

/pb1952z4_007_0001.djvu

			306 
STEFAN KOTARSKI 
nich w bibliotekach naukowych pomocy dla wykonania  
pięcioletniego planu gospodarczego. Będzie to tym łatwiejsze i tym 
szybsze, że sprawozdanie z konferencji zostało wydrukowane 
w ciągu jednego miesiąca.1 
Materiał konferencji cenny jest również dla polskich 
bibliotekarzy, którzy w wielu wypadkach podobne przeżywają 
kłopoty. Dlatego szczegółowa informacja o dwóch  
zasadniczych referatach i o końcowych rezolucjach zjazdu praskiego 
wydaje się rzeczą konieczną. 
Przewodniczący zebrania, Jarosław Drtina  
jako pierwszy referent stwierdził, że bibliotekarstwo, tak jak 
druk, film, radio i teatr jest instytucją społeczną i polityczną, 
która ma na celu propagandę naukowych, filozoficznych 
i prawnych poglądów postępowych. Obserwując dziejowy  
postęp bibliotek widzimy, że tak biblioteki klasztorne, jak i  
później szlacheckie odgrywały początkowo rolę postępową, zanim 
nie stały się narzędziem hamującej postęp reakcji klerykalnej 
i staroszlacheckiej. Podobnie jest dzisiaj z bibliotekami  
amerykańskimi. Leyh, prowadzący z ramienia fundacji Carnegiego 
społeczną akcję kontroli amerykańskich księgozbiorów  
oświadczył szczerze: „Wydaje mi się, jakbym czytał nekrolog  
pogrzebowy bibliotek powszechnych". Okazało się bowiem, że 
ponad 75% dorosłych Amerykan nie miało w ręku żadnej  
poważnej książki, a 80% budżetu bibliotek idzie na zakup  
płytkiej, bezwartościowej sensacji. Tak zniknął mit o  
amerykańskim przodownictwie kulturalnym. 
W okresie międzywojennym czeskie i słowackie  
księgozbiory zawalone były obcą, przeważnie niemiecką literaturą, 
narzekano na brak książek popularno-naukowych i  
kształcącej literatury beletrystycznej. Niektórzy bibliotekarze  
komunikowali, że gdyby im przyszło odrazu usunąć wszystko, co tam 
jest przestarzałe i szkodliwe, nic nie zostałoby w bibliotece. 
A jednocześnie polityka zakupów była bierna i opierała się tyl- 
1 Za zvyseni idewcsti v knihovnictvi a bibliografii (Materiał z ce- 
lostatni ideologicke konference studijnich iknihoven CSR 27. a 28. ćervna 
1952 v Praze). Fraba 1952 16° s. 55.
		

/pb1952z4_010_0001.djvu

			KONFERENCJA IDEOLOGICZNA 307 
ko na tym, co księgarze ofiarowywali do sprzedaży. W akcji 
gromadzenia i uzupełniania zbiorów należy wziąć pod uwagę, 
że księgi z doby klasztornej i szlacheckiej mają w dużej  
mierze charakter jedynie muzealny. Toteż radykalna zmiana  
polityki akcesji, konsekwentna orientacja w postępowej literaturze 
krajowej i zagranicznej, planowe uzupełnianie luk w dziale 
radzieckim — to obecnie pierwsze praktyczne cele. 
Z tego wypływa cel następny: systematyczna praca nad 
katalogami, aby stały się one pożytecznym, jasno i planowo 
opracowanym politycznie przewodnikiem czytelników, a nie 
powikłanym labiryntem kartek i spisów. I cel trzeci:  
przerzucenie punktu ciężkości na programową pracę z czytelnikiem. 
W jakie kształty przyobleka się walka „starego" z  
„nowym" w bibliotekarstwie czechosłowackim? 
Często słyszymy zdanie — mówił Drtina — że przed  
pyłem bibliotek zatrzymują się wszystkie spory i walki, że  
biblioteki opierają swoje istnienie na bezstronności. W  
Czechosłowacji cytuje się chętnie powiedzenie Masaryka, że  
bibliotekarze i czytelnicy są zjednoczeni z najlepszymi ludźmi  
wszystkich ziem i czasów. Odgrzebuje się opinię Pliniusza  
Starszego, że żadna księga nie jest tak zła, aby w niej nie było nic  
dobrego. Właśnie z tego rodzaju przekonań narodził się typ bi- 
bliotekarza-kosmopolity, który wyrusza na podbój świata z  
biblią w jednej ręce, a z krwawą sensacją w drugiej. Z tak  
pojętego bibliotekarstwa zrodziły się tendencje rzekomej  
apolityczności i fałszywego obiektywizmu w bibliotekach. Takie 
tendencje stworzyły owych bibliotekarzy i dokumentalistów, 
których najdoskonalszym systemem porządkowania zbiorów 
były 24 litery alfabetu albo kolejność dat chronologicznych 
czy cyfr klasyfikacji dziesiętnej, dla których szczytem  
informacji jest zakomunikowanie czytelnikowi, czy dana książka 
]est w bibliotece, czy jej nie ma. 
Zachodnie pojęcie służby bibliograficzno-tsprawozdaw- 
czej ogranicza się do obiektywnego rejestrowania wszystkiego, 
co t.zw. dokumentaliście wpadnie w rękę, a więc równa się pra-
		

/pb1952z4_011_0001.djvu

			308 
STEFAN KOTARSKI 
cy automatycznej centrali telefonicznej. Słusznie więc  
porównano założenia belgijskiego ośrodka dokumentacyjnego Otleta 
i La Fontaine'a jako odpowiednik pakowaczki w hurtowni  
towarowej. 
Dalszym objawem starego świata panującego w  
bibliotekarstwie jest brak równowagi między teorią a praktyką.  
Wyniki prac teoretycznych są bardzo szczupłe, a z tego wypływają 
znaczne kłopoty w szkoleniu zawodowym i niezadawalający 
poziom czasopism fachowych. Sporządzając bilans  
dotychczasowych czeskich przekładów prac bibliotekarskich,  
stwierdzono samokrytycznie, że pod tym względem wyżej stoją Polska, 
Węgry i Bułgaria. Nader sceptycznie patrzeć wypada na  
wydawnictwo zbiorowe Ceskoslovenske knihovnictvi  
(Bibliotekarstwo czechosłowackie), do opracowania którego zaproszono 
przedstawicieli starego, przedwojennego pokolenia. A przecież 
właśnie „stare" przejawia się w zajmowaniu przez niektórych 
bibliotekarzy pozycji neutralnych obserwatorów, choć  
biblioteki nie mogą być i nie będą azylem życiowych rozbitków. 
Stare przyzwyczajenia przybierają jaskrawe formy w  
stosunkach z czytelnikiem, którego nie -traktuje się jako  
towarzysza drogi do socjalizmu, ale jako zło konieczne. Przegrody 
i bariery, zakazy, przykazania i okólniki, formularze i  
legitymacje, opłaty i kary — stoją ciągle między czytelnikiem 
a urzędnikiem biblioteki. Biurokratyzm Biblioteki  
Uniwersyteckiej w Pradze słusznie dostał się na ostrze krytycznego 
dowcipu tygodnika satyrycznego Dikobraz (Jeżozwierz). 
Nieufność do czytelnika, do człowieka dnia dzisiejszego 
jest cechą charakterystyczną wszystkich zaprzysięgłych for- 
malistycznych katalogizatorów, którzy nie dostrzegają celu 
swojej drobiazgowości, dla których czytelnik znika za  
regałami, kartotekami i pudłami katalogowymi. I tak będzie dotąd, 
dopóki owi rzekomo niezastąpieni rutyniści nie przekonają się 
na własnej skórze, że dziesiątki lat budowali domki z piasku, 
że życie poszło naprzód obok nich i bez nich! 
Każda zła książka, która dostała się w niewłaściwe ręce, 
jest szkodnictwem; szkodnictwem jest każdy błąd ideologiczny 
w katalogu publicznym, szkodnictwem jest każda nieprzemyśla-
		

/pb1952z4_012_0001.djvu

			KONFERENCJA IDEOLOGICZNA 
309 
na odpowiedź na kwerendę. Za to wspaniałe cele osiągnąć  
można płodną krytyką, surową samokrytyką, oceną popełnianych 
błędów, socjalistyczną pomocą koleżeńską, a przede wszystkim 
planowymi studiami marksizmu. 
W dziedzinie szkolenia ideologicznego należy zerwać ze 
zwyczajem uczenia się ze streszczeń, konspektów, skrótów,  
często z wyciągów wyciągów, bo to prowadzi do spłycenia,  
wypaczeń i wulgaryzacji. Poza tym nauki marksizmu nie wolno 
oddzielać od pracy zawodowej: to nie może być teoria bez  
praktyki, lecz jedynie teoria dla praktyki. 
Publiczny katalog systematyczny czy przedmiotowy nie 
spełni zadania, jeśli damy w nim tylko hasła lub działy  
marksizmu, a wszystko inne zostawimy po staremu. Przegląd  
żadnego działu literatury nie będzie marksistowskim, jeżeli damy tam 
na początku parę pozycji z literatury politycznej, a dalej 
„obiektywny" rejestr bibliografii zachodniej bez krytycznego 
wyboru. Trzeba dokładnie zapoznać się 'z tym, co się dzieje 
w radzieckim świecie bibliotecznym. W r. 1934 miał miejsce 
w Moskwie I zjazd bibliotekarzy, którego rezolucje i uchwały 
były szczegółowo omówione w czasopiśmie Krasnyj Biblio- 
tiekar. Znajdujący się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Pradze 
zeszyt z tym sprawozdaniem przetrwał nierozcięty przez lat 18! 
Jak wiemy, instytuty bibliotekarskie w ZSRR mają 
3 wydziały: bibliotekarski, bibliograficzny oraz pracy z  
dziećmi i młodzieżą, ale podkreśla się tam jako konieczność, że  
bibliotekarze muszą być zaznajomieni z pracą bibliograficzną, 
bibliografowie — z bibliotekarstwem. W Czechosłowacji  
dokumentaliści nie rozumieją bibliotekarstwa, a bibliotekarze też 
często mają braki w wiadomościach z dziedziny bibliografii. 
Niemniej z radością trzeba podkreślić, że nareszcie szkoła  
wyższa w ustroju ludowo-demokratycznym uznała bibliotekarstwo 
za jeden z przedmiotów studiów uniwersyteckich. 
Tyle Jarosław Drtina. 
Referent drugi, Miloń K o n v a 1 i n k a, rozpoczął 
od skonstatowania olbrzymiego skoku rozwojowego  
powojennych bibliotek czechosłowackich: w bibliotekach naukowych 
na 6.200.000 opracowanych' tomów literatury naukowej przy-
		

/pb1952z4_013_0001.djvu

			310 
STEFAN KOTARSKI 
rost za lata 1945—1951 wynosi 2.800.000, t.j. 45%! Cyfry te 
to wynik zerwania z elitaryzmem nauki, z burżuazyjnym  
podejściem do literatury naukowej. Umożliwił ten rozmach 
ustrój ludowo-demokratyczny i przykład ZSRR, bo  
radzieckie księgozbiory naukowe w przeciągu 32 lat zwiększyły się 
70-krotnie i osiągnęły imponującą liczbę 600 milionów tomów. 
Dzisiaj w Związku Radzieckim 1 biblioteka przypada na 1000 
mieszkańców, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych 1  
biblioteka na 20.000 mieszkańców. 
W dobie ogólnego upadku kapitalizmu bibliotekarstwo 
i bibliotekoznawstwo krajów burżuazyjnych wyraźnie  
degeneruje się. W pojęciu burżuazji zachodniej bibliotekarz jest 
urzędnikiem, biurokratą, maszyną, a nie uświadomionym  
wychowawcą, nie czynnikiem kierującym lekturą. 
Klasyfikacja dziesiętna, która miała na wieki utwierdzić 
światopogląd idealistycznej filozofii i religii; stworzenie w r. 
1895 w Brukseli Mfędzynarodowego Instytutu  
Bibliograficznego przez burżuazyjnych ideologów Otleta i La Fontaine'a; 
ukucie terminu „dokumentacja" w r. 1910 na  
Międzynarodowym Kongresie Bibliografii i Dokumentacji z jednoczesną 
próbą zlikwidowania bibliografii skłaniającej się w stronę  
krytyki ideologicznej; założenie w 1919 r. Międzynarodowej Unii 
Bibliografii i Dokumentacji pod przemożnym wpływem  
ideologii kapitalistycznej; rok 1922 pamiętny powstaniem Komisji 
Bibliograficznej przy Lidze Narodów, którą to komisję w r. 
1930 ochrzczono mianem „duchowego narzędzia rozbrojenia", 
podczas gdy faktycznie była narzędziem ucisku przeciwrewo- 
lucyjnego w imię okrzyczanego obiektywizmu i formalizmu — 
oto ponure etapy historii bibliografii i t.zw. dokumentacji. 
Kiedy w r. 1933 kosmopolityczny kapitał kupił niemiecki 
faszyzm do walki z rewolucyjnym proletariatem, zaczyna  
działać XII Kongres Dokumentacji, który już nawet ze swego  
szyldu wytarł nazwę bibliografii, przemianowując brukselski  
Instytut Bibliograficzny na Instytut Dokumentacyjny. Artykuł D. A. 
Balika w czasopiśmie Sowietskaja Bibliograjija (r. 1934 nr 2) 
wykazał, że obecnie istnieją dwa systemy wiedzy o książce, tak 
jak i dwa systemy pedagogiczne. Marksistowsko-leninowska
		

/pb1952z4_014_0001.djvu

			KONFERENCJA IDEOLOGICZNA 
311 
teoria książki i druku widzi w słowie drukowanym narzędzie 
wychowania klasowego i walki klas w klasowym  
społeczeństwie. Teoria Pawła Otleta pozbawia funkcję książki wartości 
socjalnych i klasowych, i maskuje jej zadania jako narzędzia 
walki klas. Obniżenie roli bibliografii do nagich spisów, do  
dokumentacji i tylko dokumentacji, a wiedzy o książce do  
dokumentacji nagich faktów — to są tendencje owych lat. 
Że pod maską apolityczności kryje się obrona kapitalizmu, 
na to zwrócił uwagę Lenin w zamieszczonej w »Bibliografii 
marksizmu« recenzji z pracy Rubakina »Sriedi knig«. Jeśli 
Lenin stał na czele dążeń do zespolenia bibliografii z ideowym 
naświetleniem historii, to dokumentaliści podporządkowywali 
bibliografię mechanicznemu i bezideowemu „spisowi  
dokumentów". Wszak tzw. dokumentacja nie była tylko przekaźnikiem 
przeciwleninowskich tendencji w bibliografii, lecz nawet po 
zakończeniu II wojny światowej prowadzona była na pasku 
Międzynarodowej Federacji Dokumentacyjnej (FID) i stała się 
bezwolnym narzędziem Amerykańskich Ośrodków  
Informacyjnych w państwach europejskich. W rezultacie już dzisiaj 
80% beletrystyki drukowanej w czasopismach angielskich  
pochodzi z USA. 
»Traite de documentation — le livre sur le livre« — dzieło 
wydane przez Pawła Otleta w 1934 r. było przecież szeroko 
zakreśloną próbą zaciśnięcia pętli burżuazyjnego światopoglądu 
na całym systemie nauki o książce. Stąd zasadnicza kolizja 
między radzieckim wzorem bibliografii a brukselskim typem 
dokumentacji. 
Już sam termin „dokumentacja" kryje w sobie wielkie 
niebezpieczeństwo polityczne, bo usuwa ideologiczny punkt 
widzenia w ocenie książek. Lecz ostatecznie nie chodzi przecież 
o nomenklaturę, a raczej o ideologiczną zmianę publikacji  
dokumentacyjnych, aby pod nazwą „wybór dokumentów" nie 
kryła się jedynie ilość. 
Dowodem strachu kapitalizmu przed utratą zajętych  
pozycji był wstępny projekt burżuazyjnego filozofa  
hiszpańskiego Ortega y Gasset na Międzynarodowym Kongresie  
Bibliotekarskim w 1935 r. w Madrycie. Operował on tego rodzaju sfor-
		

/pb1952z4_015_0001.djvu

			312 
STEFAN KOTARSKI 
mułowaniami, jak np. „Technika i wszystkie narzędzia  
wynalezione przez człowieka grożą mu zaduszeniem", „człowiek jest 
w niebezpieczeństwie, że stanie się niewolnikiem nauki", „całą 
Europę przenika wrażenie, że jest za dużo książek". Taki to 
mędrzec żądał wtedy, aby „stworzyć nową technikę  
bibliograficzną, jakiś ścisły automatyzm". Zbierać i chronić tzw  
dokumenty stało się wówczas nakazem chwili, głównym zadaniem 
burżuazyjnego księgoznawstwa, co znalazło także swój wyraz 
w proteście przeciw denazyfikacji bibliotek niemieckich,  
ogłoszonym w Library Journal (r. 1948 s. 372). 
Katalogi publiczne, ten czuły instrument kierowania  
czytelnictwem, nie jest i nie może być wyczerpującym obrazem 
całości zbiorów, nie jest i nie może być mechanicznym  
ustawieniem kart bez względu na ich treść. Katalog publiczny za  
pośrednictwem adnotacji ma ukazać naukową wartość książek. 
Ideową ocenę adnotacji zapewni centralne wydawnictwo  
drukowanych kart katalogowych podjęte przez czasopisma Ceskd 
Kniha, Slovenskd Kniga i Nove Sovetske Knihy. Prenumerata 
tych kart ułatwi informowanie czytelników o istnieniu tych 
druków, których dana biblioteka nie posiada. 
Katalog analityczny jest metodą opracowywania dzieł 
klasyków marksizmu-leninizmu, postanowień rządu i partii, 
dzieł klasyków narodowych i największych uczonych  
współczesnego postępu. 
Przy przebudowie dotychczasowych katalogów wielką  
pomocą może być radziecka teoria katalogów, jaka rozwija się 
skutkiem krytyki tych teoretyków katalogowania, którzy  
podlegali burżuazyjnemu pojęciu katalogu, i jaka wykazała, że  
katalog nie jest tylko „aparatem sprawozdawczo-technicznym". 
Trzeba będzie zrewidować zasady katalogowania  
przedmiotowego, zasadę rzeczownika jako hasła określającego, gdyż  
niepodobieństwem jest np. gromadzić całą literaturę o demokracji 
burżuazyjnej razem pod hasłem „demokracja", dialektykę  
idealistyczną mieszać z dialektyką marksistowską pod hasłem „dia- 
lektyka". Podobnie trzeba przekształcić zasadę porządku  
alfabetycznego wewnątrz hasła przedmiotowego: na pierwsze  
miejsce dać dzieła klasyków marksizmu, na drugie — zarządzenia
		

/pb1952z4_016_0001.djvu

			KONFERENCJA IDEOLOGICZNA 
313 
władz, na trzecie — główne prace ogólne. Katalog  
przedmiotowy z zasady powinien rozróżniać i rozdzielać literaturę  
marksistowską od literatury niemarksistowskiej. 
W pracy bibliograficznej winien bibliotekarzom  
przyświecać przykład Lenina, który w końcu 1914 r. opracował  
bibliografię marksizmu, klasyfikując ją i krytykując według  
kierunków ideowych. Tym sposobem Lenin w praktyce wykazał, 
że systematyczna klasyfikacja i wartościowanie materiału  
bibliograficznego — to nie funkcja mechaniczna, ale ważna praca 
ideologiczna, której nie wolno prowadzić na podstawie znamion 
formalnych, np. podziału na podręczniki, monografie itp.  
Dzisiaj nie chodzi o ilość prac i ilość spisów, ale o jakość  
przemyślanego programu bibliograficznego, chodzi o to, aby utwierdzić 
pracowników w przekonaniu, że „bibliografia dla bibliografii" 
jest przeżytkiem. 
Nie ulega wątpliwości, że hasła dokumentacji powstały 
pierwotnie na zachodzie jako hasła propagandy  
imperialistycznej. Lecz w publikacjach czechosłowackich dokumentalistów 
lat ostatnich przewijały się burżuazyjne tendencje, oraz  
dążenie do obrony zachodniego systemu klasyfikacji dziesiętnej. 
Często w artykułach, recenzjach i przykładach na temat  
instytucji i czynności służby bibliograficzno-informacyjnej w ZSRR 
używa się nazwy „dokumentacja", podczas gdy tam o  
dokumentacji w ogóle się nie mówi i nie używa się tego terminu. 
Bibliotekarstwo krajów socjalistycznych — jak uczy Na- 
dzieżda Krupska — różni się od bibliotekarstwa krajów  
kapitalistycznych tym, że jest o wiele bliższe masom pracującym. 
Dlatego też należy wszystkie wysiłki skierować na  
pozyskiwanie nowych czytelników i jak najściślej zespolić biblioteki  
naukowe z bibliotekami oświatowymi, zawodowymi i  
związkowymi. 
Konferencja ideologiczna bibliotek naukowych  
Czechosłowacji przyjęła tezy obu głównych referatów Drtiny i Kon- 
valinki jako wytyczne w dalszej pracy. 
Najważniejsze zaś swoje cele biblioteki naukowe ujęły 
w następujące punkty:
		

/pb1952z4_017_0001.djvu

			314 
STEFAN KOTARSKI 
1. Aktywna pomoc w realizowaniu wielkiego procesu 
wychowania ideologicznego, zwłaszcza przez przygotowanie 
kartotek bibliograficznych i katalogów tematycznych; 2.  
czynna pomoc w akcji samokształceniowej przez propagandę  
literatury popularno-naukowej; 3. współpraca z Czechosłowackim 
Towarzystwem Szerzenia Wiedzy Politycznej i Naukowej przez 
przygotowywanie odczytów o postępowej literaturze pięknej 
i naukowej; 4. zorganizowanie regularnej służby  
informacyjnej dla potrzeb budowy socjalizmu; 5. sporządzanie kartotek 
bibliograficznych z tematyką aktualną, jak np. wielkie budowle 
komunizmu, walka o pokój, ZSRR, Chiny Ludowe, kraje  
demokracji ludowej itp.; 6. zainicjowanie metody katalogów  
analitycznych celem zbliżenia czytelników do literatury  
marksistowskiej i do nauki socjalistycznej; 7. przez wprowadzenie  
prenumeraty drukowanych kart katalogowych skierować więcej 
ludzi do pracy przy katalogach adnotacyjnych, do służby  
informacyjnej i do obsługi czytelników; 8. z katalogów publicznych 
xisunąć literaturę reakcyjną i szkodliwą, odseparować i oddać 
ją pod opiekę odpowiednich i w pełni wykwalifikowanych  
pracowników z zastrzeżeniem używalności dla potrzeb naukowych, 
historycznych i krytycznych; 9. założyć dla czytelników  
wartościujące katalogi przedmiotowe, systematyczne i rzeczowe 
oraz dbać o ich aktualizację; 10. powierzyć Bibliotece  
Narodowej rolę archiwum piśmiennictwa narodowego oraz  
realizację wydawnictwa narodowej bibliografii czasopiśmiennictwa; 
11. powierzyć Bibliotece Narodowej ewidencję, planowanie, 
koordynację i kontrolę prac bibliograficznych; 12. gruntowna 
przebudowa Instytutu Dokumentacji Gospodarczo-Technicznej; 
13. przekazanie czynności ośrodków informacyjno-bibliograficz- 
nych oddziałom bibliograficznym odpowiednich bibliotek; 14. 
połączenie zreformowanego czasopisma Dokumentace a Dese- 
tinne Tfideni z czasopismem Knihovna; 15. pozyskiwanie  
nowych czytelników literatury naukowej, nawiązanie współpracy 
z bibliotekami zawodowymi, zorganizowanie pomocy  
metodycznej dla pracy bibliotek oświatowych z czytelnikiem; 16.  
zainicjowanie w całym państwie teoretycznego i praktycznego  
szkolenia zawodowego i ideologicznego; 17. publikowanie prac
		

/pb1952z4_018_0001.djvu

			KONFERENCJA IDEOLOGICZNA 
315 
z marksistowskiej teorii bibliotekarstwa i bibliografii,  
popularnych i naukowych prac o bibliotekarstwie radzieckim, o  
postępowych tradycjach historii czeskiego i słowackiego  
bibliotekarstwa i bibliografii oraz o krytyce burżuazyjnej nauki 
o książce, bibliografii i dokumentacji; 18. w każdej bibliotece 
w ciągu 2 miesięcy'złożyć szczegółowe sprawozdanie z narady 
i opracować plan pracy zgodnie z wytycznymi i rezolucjami; 
19. przeprowadzić w bibliotekach krytykę i samokrytykę  
dotychczasowej pracy. 
* 
W Polsce, po konferencji w Krynicy (luty 1951), po  
warszawskiej naradzie w sprawie czytelnictwa (maj 1952), po  
zjeździe dyrektorów bibliotek naukowych (listopad 1952) — trzeba 
nam zapoznać się także z podobną akcją u naszych  
południowych sąsiadów. Przecież tak samo prowadzimy walkę z  
drobiazgowym, nieżyciowym rutyniarstwem i bezdusznym  
biurokratyzmem, tak samo staramy się przekonać kolegów,, ze  
starej szkoły", że istotą pracy katalogowej nie jest alternatywa: 
kropka czy średnik, duża czy mała litera, ale że punkt ciężkości 
leży we właściwym ustawieniu problemu katalogów  
analitycznych i spisów lektury zaleconej. Czas już najwyższy skończyć 
z formalizmem naszych katalogów i samo pojęcie katalogowania 
poddać gruntownej rewizji. Czas zerwać z uwielbieniem dla 
wzorów zachodnich, tej alfy i omegi dla pewnej kategorii  
bibliotekarzy. Dzisiaj wybór książek do katalogu publicznego 
musi być propagandą właściwej książki dla właściwego  
czytelnika, pomocą przy mobilizacji mas pracujących dla wypełnienia 
planu gospodarczego i kulturalnego. Toteż kierownictwo prac 
w każdym katalogu publicznym, a zwłaszcza w katalogu  
przedmiotowym, spoczywać musi w rękach osoby, która nie tylko 
rozumie, ale i uznaje decydującą rolę przodowniczej nauki  
społecznej, marksizmu, a przy tym ma dobre przyzwyczajenie 
utrzymywania żywego kontaktu z czytelnikiem. Ponadto  
katalog przedmiotowy powinien być oparty o właściwą,  
nowoczesną nomenklaturę i szeroko stosować wypróbowany środek 
prawidłowego naświetlenia treści: metodę kilkakrotnego  
powielania, hojnego dublowania kart
		

/pb1952z4_019_0001.djvu

			316 
STEFAN KOTARSKI 
Zerwijmy także z nieżyciowym przesądem, jakoby do  
katalogowania należało kierować najlepsze siły fachowe, a do 
czytelni i wypożyczalni wystarczą — ci gorsi! 
Podobnie jak w Czechosłowacji, tak i w Polsce bardzo 
jeszcze szwankuje polityka zakupów. Niewątpliwie musi ona 
skończyć z hasłem kupna „sztuka w sztukę", musi skończyć 
z zasadą jednoegzemplarzowości, z estetyzowaniem, wyładowu- 
jącym się w namiętności kupowania inkunabułów, okazów eks- 
librisowych i drogich a bezużytecznych albumów. Trzeba  
zwrócić baczną uwagę na dział przyrodniczy i techniczny:  
Łomonosow, Mendelejew, Pawłów, Miczurin, Lepieszyńska nie mogą 
być przeznaczeni jedynie do bibliotek specjalnych, ale znaleźć 
się powinni w każdym księgozbiorze. Kosmopolityzm przecież 
nie uznawał żadnego wkładu narodów słowiańskich w dorobek 
przyrodoznawstwa. Tymczasem rozszerzenie stanu posiadania 
dzieł przedstawicieli kulturalnego postępu narodowego posiada 
olbrzymi wydźwięk ideowy w polityce zakupów. I na tym 
odcinku więc celem jest walka z kosmopolityzmem w imię 
dobrze pojętego połączenia patriotyzmu z internacjonalizmem. 
Bez wątpienia uaktualnianie tematyki wystaw i pokazów 
już stało się faktem w polskich bibliotekach naukowych.  
Również nawiązywanie współpracy z bibliotekami innych typów 
wkracza na właściwe tory. Pod tym ostatnim względem może 
jeszcze trochę narzekają rozsiani po głuchej prowincji  
słuchacze studiów zaocznych szkół wyższych, którym nie podaliśmy 
dotąd pomocnej dłoni dla przezwyciężenia trudności  
sprowadzania lektury zaleconej w ramach wymiany  
międzybibliotecznej, ale wspólnie z czeskimi i słowackimi kolegami wypada 
nam parę gorzkich słów rzucić na temat rażącego braku  
oczytania fachowego i spaczonego poglądu na dzieje  
bibliotekarstwa, co ma swoje źródło w bezplanowości szkolenia  
zawodowego. Temu złu może zaradzi rozpoczęta akcja praktyk  
międzybibliotecznych, rzucony na warszawskim zjeździe dyrektorów 
projekt wymiany doświadczeń i planów lokalnego dokształcania 
zawodowego, oraz właśnie opracowywany generalnie program 
ramowy szkolenia fachowego. Przy sposobności warto rozwinąć 
większą czujność w stosunku do podstawowego dotąd źródła
		

/pb1952z4_020_0001.djvu

			KONFERENCJA IDEOLOGICZNA 
317 
w naszym szkoleniu bibliotekarskim. Mam tu na myśli Hand- 
buch der Bibliothekswissenschaft Fr. Milkau'a — to  
kulminacyjne dzieło burżuazyjnej wiedzy o książce, wychodzące 
w latach gwałtownej faszyzacji Niemiec. Milkau ścieśnia teorię 
i dzieje bibliotekarstwa do wykładu o zewnętrznej stronie  
książki, zwęża do technicznej organizacji zbiorów bez względu na 
ich treść, na ich funkcję społeczną, na ich wyraz ideologiczny. 
Główny nurt uwagi skierowuje on na administrację i  
statystykę, na oprawę i papier, a całkowicie ignoruje kwestie  
wychowania czytelników, ideowego oddziaływania książek i  
księgozbiorów, pomija ich zadanie w rozwoju społecznym, i — co  
najwięcej nas boli — wykreśla z dziejów bibliotekarstwo krajów 
słowiańskich i Związku Radzieckiego. Widocznie szło mu o to, 
aby bibliotekarz był ślepym wykonawcą woli klas panujących, 
aby mechanicznie przekazywał produkcję książkową  
kapitalizmu. / 
Wspólną bolączką jest także nie zawsze nowoczesny styl 
pracy oraz niepojmowanie ogromnej roli pozytywnej krytyki 
i twórczej samokrytyki. Niedawno na naradzie produkcyjnej 
jednej z większych naszych bibliotek, pięciu mówców  
krytykowało niekoleżeński stosunek kierowniczki działu do  
podwładnych, a żaden z nich nie wymówił jej nazwiska i — co gorsza — 
sama zainteresowana milczała do końca zebrania, które rozeszło 
się, ograniczywszy do ogólników krytykę bez samokrytyki. 
Warto także zauważyć, że polskie Towarzystwo Wiedzy 
Powszechnej, ten odpowiednik czechosłowackiego  
Towarzystwa Szerzenia Wiedzy Politycznej i Naukowej dotąd nic u nas 
nie zrobiło dla nawiązania — niewątpliwie płodnego dla stron 
obu — kontaktu ze Związkiem Bibliotekarzy i Archiwistów 
Polskich. 
Bibliotekarze czechosłowaccy są w danej chwili po dwóch 
etapach pracy rekonstrukcyjnej: po konferencji pracowników 
naukowych w Brnie i po konferencji bibliotekarzy naukowych 
w Pradze. Polscy bibliotekarze mają już za sobą trzy etapy: 
konferencję w Krynicy, naradę w sprawie czytelnictwa i zjazd 
dyrektorów bibliotek naukowych w Warszawie.
		

/pb1952z4_021_0001.djvu

			318 
STEFAN KOTARSKI 
A bibliotekarze amerykańscy są po konferencji  
poświęconej bibliotekom publicznym, odbytej w Chicago w 1949 r., gdzie 
stwierdzono, że 60% osiedli wiejskich jest całkowicie  
pozbawionych nawet najmniejszych księgozbiorów, że 25% dorosłych 
obywateli USA w ogóle nigdy nie czyta książek i gdzie  
Biblioteka Publiczna Nowego Jorku oficjalnie ogłosiła swój deficyt  
budżetowy. Są oni także po 18 Kongresie Międzynarodowej  
Federacji Dokumentacyjnej (FID) odbytej w Rzymie w dniach 
15—21 września 1951 r., gdzie bynajmniej nie starano się  
wyprostować kosmopolitycznego kierunku „dokumentacyjnego" 
i gdzie otwarcie zaakcentowano łączność celów i środków z tak 
upolitycznionymi organizacjami jak UNESCO,  
Międzynarodowa Organizacja Standaryzacji (IOS) oraz Międzynarodowy 
Związek Bibliotekarzy (FIAB), które niestety obecnie nie  
kryją swojej niechęci do państw o ustroju socjalistycznym i  
demokraty czno-ludowym. 
Dwie drogi — dwa cele! 
JOZEF GRYCZ 
STANISŁAW BODNIAK 
Dnia 15 października 1952 r. zmarł niespodziewanie 
w Kórniku Stanisław Bodniak, dyrektor Biblioteki Kórnickiej 
i profesor Uniwersytetu Poznańskiego. Tragizm tej śmierci 
jest tym boleśniejszy, że nie była ona nieunikniona. Była  
naturalnym wynikiem psychiki i charakteru Zmarłego, który  
zawsze wymagał jak najwięcej, nieraz ponad miarę — od siebie, 
a jak najmniej — dla siebie. I przeliczył się niestety: wola nie 
zdołała podporządkować sobie bez reszty organizmu. Za dużo 
od niego wymagał. Śmierć wyrwała Go znienacka od pracy, 
gdy w przerwie obiadowej pozwolił sobie na krótki odpoczynek, 
który przerodził się w odpoczynek wieczny. 
Bo sprawa, bo praca (zawsze rzetelna i wykończona) — 
były ważniejsze niż interes, własny czy rodziny, niż zdrowie
		

/pb1952z4_022_0001.djvu

			STANISŁAW BODNIAK 319 
czy nawet życie. Bo Stanisław Bodniak czy to jako badacz 
i autor, czy jako profesor, czy jako kierownik biblioteki, czy 
po prostu jako członek społeczeństwa — nigdy od żadnej  
pracy, jaką Mu powierzono, do jakiej Go wciągnięto, nie uchylał 
się i zawsze całego siebie w nią wkładał. Świadczą o tym  
choćby Jego oceny prac magisterskich, którym poświęcał tyle 
wysiłku naukowo-badawczego, jakby sam miał dany temat 
opracować. Świadczą własnoręczne niezliczone notatki,  
obliczenia i sformułowania uzasadnień potrzeb budżetowych  
Biblioteki oraz jej obfita korespondencja. A notatki do  
wykładów, a olbrzymi zbiór materiałów naukowych, a raz po raz  
publikowane prace, zawsze, nawet gdy rozmiarami niepokaźne, 
to jednak pod względem naukowym ważne, pionierskie, oparte 
na niewzruszalnych podstawach dokumentarnych, a przy tym 
podane starannym stylem i pięknym językiem. 
Jest to tylko garść przykładów „treści życiowej" tego 
człowieka, którego głowa była tak zaprzątnięta problemami 
i obowiązkami, że nieraz nie dopuszczała do Jego świadomości 
normalnych potrzeb żołądka. Potrafił cały dzień pracować 
w Poznaniu zapomniawszy o jakimkolwiek posiłku.  
Absorbowały Go zaś bez wyjątku sprawy i interesy nie własne. Ileż 
z nich załatwiał w bezpośrednich rozmowach, ile Mu one czasu 
zabierały! Nie szczędził go nigdy, nawet dla najprostszego  
człowieka, gdy chodziło o radę czy pomoc. Tu działała już  
nieprzebrana cierpliwość, dobroć i uczynność Zmarłego. Ofiarnie, a  
może i zbyt szczodrze szafował swoim czasem i swoimi siłami. 
Jakkolwiek dzieło Jego żywota jest niewątpliwie wielkie, 
ważne i o trwałej wartości, to jednak chociażby z przeglądu 
pozostawionych planów prac i zebranych o nich materiałów 
naukowych z żalem musimy stwierdzić, że dzieło to nie jest tak 
pełne, jakim powinno i mogło być. Stanisław Bodniak był  
typem uczonego-badacza i uczonego-pisarza. Miał duże wyczucie 
ważności i aktualności problemów, dysponował szeroką  
erudycją i doskonałą techniką pracy naukowej, był obdarzony dobrym 
piórem, a przy tym umiał przyswoić sobie nowe metody  
naukowe, zrozumieć nowe zadania uczonych. Tymczasem obowiązki
		

/pb1952z4_023_0001.djvu

			320 
JÓZEF GRYCZ 
pedagogiczne na Uniwersytecie usunęły nieomal całkowicie na 
bok Jego prace twórcze, pisarskie. Zmarły zdawał sobie z tego 
doskonale sprawę, pragnął poświęcić się cały pracy badawczo- 
pisarskiej i edytorskiej, ale przy swoim usposobieniu i  
charakterze nie umiał tego przeprowadzić. Nie chciał zrzucać  
przyjętych na siebie obowiązków, robić komuś zawodu, stwarzać 
trudności. 
Wszystko to zaś wypływało z Jego postawy i z Jego  
przebiegu życia. Z notorycznej biedy wiejskiego chłopaka, jedynie 
w oparciu o swoje wybitne uzdolnienia i siłę woli, na sobie 
samym tylko polegając przebił się przecież na najwyższe  
naukowe stanowisko — badacza i szafarza wiedzy. 
Urodził się 29 października 1897 r. w Starej Wsi w  
Małopolsce środkowej. Ojciec jako robotnik w pobliskich kopalniach 
nafty, matka jako wyrobnica, oboje razem nie zdołali zarobić 
na zaspokojenie elementarnych potrzeb rodziny. Musiał więc 
i Stanisław, najstarszy z dzieci, wcześnie przyczyniać się do 
swojego utrzymania. Pasł gęsi i bydło, zbierał grzyby i suche 
gałęzie, i tylko w cieplejszej porze roku (nie miał  
odpowiedniego odzienia) uczęszczał do miejscowej szkoły. Jakież widoki 
na przyszłość można było mieć w tych warunkach, z takimi 
przesłankami? Lecz oto wśród tych przesłanek doszła do  
decydującego głosu niespodziewanie jedna: pęd do czytania.'  
Stanisław sam i z pomocą ojca posiadł sztukę czytania, sam też  
później zdobywał pożądaną lekturę. Dostarczała Mu jej z biblioteki 
kasyna w pobliskim Brzozowie pewna krawcowa wzamian za 
odnoszenie do klientek wykonanych przez nią prac. 
Duże znaczenie dla dalszych losów Zmarłego miała  
odważna decyzja matki oddania syna do miejskiej szkoły w Brzozowie, 
z której łatwiej było przejść przez podwoje gimnazjum.  
Pilność i nieprzeciętny poziom umysłowy otworzyły Mu też  
rzeczywiście te podwoje, ale pomocy w dalszej drodze nie mógł 
się w owych czasach znikąd spodziewać. Przebył gimnazjum 
o własnych siłach utrzymując się od pierwszej klasy z  
korepetycji. W wyższych klasach był pierwszym uczniem, w r. 1918 
zdał egzamin dojrzałości z postępem celującym. Jak sam  
wspomina, ze szczególnym zamiłowaniem przykładał się do nauki
		

/pb1952z4_024_0001.djvu

			STANISŁAW BODNIAK 
321 
historii, historii literatury, języków klasycznych i propedeutyki 
filozofii i już w wyższych klasach gimnazjalnych dojrzało w Nim 
postanowienie dostania się na Uniwersytet Jagielloński.  
Doświadczony i zahartowany w walce o byt i mając uzasadnione 
zaufanie do swoich uzdolnień mógł takie postanowienie  
powziąć, ale wprowadzenie go w czyn miało nie być łatwym. 
Najpierw lata 1919 i 1920 zajęła służba w wojsku  
polskim. Przerwę od października 1919 do czerwca 1920 wypełniły 
studia w seminarium duchownym w Przemyślu. Gdy bowiem 
absolutny brak środków materialnych uniemożliwił wstąpienie 
na Uniwersytet, pragnący za wszelką cenę kształcić się  
abiturient skierował się do seminarium, gdzie nauczano i żywiono 
bezpłatnie. Z zapałem zabrał się też do pracy mając na oku 
głównie kształcącą i naukową stronę studiów seminaryjnych. 
Wiedział bowiem, że wydział filozoficzny U. J. zalicza  
początkowe lata studiów w owym seminarium. Poznał.tu bliżej  
filozofię ścisłą, wiele skorzystał też w zakresie łaciny,  
nieoczekiwanie zaś zetknął się z naukami pomocniczymi historii, które 
pociągnęły Go ku sobie na stałe. Postanawia studiować historię 
i z końcem r. 1920 zapisuje się na Uniwersytet Jagielloński 
w Krakowie. Na nieznanym terenie nie może na razie znaleźć 
innego źródła utrzymania jak tylko pracę fizyczną. Jako  
robotnik ciesielski pracuje zimą 1920/21 po 10—12 godzin dziennie 
na mrozie. Niewprawnemu puchną i krwawią ręce, ale szybko 
uczy się „fachu" i w krótkim czasie obejmuje funkcje majstra 
ciesielskiego, tak że niebawem może odłożyć sobie sumę  
zapewniającą utrzymanie na pół roku. 
„Tak to siekierą wyrąbałem sobie drogę na uniwersytecką 
ławę" mówi sam o sobie. Jako główny przedmiot obrał historię, 
jako poboczny historię języka i literatury polskiej. W r. 1922/23 
rozpoczyna samodzielne badania na odcinku reformacji i  
kontrreformacji w Polsce, a równocześnie prawie pociąga Go  
specjalizacja w sprawach bałtyckich, pomorskich i pruskich. Temu 
kręgowi zainteresowań badawczych pozostał Stanisław Bod- 
niak wierny przez całe życie. Już w pierwszej pracy  
seminaryjnej w r. 1923 wybrał sobie za przedmiot monografię o Marcinie 
Kromerze, jako że tu łączyły się ze sobą sprawy humanizmu, 
SI Pneiląd Biblioteczny XX 1962
		

/pb1952z4_025_0001.djvu

			322 
JOZEF GRYCZ 
związków kulturalnych z Zachodem, ruchów religijnych  
wieku XVI, a także zagadnienia bałtyckie i pomorskie. Pierwszym 
wystąpieniem publicznym w nauce była praca pt. »D w ó c h 
czy jeden Sarnicki« ogłoszona w Reformacji w  
Polsce w r. 1924. Odtąd „badanie źródeł drukowanych i  
rękopiśmiennych w celu odbudowy z nich minionej rzeczywistości 
stało się najmilszym i najbardziej pociągającym zajęciem" 
Zmarłego, jak sam przyznaje. 
Ale walka z biedą, teraz już studencką, zmusiła Go do 
przerwania studiów już w r. 1921/22, aby pracą nauczycielską 
w gimnazjum w Grybowie zdobyć fundusze na dalszy pobyt 
w Krakqwie. Od r. 1924 do 1926 widzimy Go jako asystenta 
najpierw tylko przy katedrze kultury, później również przy  
katedrach historii. W roku szkolnym 1924/25 odbywa praktykę 
w Bibliotece Jagiellońskiej z zamiarem wyboru w przyszłości 
zawodu bibliotekarskiego. 
Zamiaru tego dopiął, gdy po uzyskaniu 29 października 
1926 r. doktoratu filozofii został z dniem 15 listopada tegoż  
roku bibliotekarzem Biblioteki Kórnickiej, a od 1 stycznia 1930 r. 
jej kierownikiem. Nowy warsztat był jakby dla Niego  
stworzony. Zbiory zawierają bogate materiały z zakresu Jego  
zainteresowań, dział rękopisów wymagał opracowania katalogowego, 
do czego Zmarły był doskonale przygotowany, do zadań  
Biblioteki należało kontynuowanie chlubnych tradycji wydawnictw 
źródeł historycznych, a o takiej pracy marzył od dawna.  
Widoki przed Bochnakiem bibliotekarzem i badaczem roztaczały się 
tedy nader pociągające i obiecujące. Nie miały się jednakże  
spełnić bez reszty. Zbyt wiele czasu i wysiłku pochłaniały nie  
bardzo do nich uzdolnionemu i zapalonemu prace  
administracyjne, wywalczanie budżetu, bezskuteczne zabiegi o zwiększenie 
personelu, troska o stan utrzymania zamku itd. 
Ale prace bibliotekarskie, choć takimi warunkami  
hamowane, posuwały się prawidłowo naprzód na wszystkich  
odcinkach. Sam Zmarły opracował inwentarze dyplomów i  
rękopisów, ostatni z nich ogłosił w 100 powielonych egzemplarzach, 
przygotował i rozpoczął druk katalogu naukowego rękopisów, 
przerwany przez wojnę, redagował Pamiętnik Biblioteki Kór-
		

/pb1952z4_026_0001.djvu

			STANISŁAW BODNIAK 
323 
nickiej, którego zeszyt trzeci zniszczyli w drukarni hitlerowcy 
w r. 1939. Poza tymi zajęciami cały czas i wszystkie siły  
poświęcał pracom naukowo-badawczym. Ich owocem były  
ogłoszone drukiem w latach 1928—1939 publikacje, w których  
znalazły uwzględnienie wszystkie wyżej wskazane  
zainteresowania naszego historyka. Brał też czynny udział w życiu  
naukowym zrzeszeń. W r. 1935 powołany został na członka  
Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu oraz na współpracownika 
Komisji Historycznej PAU, a w r. 1936 na członka  
korespondenta Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Należał do  
zarządu Poznańskiego Koła ZBiAP i wygłosił szereg referatów 
na zebraniach Koła. 
Ten tak pracowity i owocny tryb życia Zmarłego  
przerwała wojna. Zabezpieczywszy jeszcze przed jej wybuchem  
najcenniejsze obiekty biblioteczne musiał niebawem z tego powodu 
uciekać przed Gestapo. Schronił się wraz z rodziną w swojej wsi, 
w Humniskach pod Brzozowem i do lipca 1940 r. uprawiał  
tajne nauczanie tamtejszej młodzieży gimnazjalnej. 
Następny okres okupacji przebył w Bibliotece Narodowej 
w Warszawie kierując jej działem rękopisów obejmującym 
wówczas również rękopisy Biblioteki Uniwersyteckiej i  
Krasińskich. Wespół z trzema współpracownikami przygotowywał na 
podstawie ułożonej przez siebie instrukcji katalog zasobów BN 
planując ogłoszenie jego powielonego wydania niezwłocznie po 
wojnie. Zadanie to było w chwili wybuchu powstania  
warszawskiego na ukończeniu w obrębie rękopisów z XVI—XVIII w. 
i daleko posunięte na odcinku średniowiecza. Część katalogu 
wykonana przez Zmarłego (w. XVI—XVIII) liczyła około 5  
tysięcy kart folio, przy czym na jeden wolumen przypadało od 1 
do 20 kart opracowania, zależnie od wartości i typu rękopisu. 
Niestety jednak owoc czteroletniej pracy spalony został wraz 
ze zbiorem rękopisów przez hitlerowców po powstaniu, ocalał 
przypadkowo tylko fragment katalogu. Szczęśliwie uratowana 
została też pokaźna liczba (ponad tysiąc) zapisków źródłowych 
Zmarłego, który przy sposobności katalogowania rękopisów BN 
planowo i systematycznie notował ważne dla Jego zainteresowań 
naukowych teksty in extenso, w streszczeniach lub ekscerptach,
		

/pb1952z4_027_0001.djvu

			324 
JOZEF GRYCZ 
rozciągając zresztą te badania również na zbiory Krasińskich 
i Archiwum Głównego Akt Dawnych. Stanowią one obecnie 
szczególnie cenny dorobek naukowy, skoro rękopisy — źródła 
przepadły na zawsze. 
Jako prawdziwy bibliotekarz Stanisław Bodniak nie  
ograniczał się do opracowywania zbiorów, lecz z zapałem a nieraz 
i ryzykiem udostępniał je, wbrew zakazom władz okupacyjnych, 
polskim uczonym i młodzieży uniwersyteckiej. Miał zaś ku  
temu sposobność jako wykładowca na tajnym uniwersytecie Ziem 
Zachodnich w Warszawie w ciągu trzech lat szkolnych od 1941/2 
poczynając. W r. 1942 uzyskał veniam legendi w zakresie historii 
Polski ze szczególnym uwzględnieniem problemu bałtyckiego. 
Wiadomo, w jakich warunkach praca uniwersytecka się  
wówczas odbywała i na co narażali się jej uczestnicy. Ale Zmarły 
stał na stanowisku, że „Warszawa z doby okupacji żądała wiele 
od swoich dawnych i nowych obywateli" — jak się wyraża i brał 
czynny udział w pracy konspiracyjnej na różnych jej odcinkach. 
W dniu 9 lipca 1944 r. opuścił Warszawę udając się do  
rodziny w Humniskach, dokąd zbliżał się już front. Po  
oswobodzeniu tej części kraju zgłosił się w listopadzie tegoż roku w  
Lublinie do pracy. Wykładał tu na Uniwersytecie Katolickim  
obejmując równocześnie stanowisko w Polskim Związku Ziem  
Zachodnich. Zwycięska ofensywa Armii Radzieckiej w styczniu 1945 r. 
sprawiła, że zrezygnował z wykładów w Lublinie i pospieszył 
do Warszawy, aby — jak mówił — tam zabezpieczać zbiory  
biblioteczne. Warto przytoczyć Jego własny opis, jak się to  
odbywało: „Ośmielony przez uprawianie przed wojną taternictwa 
zdołałem dostać się z pomocą przepalonych krat okiennych i  
balkonów na wszystkie piętra magazynu Biblioteki Krasińskich, 
spalonego i na poły zniszczonego przez kilkusetkilogramowe 
bomby niemieckie. Na drugim piętrze ujrzałem nienaruszone 
przez pożar dwa biurka z aktami bibliotecznymi i księgi na 
półkach w ilości około 8 tysięcy tomów... Co więcej —  
odszukałem tamże 10 rękopisów... Na czwartym piętrze zachowanej 
części magazynu odkryłem w gruzach ponad setkę  
uszkodzonych przez ogień i całych druków polskich z wieków XVII 
i XVIII...". Tak to Stanisław Bodniak wyżej ocenił dobro nauki
		

/pb1952z4_028_0001.djvu

			STANISŁAW BODNIAK 
325 
i ratowanie zabytków polskiej kultury niż własne  
bezpieczeństwo. 
Nie ten jeden raz zresztą. Gdy bowiem po Jego powrocie 
w marcu 1945 r. do Kórnika wskutek wysadzania w powietrze 
pozostawionych opodal przez hitlerowców składów amunicji 
zaczął w zamku sypać się tynk i w ścianach powstawały  
szpary grożąc zawaleniem się.budynku wraz ze zbiorami, Zmarły 
bez namysłu i oglądania się na surowy zakaz wchodzenia na 
teren wojskowy, na który gęsto padały odłamki pękających 
pocisków, pędzi na przełaj w sam środek akcji, by ratować 
zbiory. I widocznie postawą i argumentacją przekonał  
odpowiedzialnego komentanta, gdyż uzyskał natychmiatowe  
przerwanie wysadzania. Był to wypadek, kiedy interes publiczny 
wymagał determinacji i wysiłku woli na okres stosunkowo 
krótki. 
Ale Stanisław Bodniak był zdolny również do trwałego  
poświęcania całego siebie dla dobra społecznego. Gdy  
oswobodzony kraj podjął mozolną budowę nowej rzeczywistości, Zmarły 
przyjmował jeden obowiązek po drugim i nie licząc się z siłami 
i trudnościami dawał swoją rzetelną, sumienną pracę, gdzie 
sądził, że jest potrzebna i może być pożyteczna. Opracowuje 
tedy plan prac Biblioteki Kórnickiej na najbliższą przyszłość 
i -rozpoczyna zabiegi o stworzenie jej podstaw bytu i rozwoju, 
jak również zabiegi o konserwację zamku, w którym Biblioteka 
się mdeści. Wznawia też działalność wydawniczą redagując 
i publikując dwa dalsze zeszyty Pamiętnika Biblioteki  
Kórnickiej. Najwięcej jednak pracy i starań poświęca chlubie 
wydawnictw kórnickich: Aktom Tomicjanom, których tom XIV 
ukazał się w r. 1952 po trzydziestosiedmioletniej przerwie.  
Znaleźć się musi czas (z reguły po nocach) i na pracę naukową. 
Ostatnią, przy której zaskoczyła Go właśnie śmierć, było  
monumentalne wydanie Frycza Modrzewskiego De republica emen- 
danda. 
Poza absorbującymi obowiązkami w Bibliotece  
Kórnickiej podejmuje Zmarły wykłady na Uniwersytecie Poznańskim 
od maja 1945 r. jako docent, od r. 1947 — zastępca profesora, 
od czerwca 1948 r. — profesor. Mimo niewygody dojazdów
		

/pb1952z4_029_0001.djvu

			326 
STANISŁAW SIEROTWINSKI 
bierze jak najaktywniejszy udział w życiu uniwersyteckim, 
w różnych komisjach, posiedzeniach, egzaminach itd.  
poświęcając każdej związanej z tym pracy maximum sumienności i  
wysiłku. Mało tego. Obok zajęć bibliotekarskich i profesorskich, 
naukowych i administracyjnych bierze również udział w  
pracach oświatowych i społecznych Kórnika. M.in. wyjednał 
u władz i współzorganizował prywatne gimnazjum i liceum 
w sąsiednim Bninie i był jego pierwszym kierownikiem.  
Obecnie jest ono już upaństwowione i umożliwia pokaźnemu  
zastępowi miejscowej i okolicznej młodzieży kończenie studiów 
średnich. Ale bo też Stanisław Bodniak czuł się jak najbliżej 
zrośnięty ze społeczeństwem, poczuwał się do obowiązków  
obywatelskich w stosunku do Kórnika i całej Polski. W tym  
charakterze, gdy zdarzała się potrzeba lub sposobność, nieraz  
występował jako mówca na kórnickim rynku. 
Był pełnowartościowym obywatelem Polskiej  
Rzeczypospolitej Ludowej, pełnowartościowym uczonym, i  
pełnowartościowym bibliotekarzem. Odznaczony był Złotym Krzyżem 
Zasługi. Zasługi Jego oceniane d cenione będą w daleką 
przyszłość. 
STANISŁAW SIEROTWIŃSKI 
ADAM ŁYSAKOWSKI — TEORETYK NAUKI O KSIĄŻCE. 
Książka jest tym wynikiem działalności ludzkiej, który 
pozwala dziełu przetrwać twórcę, a człowiekowi jeszcze i wtedy 
mówić, gdy głos jego milknie na zawsze. To zadanie pełni  
książka wobec wszystkich, co tworzą i w niej zamknęli swe myśli. 
Służyć będzie również i temu, który jej samej okazywał  
najgłębsze zainteresowanie, jej poświęcał swe badania naukowe 
i pracę zawodową. 
Po Adamie Łysakowskim pozostała spuścizna utrwalona 
drukiem w książkach, broszurach, czasopismach. Omawiać ten 
dorobek jest i łatwo, i bardzo trudno. Łatwo — bo nie brak 
materiałów. Bibliografia prac Łysakowskiego zawiera ponad 
100 pozycji. Publikacje te budziły żywy oddźwięk, wywoły-
		

/pb1952z4_030_0001.djvu

			ADAM ŁYSAKOWSKI TEORETYK NAUKI O KSIĄŻCE 327 
wały polemiki, są więc recenzje, głosy w dyskusji i omówienia. 
Trudno — bo trzeba sprawiedliwie ocenić doniosłość naukową, 
wkład jaki te prace wnoszą w nasze piśmiennictwo, a to nie da 
się zmierzyć długością okresu działalności naukowej autora, 
ilością pozycji, objętością czy częstością ukazywania się  
publikacji, a nawet nie można ustalić tego wyłącznie przez  
krytykę słuszności założeń, tez i wypowiedzi. Trzeba wziąć  
również pod uwagę ich wpływ praktyczny, stosunek wkładu do 
całego dotychczasowego dorobku w pewnych zagadnieniach, 
dobór i znaczenie opracowanych tematów, aktualność  
problemów i wskazać na te, które przyspieszą, ułatwią dalszy  
rozwój nauki o książce, bibliografii, bibliotekoznawstwa. Zdajemy 
sobie sprawę, że osiągnięcia naukowe i zawodowe  
Łysakowskiego są tak bezsporne, iż nie potrzeba tu błyskotliwych  
pochwał czy tanich frazesów, należy je tylko przedstawić 
i oświetlić. 
Głównym przedmiotem zainteresowań naukowych i  
pracy zawodowej Łysakowskiego była książka. Z książką zaś  
łączą się najrozmaitsze problemy: naukowe, teoretyczne i  
historyczne, zagadnienia służby samej książce i ludziom, którzy 
z niej mają korzystać, zawodowe — pracowników do tej służby 
wciągniętych. Każde zagadnienie z tego zakresu zawsze będzie 
miało różne aspekty i nie da się tu całkowicie oddzielić punktu 
widzenia naukowego od praktyki i od człowieka jako twórcy 
teorii, wykonawcy zadań i odbiorcy. 
Wśród bibliotekarzy najliczniej reprezentowani są  
historycy i filolodzy, a to wywiera wpływ na tematy i metodę 
ich prac. Łysakowski był filozofem z przygotowania i  
nastawienia umysłu. Predestynowało go to już z góry do sięgania 
po tematy szerokie, ogólne, podstawowe i do opracowywania ich 
metodą w naszym piśmiennictwie raczej nową i niezwykłą, 
metodą nacechowaną ścisłością, logiką i precyzją. Jednocześnie 
był praktykiem, cenił doświadczenie, dostrzegał codzienne  
potrzeby, wiązał teorię z życiem i teoretyzował dla usprawnienia 
praktyki. Dawno, bo jeszcze w pierwszym okresie swej pracy 
naukowej, w r. 1927, w swym odczycie na temat instrukcji 
katalogowej, wypowiedział Łysakowski uwagi dotyczące opra-
		

/pb1952z4_031_0001.djvu

			328 
STANISŁAW SIEROTWINSKI 
cowywania katalogów, uwagi, które odnieść jednak można 
śmiało do każdej pracy w związku z książką, do każdego  
przedsięwzięcia bibliotekarskiego czy bibliograficznego. Tu  
spróbujemy wziąć z nich przesłanki do oceny jego prac. 
Autor wskazał na trzy zasadnicze założenia i wymagania 
przy opracowywaniu katalogów. Pierwsze: naukowe, logiczne, 
drugie: praktyczne, techniczne, trzecie: psychologiczne, tj. 
uwzględniające psychologię czytelnika. A dalej wywodzi autor, 
że sama logika prowadzi do doktrynerstwa, sama praktyka do 
ślepej rutyny, a wyłączne liczenie się z życzeniami czytelników 
grozi anarchią. W każdej koncepcji bibliotekarskiej niezbędna 
jest równowaga tych trzech założeń, każdą oceniać można 
*, tego punktu widzenia, a na tym tle najłatwiej jest  
scharakteryzować zasadniczą postawę Łysakowskiego, wyjaśnić kierunki 
jego zainteresowań i dążeń tak w pracy naukowej, jak i w  
działalności zawodowej. Tłumaczy nam to, jak solidne  
doświadczenie praktyczne uchroniło jego — filozofa i teoretyka z umysłu 
i zamiłowań — od doktrynerstwa; dlaczego tyle uwagi i  
wypowiedzi poświęcał organizacji i technice pracy w  
bibliotekach, odczuwając jednocześnie tak żywo potrzeby czytelnicze, 
wykazując zawsze troskę o wprowadzanie jak największych 
ułatwień w korzystaniu z bibliotek. To ostatnie zagadnienie  
dopiero obecnie zostało właściwie docenione i podkreślone w  
bibliotekarstwie. Możemy więc stwierdzić, że tematyka prac  
Łysakowskiego nie była przypadkowa i wyjaśnić, co skierowało 
go ku problemom katalogów rzeczowych, dokumentacji,  
informacji bibliograficznej i normalizacji. 
Katalogi biblioteczne, wytwór sztuki bibliotekarskiej, 
wymagają od ich wykonawców zarówno wiedzy teoretycznej 
jak i umiejętności praktycznych, a wykazują swą sprawność 
w służbie czytelnikowi. Zogniskowanie najróżnorodniejszych 
wymagań, konieczność sharmonizowania wielu reguł,  
podporządkowania ich jasno określonemu celowi — czyni z  
problematyki katalogów centralne zagadnienie bibliotekarstwa, 
szczególnie pociągające fachowców o dyspozycjach  
filozoficznych.
		

/pb1952z4_032_0001.djvu

			ADAM ŁYSAKOWSKI TEORETYK NAUKI O KSIĄŻCE 329 
Główne swe dzieło poświęcił Łysakowski katalogom  
rzeczowym. Praca jego p.t. »K a t a 1 o g przedmiotowy. 
Cz. 1. T e o r i a« ukazała się w r. 1928.1 W zamierzeniu  
całość obejmować miała jeszcze dwie dalsze części. Druga, z  
podtytułem »P odręczni k«, zawierająca instruktywne  
wskazówki sporządzania katalogu przedmiotowego, wyszła drukiem 
dopiero w r. 1946 z opóźnieniem wywołanym m.in. okresem 
wojny.2 Niestety nie ukazała się dotychczas część trzecia,  
która miała zawierać słownik tematów. Podlegała ona  
wielokrotnym przeróbkom, aktualizacji i nastręczała ogromne trudności, 
tym większe, że słownik ten powinien uwzględnić w pewnej 
mierze również i potrzeby bibliotek specjalnych, umożliwiając 
przynajmniej w zakresie zasadniczego zrębu haseł  
przedmiotowych zachowanie jednolitej we wszystkich bibliotekach 
struktury katalogu przedmiotowego. 
Część pierwsza, teoretyczna, zawiera znacznie więcej, niż 
to obiecuje tytuł. Zanim przystąpił autor do zasadniczego  
tematu, t.j. do teorii katalogu przedmiotowego, musiał  
przygotować sobie podstawy przez wyłożenie ogólnego poglądu na  
katalogi biblioteczne, przeprowadzenie precyzyjnego ich podziału, 
zdefiniowanie rodzajów. W tej części wstępnej znajdujemy też 
wyschematyzowany podział elementów i cech książki,  
założenia późniejszych prac z zakresu teorii nauki o książce i  
bibliografii, z których ostateczne konkluzje wyciągnął dopiero w  
jednym z ostatnich swych dzieł, niewielkiej objętościowo, ale  
bardzo doniosłej rozprawce p.t. »0 kreślenie  
bibliograf i i«.3 Subtelne wywody, logiczne wyjaśnienie reguł 
konstrukcyjnych i struktury głównych i kombinowanych  
typów katalogów bibliotecznych, próba uporządkowania  
terminologii, jednym słowem stworzenie zwartego systemu katalogo- 
znawstwa tam, gdzie dotychczas opierano się raczej na  
intuicyjnym rozumieniu i tradycyjnych, a nie zawsze słusznych  
rozróżnieniach, stały się walnym argumentem na rzecz „nauko- 
1 Wilno 1928 s. 190. 
* Warszawa 1946 s. 192. 
' Biuletyn Instytutu Bibliograficznego t. 3 nr 2. Warszawa 1950..
		

/pb1952z4_033_0001.djvu

			330 
STANISŁAW SIEROTWIŃSKI 
wości" podstaw pracy bibliotecznej, a z samego dzieła  
uczyniły klasyczną pozycję w tej dziedzinie. Zasadniczy wywód 
poświęcony katalogowi przedmiotowemu dawał jednocześnie 
wyraz głębokiemu przeświadczeniu autora o większej  
przydatności katalogu przedmiotowego niż systematycznego. Praca 
zawiera więc porównanie tych dwóch rodzajów katalogów 
rzeczowych, obszerną krytykę katalogów systematycznych 
i sugestywną argumentację na poparcie głównej tezy.  
Oczywiście wywołało to sprzeciwy obrońców katalogu  
systematycznego, spory i dyskusje. Nie będę tu referował polemiki, ani 
wyrażał sądu o słuszności stanowiska autora, który jest  
powszechnie znany jako zdecydowany zwolennik katalogu  
przedmiotowego. Trzeba stwierdzić obiektywnie, że tak sama praca, 
jak i polemiki publikowane i przeprowadzane przy różnych 
okazjach na zebraniach, bibliotekarzy, miały niewątpliwie ten 
skutek, że zwracały uwagę na zagadnienie katalogów  
rzeczowych, przyczyniały się do pogłębienia wiedzy o nich i wzbogr,J- 
cania jej nowymi myślami. Przeciwnicy, czy zwolennicy  
katalogu przedmiotowego nie mogą kwestionować wartości samego 
dzieła, jedynego w tym rodzaju w naszym piśmiennictwie, tak że 
trudno dziś przypuścić, aby bez niego mógł ktoś próbować 
wniknąć w arkana teorii katalogoznawstwa. Omawiana praca 
zawiera jeszcze chronologiczny przegląd historii katalogu 
przedmiotowego oraz bibliografię zagadnienia. Dodatki te,  
łącznie z tablicą poglądową odmian katalogów, powiększają  
wartość naukową dzieła. Wystarczy wspomnieć, że wykaz  
literatury przedmiotu zawiera 185 pozycji. Dowodzi to, iż dzieło 
oparte zostało na szerokiej podbudowie dotychczasowych  
osiągnięć w skali światowej. 
Na marginesie sporu o wartość katalogu przedmiotowego 
można zauważyć, że autor posiadał nie tylko zdolność  
stawiania śmiałych tez i umiejętność poparcia ich teoretycznym  
uzasadnieniem, ale że wykazywał również wyjątkową swadę  
polemiczną, ogromną energię w przeprowadzaniu swych  
projektów w praktyce, aktywność i zapał, cechujące człowieka czynu 
a dalekie od tej chłodnej naukowości teoretyka, którego  
dzieła powstawałyby tylko w zaciszu pracowni naukowej, bez kon-
		

/pb1952z4_034_0001.djvu

			ADAM ŁYSAKOWSKI TEORETYK NAUKI O KSIĄŻCE 331 
taktu z praktyką. W twórczości Łysakowskiego nie można 
oddzielać nauki od działania, teorii od realizacji, bo  
równolegle oddawał im swe wysiłki i zapał. 
Łysakowski reprezentował .pogląd, że ogół wiadomości 
o książce, różne kierunki badań jej poświęconych, podstawy 
na których gruntuje się praktyką w pracy z książką, mogą 
i powinny być usystematyzowane w ramach jednej  
dyscypliny i rozwijać się konsekwetnie i planowo według  
nakreślonego programu. Powołani do tworzenia tej dyscypliny są  
bibliotekarze i w tym a nie w innym kierunku najwłaściwiej 
przejawiać się powinny ich ambicje naukowe, równolegle do 
pracy zawodowej. Dla emancypującej się dziedziny  
przyjmuje Łysakowski nazwę „bibliologia" albo „nauka o. książce" 
i domaga się odróżniania znaczenia tych terminów od nazwy 
„księgoznawstwo", którą obejmuje obok teoretycznych —  
zagadnienia techniczne, umiej ętnicze. Różni się w tym od  
innych specjalistów, którzy używają wszystkich tych trzech 
określeń jako synonimów. Nauka o książce obejmuje według 
Łysakowskiego jako główne dziedziny: bibliografię, bibliolo- 
gię (w znaczeniu .ściślejszym) systematyczną, zajmującą się 
ogólnie książką, jej cechami i rodzajami, bibliotekarstwo, 
teorię czytelnictwa i metodykę pracy umysłowej z książką. 
Poglądy jego kształtowały się w ciągu wielu lat, a myśli  
rozsiane w szeregu artykułów znalazły swój dojrzały wyraz 
w cytowanej już rozprawie p.t. »Określenie bibliografii«. 
Te same tematy poruszał bibliolog czeski Władysław 2iv- 
ny, a Łysakowski opracował i uzupełnił polskie tłumaczenie  
jego dzieła, które ukazało się w r. 1936 4. Łysakowski zasadniczo 
zgadzał się z poglądami 2ivnego i powoływał się na nie,  
dopiero w przytoczonej swojej rozprawie częściowo polemizuje 
z nimi. Wysuwa nowe argumenty za naukowością bibliografii, 
wyznacza jej określone miejsce w nadrzędnej nauce o książce, 
wskazuje trzy znaczenia terminu „bibliografia", która może być 
pojmowana jako nauka o własnej metodzie i problemach  
badawczych, jako umiejętność sporządzania spisów, wreszcie jako 
* Ż i v n y L.: Bibliografia i bibliologia. Pojęcie, przedmiot, 
rozwój. Warszawa 1936.
		

/pb1952z4_035_0001.djvu

			332 
STANISŁAW SIEROTWINSKI 
same spisy bibliograficzne. Łysakowski stoi na stanowisku, że 
bibliografia nie jest tylko umiejętnością pomocniczą dla  
innych nauk, ale że posiada własne zagadnienia i zadania.  
Podkreśla społeczno-dydaktyczną rolę bibliografii, zwłaszcza jeśli 
stosuje się w niej krytyczny dobór materiałów, a adnotacje 
uzupełniające opisy formalne ujawniają treść opisywanych 
i zestawianych dzieł. 2ivny definiuje bibliografię jako „naukę 
0 opisowych i grupowych cechach książek". Łysakowski  
zauważa, że nie cechy książek, lecz same książki są przedmiotem 
bibliografii, choć opisuje się je drogą podawania cech.  
Definicja Łysakowskiego brzmi: „Bibliografia jest to nauka  
humanistyczna, która bada jednostkowe wydania (jako zestrój treści, 
wyrazu i postaci zewnętrznej) lub jednostkowe zespoły wy- 
dawniczo-piśmiennicze". Charakteryzując bibliografię mówi, że 
jest to „typ nauki opisowy, sprawozdawczy, idiograficzny", że 
metoda jej polega na doświadczeniu i analizie, że wnioskuje 
i sprawdza, ocenia i wyjaśnia, tworzy własne kryteria wartości. 
1 dalej stwierdza, że wszystkie tezy osiągane metodą  
bibliograficzną są sprawdzalne społecznie, że i tu wyniki badań  
stosuje się do ważnych zadań praktycznych, co świadczy o  
przydatności społecznej i podnosi wartość tej nauki. 
Na tle zadań bibliografii dokonuje przeglądu jej metod 
i ich historycznego rozwoju. Wcześniejszą formą jest  
bibliografia poznawcza, której celem jest dać obraz świata 
książek. Dokonuje ona tego przez rejestrację publikacji, ażeby 
materiał uczynić bardziej dostępnym pojęciu ludzkiemu,  
systematyzuje go, klasyfikuje formalnie lub treściowo. W nowszej 
bibliografii dochodzi jeszcze zadanie oceny publikacji, krytyka 
i wynikająca z niej selekcja. Postawa krytyczna,  
wnikanie w treść książek sprzyja specjalizacji, rozwojowi  
bibliografii dziedzin i zagadnień, która staje się metodyczną pomocą 
w poszczególnych naukach. Od poznawczej odróżnia 
autor bibliografię stosowaną; żąda od niej, aby  
„wskazywała nie ogół dorobku piśmienniczego, choćby selekcyjnie 
przesiany, ale tylko te utwory, które są w danej chwili  
przydatne dla oznaczonego celu praktycznego". W obrębie bibliografii 
stosowanej wydziela jeszcze bibliografię dokument a-
		

/pb1952z4_036_0001.djvu

			""ADAM ŁYSAKOWSKI TEORETYK NAUKI O KSIĄŻCE 333 
c y j n ą w służbie zagadnień życia państwowego,  
współdziałającą np. w realizacji planów gospodarczych, oraz bibliografię 
społeczną, mającą na celu „upowszechnienie książki i  
czytelnictwa, a poprzez tę drogę — krzewienie ideologii,  
wychowanie młodzieży i dorosłych, utrwalenie określonej  
postawy społeczeństwa". Wszystkie swe zadania nowoczesna  
bibliografia realizuje pracą nie indywidualną jak dawniej, lecz przede 
wszystkim zespołową, zorganizowaną w ośrodkach  
bibliograficznych. Do jej obowiązków należy ponadto poradnictwo  
bibliograficzne, załatwianie kwerend, pośrednictwo między  
czytelnikiem a źródłami informacji, z których korzystanie wymaga 
odpowiedniego przygotowania i umiejętności. 
W zakończeniu podkreśla autor najbardziej uderzającą 
cechę bibliografii współczesnej: jej rolę aktywną, współtwór- 
czą w sprawach o wadze ogólnopaństwowej, jej wkład w  
rozwój społeczeństwa, dokonywany w żywej, bezpośredniej  
łączności z otoczeniem, w pełnej świadomości swych zadań i celów. 
Pośrednio, na marginesie teorii bibliografii i nauki 
o książce i bezpośrednio (np. w artykule: »J a k  
powstaje książka i jak umier a«5) przedmiotem  
rozważań Łysakowskiego staje się książka, a właśnie z poglądu 
na jej strukturę i rolę wywodzą się jego zasadnicze  
założenia, koncepcje teoretyczne i praktyczne. Książkę określa 
jako „wytwór stanowiący jedność treści, jej wyrazu i postaci 
fizycznej. Treść jest czynnikiem pierwszym, głównym, dla niej 
i przez nią powstaje forma wyrazowa i szata zewnętrzna 
książki". Nauka o książce zajmuje się więc książką jako  
całością, w zespoleniu wszystkich jej cech i elementów. Ale treść 
stanowi o społecznej i czytelniczej wartości książki, na nią 
musi być skierowana przede wszystkim uwaga, z nią  
harmonizowana forma wydawnicza i postać fizyczna. Konsekwencją 
takiego ujęcia zagadnień książki jest zainteresowanie  
katalogami rzeczowymi, bibliografią specjalną i dokumentacją,  
wymaganie — aby bibliotekarz i bibliograf wnikali w treść dzieła 
i informowali o niej czytelników. Metoda dokumentacyjna mu- 
* Przegląd Oświatowy R. 24: 1929 z. 6 i odb.
		

/pb1952z4_037_0001.djvu

			334 
STANISŁAW SIEROTWINSKI 
siała zyskać szczególne uznanie w oczach Łysakowskiego,  
ponieważ ona to jeszcze radykalniej spełnia te postulaty, jakim 
częściowo w bibliotekach miały odpowiadać katalogi rzeczowe. 
Nagłówek w katalogu przedmiotowym mówi często więcej niż 
tytuł dzieła. W dokumentacji wymaga się notatki referującej 
i oceniającej treść, przy czym opracowaniu podlegają nie tylko 
książki, ale utwory niesamoistne wydawniczo, np.  
poszczególne rozprawy i artykuły w czasopismach. Dokumentacja,  
nastawiona na określoną tematykę, postuluje świadomie konieczność 
współpracy ze specjalistami, rozszerza zasięg  
wykorzystywanych materiałów na inne dokumenty, jakie mogą się okazać 
przydatne obok druków (np. filmy, płyty dźwiękowe itp.), 
próbuje śmiałych i nowych sposobów, aby zapewnić jak  
najskuteczniejszą pomoc korzystającym w doborze dokumentów 
i osiągnąć tą drogą zasadniczy wpływ na rozwój pracy w  
różnych dziedzinach życia gospodarczego i społecznego. W  
ostatnich latach została w Polsce zorganizowana służba  
dokumentacyjna w zakresie techniki. Łysakowski żywo się nią  
interesował, wykładał na kursach dokumentalistów, publikował prace 
w wydawnictwach Centralnego Instytutu Dokumentacji  
Naukowo-Technicznej, a ostatni, o ile mi wiadomo, jego artykuł 
pt. »Jak korzystać z indeksu do  
klasyfikacji dziesiętne j« ukazał się w Biuletynie C.I.D.N. 
T. — dodatku do Przeglądu Technicznego 6. 
Łysakowski przewodniczył Komisji Bibliograf iczno-Bi- 
bliotekarskiej przy Polskim Komitecie Normalizacyjnym. 
W skład jej wchodzili bibliotekarze i dokumentaliści. Nie trzeba 
udawadniać, że ściślejsza współpraca, wymiana doświadczeń 
między przedstawicielami dwu zawodów, tak pokrewnych 
problematyką i zadaniami, ma poważne znaczenie dla  
rozwoju i praktyki, i teorii. Łysakowski jako teoretyk i  
doświadczony bibliotekarz, posiadając jednocześnie pełne zrozumienie dla 
nowych potrzeb i reform, miał wszelkie szanse na decydujący 
głos w takim zespole. 
« Biuletyn C.I.D.N.T. R. 3: 1952 z. 6.
		

/pb1952z4_038_0001.djvu

			ADAM ŁYSAKOWSKI TEORETYK NAUKI O KSIĄŻCE 335 
Sprawy ogólne, wpływające na rozwój nauki o książce 
i bibliotekarstwa, pociągały Łysakowskiego najwięcej, ale nie 
przesłaniały mu doniosłości codziennej pracy toczącej się w  
bibliotekach. Był gorącym rzecznikiem racjonalizacji metod  
technicznych, upatrywał w tym jedyną drogę do przełamania  
bezdusznej rutyny i osiągnięcia korzyści, jakie daje w każdym  
zawodzie wprowadzenie podstawowej zasady: ekonomii środków. 
W bibliotekarstwie jest to tym ważniejsze, że odciążenie  
pracowników przez lepszą organizację pracy, ujednolicenie metod 
i usprawnienie wszelkich pomocy, skierowuje ich ku innym  
zadaniom, pozwala więcej świadczyć na rzecz udostępnienia,  
rozpowszechniania książek, pomocy czytelnikom, co ułatwia i  
przyśpiesza pracę wielu studiujących i badaczy, wywołuje pośrednio 
korzyści w różnych dziedzinach wiedzy i działalności  
zawodowej. Artykuły w czasopismach, ankiety, posiedzenia i dyskusje 
inicjowane przez Łysakowskiego miały naszemu zawodowi 
zjednywać racjonalizatorów, zachęcać do pomysłowości i  
reform, przeciwdziałać leniwemu przeświadczeniu, że  
tradycyjne przyzwyczajenia i ustalone od dawna sposoby wykonywania 
różnych czynności bibliotekarskich są niewzruszalne i jedynie 
słuszne. 
Tendencje racjonalizatorskie i normalizacyjne  
odnajdujemy już w najwcześniejszych pracach Łysakowskiego. W r. 
1928 opublikował artykuł »Obliczanie czasu  
pracy bibliotekarskie j«7, a później również zajmował 
się tą sprawą, zbierając dane eksperymentalne dla ustalenia 
norm orientacyjnych w tej dziedzinie. Komisja normalizacyjna y 
przy P.K.N. przygotowywała normy formularzy  
bibliotecznych, opisu bibliograficznego, wkładki bibliograficznej,  
skrótów tytułów czasopism oraz zainteresowała się sprawą  
słownictwa bibliotekarskiego. Terminologia — to odrębne  
zagadnienie pasjonujące Łysakowskiego. Wykazuje ono zresztą 
związki z jego pracami teoretycznymi, bo dociekania  
badawcze, zamiar rozwiązania problemów pryncypialnych,  
stworzenia podstawy dla nowej, kształtującej się dyscypliny, jej sy- 
7 Przegląd Biblioteczny R. 2: 1928 s. 36—48.
		

/pb1952z4_039_0001.djvu

			336 
STANISŁAW SIEROTWINSKI 
stematyki, muszą się natknąć na konieczność definiowania  
pojęć, ujednolicenia nazw, uściślania języka naukowego, w  
którym mają być formułowane tezy i rozwijane dalej poglądy, 
prowadzone ewentualne dyskusje. Katalog przedmiotowy  
również na plan pierwszy wysuwał kwestie językowe i to w  
znacznie szerszym zakresie, bo dotyczące pojęć i ich językowych 
odpowiedników dla wszystkich dziedzin wiedzy. Na  
marginesie techniki bibliotecznej, przy pracach nad instrukcją  
katalogowania nastręczają się oczywiście także trudności co do 
jednolitej nomenklatury elementów książki i składników  
opisu. A więc przy bardzo powierzchownym podziale w  
terminologii potrzebnej księgoznawcy mamy aż trzy grupy nazw: 
naukowe — specjalne, przydatne w teorii bibliografii i  
bibliotekoznawstwa, dalej ogólne z systematyki wiedzy, określające 
jednocześnie tematy dzieł zawartych w książkach na użytek 
katalogów rzeczowych, wreszcie specjalne, fachowe z techniki 
bibliotekarstwa, a częściowo i z innych zawodów, jak  
księgarstwo, drukarstwo, introligatorstwo itp. Do efektywnych  
osiągnięć w terminologii trzeba wielu warunków. Należy  
rozwiązywać jednocześnie zagadnienia logiczne, rzeczowe, mieć na 
względzie poprawność językową i liczyć się z pewnymi  
przyzwyczajeniami, choć często niesłusznymi, zawsze jednak  
bardzo trudnymi do przezwyciężenia. Nie dziwi nas więc,  
dlaczego tak opóźnia się druk słownika tematów do katalogu  
przedmiotowego, ani czemu, mimo zaawansowanych prac  
przygotowawczych, nie mamy dotąd słownika bibliotekarskiego. 
Dla dopełnienia obrazu naukowych prac Łysakowskiego 
oraz dla uzasadnienia opinii, że zajmowały go sprawy  
podstawowe, wytyczanie głównych kierunków rozwoju nauki o  
książce, bibliografii i bibliotekarstwa, wymienić jeszcze należy  
tematy innych jego publikacji. Zawsze miały one silny akcent 
aktualności, wynikały z kontaktu z życiem, z doskonałej  
orientacji w jego potrzebach i ze znajomości bieżącego  
piśmiennictwa polskiego i obcego. Pisał on o Bibliotece Narodowej, o  
normach organizacyjnych bibliotek naukowych, o organizacji  
bibliografii, o statystyce druków, o sprawach zawodu, o  
stosunku bibliotekarstwa do księgarstwa, o czytelnictwie itp. Uzna-
		

/pb1952z4_040_0001.djvu

			ADAM ŁYSAKOWSKI TEORETYK NAUKI O KSIĄŻCE 337 
-wał za konieczne, aby istniała centralna instytucja,  
koordynująca prace badawcze dotyczące książki oraz przedsięwzięcia 
bibliograficzne. Urzeczywistnieniem tego postulatu było  
stworzenie Państwowego Instytutu Książki, określonego jako  
„zakład naukowo-badawczy", którego agendy przejął z kolei 
w pewnej mierze Instytut Bibliograficzny przy Bibliotece  
Narodowej — ostatnia .placówka działalności dyrektora  
Łysakowskiego. 
Dużo uwagi okazywał on sprawom zawodu i to  
bynajmniej nie w oderwaniu od spełniających go ludzi i ich  
codziennych trosk. Uczestniczy w pracach Związku Bibliotekarzy 
i Archiwistów Polskich, piastuje w nim godności, bierze udział 
w zjazdach i konferencjach, pisze sprawozdania, kształtuje 
ideologię zawodu i uważa za konieczne propagowanie wśród 
społeczeństwa zrozumienia dla prawdziwych jego zadań,  
informowanie o stylu pracy w bibliotekach. Zabiega o  
gromadzenie źródeł do personalnej dokumentacji bibliotekarzy, 
o nawiązywanie między nimi ściślejszej współpracy, o  
pogłębienie koleżeństwa wśród ludzi związanych jednymi  
umiłowaniami i dążeniami. Troszczy się też o warunki ich pracy i bytu, 
0 godność i pozycję niedocenianej lub fałszywie pojmowanej 
służby bibliotekarskiej. Aby sobie to przypomnieć, warto wziąć 
do ręki numer Bibliotekarza ze wstępnym artykułem  
Łysakowskiego »Uspołecznienie  
bibliotekarstwa*8, gdzie zwięźle, ale bardzo jasno przedstawia rozwój 
naszego zawodu w ciągu wieków i obecne jego zadania na tle 
nowej sytuacji społecznej i politycznej. W tym samym  
numerze znajdujemy wypowiedzi innych współczesnych i  
dawniejszych luminarzy bibliotekarstwa polskiego na ten sam temat. 
1 tak czytamy tam zdanie F. Konecznego, który mówi o  
pokutującym jeszcze ciągle w społeczeństwie poglądzie, że  
„biblioteki to azyl dla ludzi mniej zdatnych do życia i dlatego w sam 
raz do książek....", o tym, jak pogląd ten szkodzi rozwojowi 
bibliotekarstwa, że więc należy go pienić i zwalczać jak zabo- 
" Bibliotekarz R. 14: 1947 nr 3—4 e. 37—38. 
22 FrzegUd Biblioteczny XX 1962
		

/pb1952z4_041_0001.djvu

			338 
STEFAN KOTARSKI 
bon. Przytaczamy to zdanie, aby stwierdzić, że działalność 
i poglądy Łysakowskiego były jak najkategoryczniejszym  
zaprzeczeniem, były repliką na tak fałszywy pogląd, że on sam 
usilnie nad tym pracował, aby społeczeństwo i bibliotekarze 
nauczyli się właściwie oceniać rolę książki i bibliotek, by  
ukazać ją im w świetle nowoczesnych dążeń i blasku osiągnięć. 
Trudno nie wspomnieć o habilitacji Łysakowskiego. W  
samym tym fakcie oczywiście nie ma nic osobliwego: wśród  
bibliotekarzy naukowych nie brak przecież docentów i  
profesorów. Szczególne natomiast jest to, że Łysakowski habilitował 
się w zakresie nauki o książce, a więc w zakresie tej nauki, dla 
której starał się wywalczyć uznanie jej samodzielności i  
doniosłości, uzyskać stworzenie odpowiednich programów  
studiów i uzasadnić potrzebę powstawania katedr  
uniwersyteckich. 
Przy silnej indywidualności, oryginalności poglądów,  
które niekiedy stać mogły w sprzeczności z przyzwyczajeniami 
i opiniami kolegów, umiał Łysakowski oceniać sprawiedliwie 
pracę innych oraz wytworzyć wokół siebie środowisko  
naukowe, zachęcać i kierować do prac badawczych. Można dziś  
mówić o „bibliotekarskiej szkole Łysakowskiego", a jego  
uczniowie i współpracownicy zdobyli własne zasłużone pozycje w  
nauce i w zawodzie. Doskonale rozumiał potrzebę i metody  
pracy zespołowej, inicjował wiele przedsięwzięć grupowych,  
chętnie im służąc swym doświadczeniem i wiedzą. 
W swych pracach nawiązywał do całego dorobku  
przeszłości, który znał doskonale, chociaż raczej nie pociągała go 
historyczna strona problemów. Równie pilnie śledził nowe  
publikacje, wiele z nich recenzował. Szczególną uwagę  
poświęcał osiągnięciom wiedzy bibliotekarskiej w krajach  
słowiańskich. Na odwrót, jego prace były znane, omawiane i  
cytowane nie tylko w Polsce. Ostatnio praca Łysakowskiego i jego 
postępowe ujęcie zagadnienia bibliografii zostały wyróżnione 
w specjalnej literaturze radzieckiej.9 
* Tierieszkowicz N. M.: Bibliografija w Narodno- 
Diemokraticzeskoj Polsze. Sowietskaja Bibliografija. Sbornik statiej 
i matiericłow. 1951 wyp. 1(31) s. 39—52.
		

/pb1952z4_042_0001.djvu

			ADAM ŁYSAKOWSKI TEORETYK NAUKI O KSIĄŻCE 339 
Szczupłe ramy artykułu nie pozwoliły wyczerpać tematu. 
Nie było tu miejsca na przedstawienie tła, na ocenę prac  
Łysakowskiego w stosunku do poglądów poprzedników i  
współczesnych mu teoretyków nauki o książce i bibliografii, na  
rozwinięcie poszczególnych wątków jego badań, przytoczenie 
wszystkich tytułów jego prac i omawianie poszczególnych  
rozpraw. Streszczając poprzednie uwagi należy jeszcze raz  
podkreślić, że Łysakowski w słusznej ocenie znaczenia wszystkich 
aspektów pracy z książką zachował i w tematyce swych  
publikacji pewną równowagę i podzielił proporcjonalnie  
zainteresowania między teorię, dążenia do usprawnienia techniki  
bibliotekarskiej i bibliograficznej oraz zagadnienia czytelnictwa, 
korzystania z książek, pedagogii bibliotecznej. 
W twórczości jego łatwo odszukać wyraźne wytyczne  
badań, wyjaśnić ich źródła, śledzić kształtowanie się przekonań, 
poprowadzić linie, po których zdążała jego myśl. Jako  
teoretyk zajął zdecydowane stanowisko wobec kwestii  
samodzielności i zawartości nauki o książce, dał wnikliwy pogląd na 
strukturę książki, usystematyzował zagadnienia wchodzące 
w skład bibliologii, wyznaczył w tym systemie miejsce teorii 
i metodyce bibliograficznej, uwzględnił najnowsze aktualne  
zadania bibliografii i wskazał kierunki jej przewidywanego  
rozwoju. Jako praktyk kładł podwaliny pod organizację, dążył do 
racjonalizacji i normalizacji. W szeregu jego projektów,  
postulatów, usiłowań, chociaż nie wszystkie doczekały się  
realizacji, odnajdywać będziemy na pewno jeszcze w przyszłości 
twórcze myśli i podstawy do stopniowego wprowadzania ich 
w życie, wybiegały bowiem daleko nieraz poza możliwości 
chwili, były posiewem na dzień jutrzejszy. 
Niechaj to pobieżne omówienie osiągnięć naukowych 
Adama Łysakowskiego będzie skromnym hołdem oddanym  
Jego pamięci. Śmierć nagła i przedwczesna wyrwała Go z  
naszych szeregów z niewątpliwą szkodą dla nauki polskiej i  
bibliotekarstwa.
		

/pb1952z4_043_0001.djvu

			340 
MARIA DEMBOWSKA 
MARIA DEMBOWSKA 
NORMALIZACJA OPISU BIBLIOGRAFICZNEGO 
Znamieniem naszej epoki jest dążenie w każdej  
dziedzinie do osiągnięcia możliwie najlepszych wyników przez  
zastosowanie najprostszych i najoszczędniejszych środków. Żyjemy 
w czasach usprawnienia, racjonalizacji, normalizacji.  
Tendencjom tym przyświeca ważny cel, aby drogą najmniejszego  
wysiłku uzyskać największą wydajność oraz najlepszą jakość  
pracy, a przez to pomnożyć jej wyniki, co z kolei wpływa na  
podniesienie ogólnego poziomu życia społeczeństwa. 
Postulat usprawnienia pracy, tak szeroko realizowany 
przede wszystkim w dziedzinach bezpośrednio związanych 
z produkcją, zyskuje coraz większe znaczenie również w  
zakresie działalności kulturalnej. Hasło upowszechnienia oświaty 
i nauki wśród najszerszych mas łączy się ściśle z dążeniem do 
jak najsprawniejszej organizacji aparatu służącego temu  
upowszechnieniu, a więc przede wszystkim bibliotekarstwa i  
bibliografii. Wzrost społecznego znaczenia wymienionych dziedzin 
włożył na nie obowiązek skontrolowania dotychczasowych  
metod pracy w celu ich najlepszego dostosowania do potrzeb  
dzisiejszego użytkownika. Wyrazem dążenia w tym kierunku jest 
rozwijająca się działalność normalizacyjna w zakresie  
zagadnień bibliotekarskich i bibliograficznych. Nie będę tu omawiać 
całokształtu tych prac na naszym terenie, skupiających się od 
kwietnia 1950 do jesieni 1952 w Komisji Bibliogra- 
ficzno-Bibliotekarskiej Polskiego Komitetu 
Normalizacyjnego, gdyż są one tematem jednego z ostatnich 
numerów Biuletynu Instytutu Bibliograficznego K 
Na tym miejscu chcę poruszyć tylko jedno z zagadnień 
będących przedmiotem prac wymienionej Komisji, mianowicie 
zagadnienie normalizacji opisu  
zasadniczego w bibliografii bieżącej dziedzin lub 
•Gruszecka J.: Normalizacja bibliograficzna i  
bibliotekarska 1950—1952. — Biul. Inst. BibHogr. t. 3 nr 8.
		

/pb1952z4_044_0001.djvu

			NORMALIZACJA OPISU BIBLIOGRAFICZNEGO 341 
zagadnień. Jak ważna to była sprawa, dowodzi choćby 
ogłoszony w Przeglądzie Bibliotecznym (R. 18: 1950 s. 246— 
252) artykuł A. Wróblewskiego »0 normalizację bibliografii«. 
Przeprowadzona tam analiza na podstawie osiemnastu  
bieżących bibliografii wykazała wielką różnorodność w budowie  
opisu zasadniczego. Dość przypomnieć, że w analizowanym  
materiale występuje aż 15 postaci adresu wydawniczego! 
Prace nad normalizacją opisu zasadniczego (czyli  
rejestracyjnego) w bibliografii bieżącej dziedzin lub zagadnień, 
rozpoczęte w połowie r. 1950, trwały do września 1952,  
przechodząc przez 'wszystkie kolejne stadia przewidziane  
procedurą PKN2. Podstawowy projekt, opracowany przez referenta 
i koreferenta, przedyskutowano na posiedzeniach Podkomisji 
Bibliografii, która — po wprowadzeniu odpowiednich zmian — 
przedłożyła go Komisji Bibliograficzno-Bibliotekarskiej. Tekst 
przyjęty przez Komisję stał się następnie przedmiotem ankiety 
wśród zainteresowanych instytucji — bibliotek i ośrodków  
bibliograficznych — oraz indywidualnych rzeczoznawców.  
Wyniki ankiety omówiono na ostatecznym posiedzeniu Komisji,  
wprowadzając niektóre poprawki i uzupełnienia zgłoszone przez 
uczestników ankiety. Ostatnim stadium prac nad projektem 
będzie zatwierdzenie go przez Zakład Komisji Samodzielnych, 
w którego ramach działała Komisja Bibliograficzno-Bibliote- 
karska, po czym po uzgodnieniu strony redakcyjnej z  
odpowiednią komórką PKN-u projekt zostanie ogłoszony jako  
Polska Norma — (PN/N-01152). 
Zajmiemy się teraz jej dokładniejszym omówieniem.  
Norma „Opis zasadniczy (rejestracyjny) w  
bibliografii bieżącej dziedzin lub zaga-d- 
* O wcześniejszych próbach normalizacji tego rodzaju opisu w  
Polsce oraz o wzorach zagranicznych zob. Hleb-Koszańska H.: 
Kompozycja bibliografii specjalnej. Biul. PIK t. 2 nr 3 oraz  
Gruszecka J. 1. cit. Ostatnio zanotować należy ukazanie się projektu 
radzieckiej instrukcji: Edinye pravila po opisaniju proizvedenij pećati 
dlja katalogov massovych bibliotek i bibliograficeskich ukazatelej. 
Proekt dlja óbsuZdenija. Moskva 1950 — i normy brytyjskiej: Bibliogra- 
phical references. London 1950 + Amendment No 1. May 1951.
		

/pb1952z4_045_0001.djvu

			342 
MARIA DEMBOWSKA 
n i eń" podaje we wstępie określenia zasadniczych pojęć  
składających się na przedmiot normy (opis bibliograficzny 
zasadniczy, bibliografia bieżąca, jednostki bibliograficzne),  
następnie ustala podstawę opisu, jego technikę, 
elementy opisu i ich kolejność w opisie  
poszczególnych rodzajów jednostek bibliograficznych. Rozdział 
ostatni zawiera wskazówki dotyczące odmian opisu 
w bibliografiach publikowanych, ponieważ 
norma ma zastosowanie zarówno w bibliografii sporządzanej 
w formie kartoteki, jak i w postaci publikacji zeszytowej. 
Przedmiotem normy jest opis zasad ni czy czyli 
rejestracyjny jednostek bibliograficznych w  
bibliografii bieżącej dziedzin lub zagadnień. Jest to opis ograniczający 
się do podania cech dokumentu s wystarczających do jego  
rozpoznania oraz zaklasyfikowania  
rzeczowego, w odróżnieniu od opisu adnotowanego, zawierającego 
ponadto obszerniejszą charakterystykę treści dokumentu.  
Cechy potrzebne do rozpoznania (identyfikacji) dokumentu — to 
tzw. cechy wydawniczo-formalne, zawarte 
w tytulaturze i w wyglądzie zewnętrznym dokumentu:  
autorstwo, tytuł, cechy wydawnicze, format, objętość, technika  
wykonania. W bibliografiach specjalnych rzeczowych, jakimi są 
bibliografie dziedzin lub zagadnień, dobierające piśmiennictwo 
według treści i grupujące je najczęściej w układzie rzeczowym, 
opis jednostki bibliograficznej musi — prócz wymienionych 
cech wydawniczo-formalnych — podawać dodatkowe w i a- 
domości informujące o treści  
dokumentu w przypadkach, w których dane zaczerpnięte z tytulatury 
do tego celu nie wystarczają. Te uzupełniające wiadomości mają 
za podstawę tekst dokumentu. 
Podkreślić należy, że w opisie zasadniczym nie chodzi 
o adnotacje omawiające, ewentualnie również oceniające treść 
wszystkich dokumentów opisywanych w danej bibliografii, lecz 
3 Norma używa terminu „dokument" na oznaczenie ogólne  
wszystkich rodzajów jednostek bibliograficznych — piśmienniczo i  
wydawniczo samoistnych lub niesarnoistnych.
		

/pb1952z4_046_0001.djvu

			NORMALIZACJA OPISU BIBLIOGRAFICZNEGO 343 
o krótkie uwagi formułujące temat dokumentu w przypadku, 
gdy nie wskazuje go tytuł dokumentu. Często zresztą adnotację 
zastępuje uzupełnienie niejasnego tytułu, umieszczane  
bezpośrednio po tytule, zwykle w składniowym z nim połączeniu. 
Adnotacje w opisie zasadniczym — poza  
podaniem tematu dokumentu — mogą wymieniać zawartość 
dokumentu, cytując np. tytuły poszczególnych utworów 
zawartych w dziele zbiorowym. Do adnotacyj w opisie  
zasadniczym wchodzą prócz tego opisy utworów  
związanych bibliograficznie z danym dokumentem — 
recenzyj, polemik, dyskusyj. 
W bibliografiach dziedzin lub zagadnień, których  
zadaniem jest wykazanie piśmiennictwa z danego zakresu bez  
względu na formę wydawniczą dokumentów, występują trzy  
rodzaje jednostek bibliograficznych. Są to: 
1) Dokumenty samoistne piśmienniczo 
i wydawniczo, tj. dzieła zwarte oraz wydawnictwa 
ciągłe (seryjne, zbiorowe i czasopisma) — jako całość. Prócz 
tego należą tu poszczególne dzieła wchodzące w skład  
wydawnictw seryjnych i zbiorowych. Tę pierwszą grupę jednostek 
bibliograficznych określa norma terminem:  
wydawnictwa. 
2) Dokumenty samoistne piśmienniczo 
lecz niesamoistne wydawniczo, tj. rozprawy  
zawarte w dziełach zbiorowych, odrębne wstępy lub dodatki do 
dzieł, a przede wszystkim artykuły i notatki z czasopism (  
dzienników). Ta grupa jednostek bibliograficznych nosi nazwę 
utworów. 
3) Dokumenty niesamoistne  
piśmienniczo i wydawniczo tj. rozdziały i ustępy dzieł lub  
utworów. Są to fragmenty piśmiennicze. 
Za podstawę opisu uznaje omawiana norma 
całą tytulaturę dokumentu. (Dla adnotacyj ponadto — 
jak zaznaczono wyżej — tekst dokumentu). To postanowienie, 
zrywające z pojęciem „tytułu głównego", oznacza w praktyce, 
że nie ujmuje się w nawiasy okrągłe elementów opisu  
zaczerpniętych spoza głównej podstawy opisu, więc np. z odwrocia
		

/pb1952z4_047_0001.djvu

			344 
MARIA DEMBOWSKA 
karty tytułowej, z okładki, z „metryki" umieszczonej na końcu 
tekstu itp. Zasada ta musi być uznana za słuszną i celową, gdy 
się weźmie pod uwagę choćby to, że stosując ją unika się  
podawania w nawiasach nazwisk autorów podpisanych na końcu 
artykułów z czasopism. Gdy mowa o nawiasach, dodać należy, 
że według normy nawiasy użyte w tytule dokumentu (oprócz 
nawiasów w formułach matematycznych, chemicznych lub tp.) 
zmienia się na nawiasy skośne . Przyjęto je zamiast ostrokąt- 
■nych — ponieważ można je stosować w piśmie maszynowym, 
a i w druku wyglądają lepiej. Nawiasy prostokątne stosuje się 
zgodnie z przyjętym zwyczajem, ujmując w nie wyrazy lub ich 
"części wprowadzone do opisu spoza dokumentu. 
• Norma ustala, że opis sporządza się zasadniczo z  
autopsji dokumentu, dopuszcza się jednak przejęcie 
opisu z innej bibliografii (przede wszystkim prymarnej). 
Elementy opisu unormowane są zasadniczo  
zgodnie z przyjętą praktyką opisu katalogowego. Pewne zmiany 
i odchylenia tłumaczą się z jednej strony dążeniem do  
formalnych uproszczeń, z drugiej — względami na 
dokładniejszą merytoryczną  
charakterystykę dokumentu. 
Uproszczeniem jest np. podawanie tylko oryginalnej  
formy nazwy autora bez cytowania formy użytej w druku (np. 
w dokumencie: Engels Fryderyk, w bibliografii: Engels  
Friedrich), a także umieszczanie na czele opisu, obok ustalonego  
nazwiska autora, podanego w druku pseudonimu, kryptonimu 
lub kryptogramu, zamiast uwagi na końcu opisu: „autor  
podpisany pseudonimem (kryptonimem, kryptogramem)". 
Przykład: [Komornicki Tomasz] tk: O ułatwienia 
w zbieraniu informacji naukowej... 
Dążąc do uproszczeń formalnych, norma przewiduje  
podawanie szczegółowych informacji rzeczowych o dokumencie. 
W tym celu zaleca się wymienianie wszystkich  
współpracowników dzieła zbiorowego, podawanie zawartości zbioru  
piśmienniczego, zaznaczanie bibliografii przytoczonej w zakończeniu 
opisywanego dokumentu, szczegółowe wyliczanie dodatków 
graficznych, cytowanie dokumentów związanych bibliograficz-
		

/pb1952z4_048_0001.djvu

			NORMALIZACJA OPISU BIBLIOGRAFICZNEGO 345 
nie z dokumentem opisywanym (recenzje itp.). Względem na 
dostępność bibliografii dla najszerszych kół użytkowników  
uzasadnia się zalecenie tłumaczenia tytułu obcojęzycznego na język 
polski. Zwyczaj ten przyjął się już w bibliografiach  
dokumentacyjnych naukowo-technicznych, które nawet umieszczają  
tłumaczenie przed tytułem oryginalnym, co oczywiście budzić  
musi zasadnicze zastrzeżenia. 
Aby ułatwić korzystanie z bibliografii również  
użytkownikom zagranicznym, norma przewiduje cytowanie obok tytułu 
polskiego podanych w dokumencie tytułów obcojęzycznych, 
oraz zaleca zaznaczać istnienie streszczenia w języku obcym za 
pomocą skrótów odpowiednich wyrazów (np. Res. — Resume; 
Soderż. — Soderżanie). 
Jak powiedziano, norma zajmuje się opisem trzech  
rodzajów jednostek bibliograficznych: wydawnictw, utworów i  
fragmentów. Budowa opisu wydawnictw (samoistnych) opiera się 
w głównych zasadach na przyjętych powszechnie zwyczajach 
opisu katalogowego. Natomiast opis utworów i fragmentów 
normują omawiane przepisy po raz pierwszy w skali  
ogólnokrajowej. Dlatego warto poświęcić nieco uwagi temu  
zagadnieniu. 
Utwory, czyli dokumenty samoistne piśmienniczo 
lecz niesamoistne wydawniczo, dzielą się na dwie grupy.  
Pierwsza grupa — to rozprawy, utwory literackie, wstępy i dodatki 
umieszczone w dziełach zwartych, grupa druga, znacznie  
liczniejsza, to artykuły, utwory literackie i notatki z czasopism. 
Opis utworu składa się z dwóch części. W pierwszej 
podaje się autora(ów) i tytuł opisywanego utworu, w drugiej — 
skrócony zapis całości wydawniczej, w której dany utwór jest 
zawarty, oraz opis zewnętrzny utworu. Skrócony zapis całości 
wydawniczej obejmującej utwór przyjęto nazywać cytatą 
wydawniczą (w odróżnieniu od adresu wydawniczego 
dzieł samoistnych). Gdy opisuje się utwór umieszczony w  
dziele zwartym, cytata wydawnicza wymienia: autora, tytuł, tom, 
miejsce i rok wydania dzieła. Przed cytatą wydawniczą, a po 
tytule utworu, staje przyimek W: (z dwukropkiem).
		

/pb1952z4_049_0001.djvu

			346 
MARIA DEMBOWSKA 
Przykład: Brożek Ludwik: Z dziejów książki polskiej 
na Śląsku Cieszyńskim. W: Ziemia Cieszyńska 
w drodze do Polski Ludowej. Cieszyn 1947 s. 6—16. 
Opis artykułu z czasopisma podaje w cytacie  
wydawniczej: tytuł czasopisma w skrócie 4, liczbą rocznika, po  
dwukropku — rok wydania rocznika 5, liczbą numeru (zeszytu) w  
obrąbie rocznika. 
Przykład: Markiewicz Jan: O zadaniach  
bibliotekarza gminnego. — Bibliot. R. 15: 1948 
nr 12 s. 190—192. 
Po cytacie wydawniczej następuje opis zewnętrzny  
utworu, tj. przede wszystkim wyliczenie stron zajętych przez utwór 
w obrębie całości wydawniczej. Jeśli utwór mieści się na jednej 
stronie, co jest częstym przypadkiem, gdy chodzi o artykuły 
z czasopism, wymienia się po skrócie s. (strona) liczbę  
odpowiadającą danej stronie. (Np. s. 4 = strona czwarta). Jeśli utwór 
obejmuje większą ilość stron, podaje się — po skrócie s. — 
liczby pierwszej i ostatniej strony, połączone myślnikiem (np. 
s. 3—9). Tu trzeba wspomnieć, że ze względu na rejestrowanie 
w bibliografii specjalnej zarówno wydawnictw samoistnych 
jak i niesamoistnych wydawniczo utworów, nie posiadających 
własnej paginacji, zaszła potrzeba odróżnienia  
skrótów oznaczających strony w opisie tych dwóch 
rodzajów dokumentów. Aby więc uniknąć błędnego odczytania 
objętości artykułu znajdującego się na stronie czwartej jako 
„stron cztery", ustalono, że w opisie wydawnictw samoistnych 
używać się będzie skrótu ss., oznaczającego ilość stron, a w  
opisie utworu zostanie skrót s., poprzedzający wyliczenie stron. 
Inaczej niż opis utworów buduje się opis  
fragmentów piśmienniczych, tj. niesamoistnych piś- 
* Skróty tytułów czasopism polskich zostały ustalone w normie 
PN/N-01150. 
* Rokiem wydania czasopisma nazywa norma ten rok, za który 
lub na który jest ono wydane. Gdy cały rocznik wychodzi z rocznym 
lub większym opóźnieniem, cytata wydawnicza podaje również datę 
druku. Np. R. 6: 1950 [druk.] 1951.
		

/pb1952z4_050_0001.djvu

			NORMALIZACJA OPISU BIBLIOGRAFICZNEGO 347 
mienniczo części wydawnictw lub utworów (rozdziały, ustępy). 
Opis fragmentu rozpoczyna się od skróconego opisu  
wydawnictwa lub utworu, w którym zawarty jest fragment, a dopiero 
w adnotacji do tego opisu umieszcza się dane dotyczące  
samego fragmentu. Jeśli fragment jest częścią wydawnictwa  
(samoistnego), to opis wymienia: autora(ów), tytuł, miejsce i rok 
wydania wydawnictwa, oraz w adnotacji: strony (ewentualnie 
liczbę rozdziału i strony) zajęte przez fragment, jego tytuł  
oryginalny lub, gdy go brak, sformułowanie tematu pochodzące 
od bibliografa. 
Przykład: Łazowski Jan: Wstęp do nauki o  
ubezpieczeniach. Warszawa 1948. 
s. 71—79: Wydawnictwa z zakresu nauki o ubezpieczeniach 
od końca XIX w. 
Gdy fragment jest częścią utworu, np. artykułu z  
czasopisma, opis wymienia autora(ów), tytuł i cytatę wydawniczą 
utworu, po czym następują — w adnotacji — dane dotyczące 
fragmentu. ' 
Przykład: Jakubowski Jan Zygmunt: Wędrowiec. (1885—1887).- 
Prace polonist. Ser. 5: 1947. 
s. 209—211: Wykaz najważniejszych prac drukowanych- 
w „Wędrowcu" w latach 1884—1887 z dziedziny literatury 
i krytyki artystycznej. 
Jeśli wiadomości interesujące daną bibliografię  
rozproszone są w całym wydawnictwie lub utworze, wyliczenie stron 
zastępuje skrót: M.i. (między innymi). 
Przykład: Rzadkowska Helena: Stosunek polskiej 
opinii publicznej do rewolucji francuskiej. 
Warszawa 1948. 
M.i. ówczesne czasopisma. 
Omawiana norma zawiera również wskazówki  
opisywania dokumentów związanych  
bibliograficznie z danym drukiem — recenzyj, polemik, dy- 
skusyj. Utwory tego rodzaju opisuje się w adnotacji do opisu
		

/pb1952z4_051_0001.djvu

			348 
MARIA DEMBOWSKA 
dokumentu podstawowego, wymieniając po skrócie Rec:  
(recenzja) — autora, tytuł i cytatę wydawniczą recenzji. Gdy  
tytuł recenzji jest powtórzeniem tytułu recenzowanego dzieła, 
cc najczęściej się zdarza, pomija się go, podając bezpośrednio 
po nazwie autora recenzji jej cytatę wydawniczą. 
Przykład: Kraszewski Józef Ignacy: Szalona. 
Warszawa 1951. 
Rec: Natanson Wojciech, Twórcz. R. 7: 1951 z. 11. 
s. 170—171. 
Końcowe postanowienia normy dotyczą skrótów 
i uproszczeń, które można zastosować w  
bibliografiach publikowanych. Jest tu mowa o  
redagowaniu opisu skróconego w przypadkach, gdy ten sam opis 
cytuje się w różnych poddziałach bibliografii, gdy opis  
zarejestrowanego już wcześniej dokumentu powtarza się w innym 
odcinku bibliografii ze względu na recenzję, gdy w kolejnych 
odcinkach bibliografii rejestruje się dalsze części wydawnicze 
dokumentu. Tu również • mieszczą się przepisy o łączeniu 
w pozycji zbiorowej opisów dokumentów  
dotyczących jednego szczegółowego tematu, oraz przepisy o  
skróconym opisywaniu utworów mniej ważnych w adnotacji do 
opisu dokumentu ważniejszego o tym samym temacie. 
Skodyfikowanie zasad opisu bibliograficznego dla celów 
bibliografii bieżących dziedzin lub zagadnień uważać należy 
za poważny krok w kierunku usprawnienia i  
udoskonalenia isłużby bibliograficznej.  
Korzyści stąd wynikające są oczywiste. Wyrażą się one przede 
wszystkim w ułatwieniu pracy autorów bibliografii, 
którzy będą mogli oprzeć się na gotowych wzorach  
metodycznych. Wpłynie to na skrócenie czasu potrzebnego 
do przygotowania bibliografii i pozwoli na wcześniejsze ich  
publikowanie, a dla bibliografii bieżących jest to rzecz ważna. 
Ponadto zracjonalizowanie metody opisu, wprowadzenie  
pewnych uproszczeń i skrótów przyczyni się w skali ogólnej do
		

/pb1952z4_052_0001.djvu

			NORMALIZACJA OPISU BIBLIOGRAFICZNEGO 349 
zmniejszenia kosztów publikacji, przyniesie  
oszczędności w papierze i druku. Wreszcie powszechne  
stosowanie tych samych zasad opisu ułatwi orientację 
w różnych bibliografiach i uprzystępni je szerokim kołom  
użytkowników. 
Znormalizowanie opisu bibliograficznego w bibliografii 
bieżącej dziedzin i zagadnień słusznie postawiono na pierwszym 
planie, ponieważ ten typ bibliografii stanowi najliczniejszą 
grupę publikacji bibliograficznych. Z kolei powinny być  
opracowane prawidła opisu w innych odmianach spisów  
bibliograficznych, przede wszystkim w bibliografii retrospektywnej 
dziedzin lub zagadnień, następnie w innych typach bibliografii 
specjalnych — regionalnej, lokalnej, osobowej. Będzie to już 
zadanie ułatwione, ponieważ główne zasady opisu, ustalone 
dla bibliografii bieżącej dziedzin lub zagadnień, znajdą  
zastosowanie we wszystkich rodzajach bibliografii specjalnej. Jeśli 
chodzi o bibliografię ogólną, to kodyfikację opisu w  
Przewodniku Bibliograficznym przygotowuje redakcja Przewodnika. 
Zasady ustalone dla tej bibliografii — bieżącej — będzie można, 
z pewnymi zmianami, przyjąć również w bibliografii ogólnej 
retrospektywnej, tj. w przygotowywanej w Instytucie  
Bibliograficznym „kontynuacji Estreichera" (1901—1950). 
Z kolei warto postawić pytanie, w jakim stosunku 
do prac normalizacyjnych w zakresie 
bibliografii powinny pozostawać rozpoczęte niedawno 
prace nad zmianą przepisów katalogowania  
alfabetycznego? Wydaje się oczywiste, że zasady opisu 
bibliograficznego i katalogowego powinny opierać się na tych 
samych głównych założeniach. (Katalog przecież — to  
stosowana bibliografia). Założenia te muszą uwzględniać z jednej 
strony w jak najszerszym zakresie interes użytko w- 
n i k a, z drugiej — postulować maksymalną  
oszczędność pracy bibliotekarza czy bibliografa. 
Dlatego wydaje się słuszne i celowe, aby nowe przepisy  
katalogowania przyjęły za podstawę główne wytyczne, 
którymi kierowano się przy ustalaniu prawideł opisu  
bibliograficznego w omówionej wyżej normie. Nie znaczy to oczy-
		

/pb1952z4_053_0001.djvu

			350 
MARIA EEMBOWSKA 
wiście, że wszystkie postanowienia tej normy mogą mieć  
zastosowanie w opisie katalogowym, bo z odmiennego charakteru 
tych dwóch rodzajów spisów książek, jakimi są katalog  
biblioteczny i bibliografia specjalna treściowa, wynikają różnice 
w opisie jednostki bibliograficznej i katalogowej. Ale są to,  
powiedzielibyśmy, różnice raczej ilościowe niż jakościowe. Opis 
dokumentu w bibliografii specjalnej dziedzin lub zagadnień 
podkreśla silniej merytoryczną stronę dokumentu,  
przywiązując mniejszą wagę do jego charakterystyki formalnej, na którą 
znów kładzie większy nacisk katalog alfabetyczny, bliższy pod 
tym względem bibliografii ogólnej, prymarnej. 
Jeśli więc mówi się tutaj o potrzebie oparcia opisu  
bibliograficznego i katalogowego na tych samych zasadniczych  
podstawach, to ma się na myśli ogólne, programowe 
cele, które muszą być wspólne i katalogowi, i bibliografii. 
Jakie więc — mówiąc konkretnie — główne zasady,  
przyjęte w normie opisu zasadniczego w bibliografii bieżącej  
dziedzin lub zagadnień, powinny być uwzględnione również w  
nowej instrukcji katalogowania  
alfabetycznego? Przede wszystkim — uproszczenie opisu 
przez zerwanie z nikomu nie potrzebną formalistyką. W tym 
celu należałoby rozszerzyć podstawę opisu 
katalogowego na całą tytulaturę  
dokumentu, znosząc używane dotychczas nawiasy okrągłe, w które 
ujmuje się części opisu pochodzące spoza głównej podstawy 
opisu6. Nawiasy te na pewno nie są potrzebne czytelnikowi, 
a i bibliotekarz nie może ich odczytywać w sposób  
jednoznaczny, ponieważ te same nawiasy stosuje się przy elementach  
opisu zaczerpniętych z różnych części tytulatury (z okładki, od- 
wrocia karty tytułowej, ostatniej strony itp.). 
Ważniejszym jeszcze postulatem jest zwrócenie w opisie 
katalogowym alfabetycznym większej niż dotychczas 
uwagi na zawartość książki. Należałoby  
częściej podawać objaśnienie czy uzupełnienie tytułu, umieszcza- 
6 Stosują to już karty katalogowe drukowane centralnie w  
Instytucie Bibliograficznym Biblioteki Narodowej.
		

/pb1952z4_054_0001.djvu

			NORMALIZACJA OPISU BIBLIOGRAFICZNEGO 351 
jąc je bądź — jak dotychczas — bezpośrednio po tytule, bądź 
w przypadku potrzeby obszerniejszego objaśnienia — na końcu 
opisu, w adnotacji. Tu również powinno się wymieniać  
zawartość dzieła zbiorowego, a także tytuły większych utworów  
jednego autora, wydanych razem. Z tym z kolei łączy się postulat 
oddzielnego opisu dla ważniejszych 
utworów zawartych w zbiorach piśmienniczych.  
Dotychczasowe przepisy przewidywały, że „utwory piśmienniczo  
samoistne, wydane w obrębie większych całości... lub współwy- 
dane z innymi utworami" otrzymują oddzielne opisy w  
formie kart cząstkowych7. Wydaje się, że byłoby pożądanym 
uproszczeniem zastąpienie karty cząstkowej opisem w takiej 
formie, jaką stosuje się w bibliograficznym opisie niesamoist- 
nych wydawniczo utworów. Zamiast więc łączyć obie części 
opisu cząstkowego skrótem: zob., lepiej poprzedzić wymienienie 
danych całości wydawniczej, w której znajduje się opisywany 
utwór, znakiem „W:" (zob. wyżej przykład na s. 346). 
Wreszcie — mając ciągle na oku dostarczenie  
użytkownikowi dokładniejszych informacji o zawartości druku —  
należałoby rozszerzyć zakres opisu zewnętrznego, zaznaczając 
istnienie ilustracji w tekście, bibliografii przedmiotu,  
streszczenia obcojęzycznego. 
Wysunięte tutaj propozycje, idące w kierunku  
merytorycznego rozszerzenia problematyki 
opisu katalogowego, mają na oku interes  
czytelnika i bibliotekarza. Czytelnik skorzysta niewątpliwie,  
otrzymując dokładniejsze informacje rzeczowe o interesującej go 
książce. A bibliotekarz — trzeba to wyznać otwarcie — ciągle 
jeszcze zasugerowany tytulaturą druku i zbyt rzadko  
zaglądający do jego wnętrza, nauczy się traktować książkę nie tylko 
jako przedmiot materialny, posiadający pewne cechy formalne, 
ale także — i przede wszystkim — jako wytwór myśli 
ludzkiej, wyrażający określoną treść, która w  
pierwszym rzędzie decyduje o społecznej wartości książki. 
7 § 5 „Skróconych przepisów katalogowania alfabetycznego" Gry- 
cza i Borkowskiej. 2 wyd. 1949.
		

/pb1952z4_055_0001.djvu

			352 
WŁADYSŁAW PIASECKI 
WŁADYSŁAW PIASECKI 
BIBLIOTEKA BEZ OKIEN 
Z NOWOCZESNEJ PROBLEMATYKI BUDOWNICTWA 
BIBLIOTECZNEGO 
W wyborze informacji podanych w tym szkicu  
korzystałem ze wskazówek bibliograficznych Biblioteki  
Narodowej, Publicznej Biblioteki Technicznej Instytutu  
Urbanistyki i Architektury oraz z tłumaczenia rozdziału o  
bibliotekach ze Sprawocznika Architiektora (r. 1949)  
dostarczonego mi przez Centralny Zarząd Bibliotek w Min. Kultury 
i Sztuki, którym to instytucjom składam podziękowanie. 
Gdy przed bez mała ćwierćwieczem rozstrzygnięto  
konkurs architektoniczny na budynek Biblioteki Jagiellońskiej, 
kustosz ówczesny tejże Biblioteki i późniejszy jej dyrektor, 
prof. Aleksander Birkenmajer opublikował w specjalnym,  
podwójnym numerze krakowskiego Architekta artykuł, w  
którym przedstawił najważniejsze problemy budownictwa  
bibliotek i omówił prace nagrodzone w konkursie *. Redakcja  
wyraziła żal, że część ogólna tego artykułu (problematyka) nie  
ukazała się jednocześnie z programem konkursowym, aby  
architektom dać przejrzysty wyraz wymagań bibliotekarza, a prof. 
Wacław Krzyżanowski w szkicu pt. »Architekt o bibliotece«2— 
stwierdził, że „problem budowy bibliotek nie jest jeszcze  
wcale zamknięty i oczekuje wysiłku wielu tęgich umysłów".  
Istotnie tęgie umysły nie próżnowały przez następne lata i obecnie 
problematyka budownictwa bibliotecznego tak się odmieniła 
i wzbogaciła, że trzeba o niej na nowo poinformować  
zainteresowanych, którymi są przecież nie tylko architekci i  
bibliotekarze, ale również czytelnicy, instytucje, którym biblioteki  
mają służyć oraz instytucje planujące we wszystkich instancjach. 
Pewne ożywienie zainteresowania budownictwem  
bibliotecznym daje się zresztą zaobserwować u nas w ostatnich cza- 
'Birkenmajer A.: Nowoczesne budownictwo biblioteczne. 
Architekt R. 22: 1929 zesz. 1—2 s. 9—46. 
* Tamże, s. 47—50.
		

/pb1952z4_056_0001.djvu

			BIBLIOTEKA BEZ OKIEH 
353 
sach. Widzimy je (podaję tylko przykładowo, nie kompletując 
objawów) w przetłumaczeniu na użytek wewnętrzny w  
Centralnym Zarządzie Bibliotek rozdziału pt. „Biblioteki" ze Spra- 
wocznika Architiektora3, wydawnictwa radzieckiej Akademii 
Architektury; w utworzeniu przez Instytut Urbanistyki i  
Architektury w ramach Zakładu Standartów Budowlanych — 
Zespołu Bibliotek i Archiwów i zapowiedź w planie prac na 
r. 1952 opublikowania standartów i normatywów dla bibliotek 
w wydawnictwie Seria Standartów; Publiczna Biblioteka  
Techniczna LU.A. kontynuuje pracę nad katalogiem centralnym 
z zakresu budownictwa bibliotecznego w skali państwowej 
i ogłasza zebrane materiały. Wreszcie zajęcie się budownictwem 
bibliotecznym znalazło wyraz w ciekawym artykule czytelnika- 
bywalca, Edwarda Muszalskiego, w Przeglądzie Bibliotecz- 
nym*. Autor nie będąc ani bibliotekarzem, ani architektem 
wykazuje tu wiadomości i zainteresowania o wiele  
przekraczające wiadomości przeciętnie poinformowanego i ciekawego 
czytelnika i — sądząc po sobie — uważa, że „należy rozważyć 
te kwestie przede wszystkim z punktu widzenia czytelnika,  
potem bibliotekarza, a na koniec architekta". Nie dowierza widać 
bibliotekarzom i architektom, że uwzględnią w należyty  
sposób potrzeby czytelnika. Już ta postawa autora daje dużo do 
myślenia, zwłaszcza, że ugruntowana jest na doświadczeniu 
autora wyniesionym z wielu bibliotek, które passim wymienia. 
Ze swoich doświadczeń i wiadomości autor musiał wynieść 
wrażenie, że dotychczasowi projektodawcy bibliotek nie liczyli 
się dostatecznie z ich użytkownikami. Zdaje sobie wprawdzie 
sprawę z tej różnorodności potrzeb, jakie odpowiadają  
rozmaitym kategoriom czytelników, ale preferuje wyraźnie tę  
kategorię, którą sam zapewne reprezentuje, tj. tak przez siebie 
nazwanych „badaczy". Bibliotekarz zaś, a z nirn wypełniający 
' Sprawocznik Architiektora. Obszczestwiennyje i kommunalnyje 
zdanija. Moskwa 1949 Akad. Architiekt. SSSR. T. 7 cz. 1 s. 289—322: Bi- 
bliotieki. 
4 Muszalski Edward: Budowa gmachu Biblioteki  
Narodowej. Postulaty czytelnika. Przegl. Bibl. R. 19: 1951 s. 61—72. 
23 Przegląd Biblioteczny XX 1052
		

/pb1952z4_057_0001.djvu

			354 
WŁADYSŁAW PIASECKI 
jego postulaty architekt nie powinien mieć tak stronniczego 
nastawienia i musi rozpatrzyć możliwości zaspokojenia  
równorzędnego wszystkich czytelników. 
Ten „czytelnik" piszący z takim znawstwem o naszych 
sprawach zawstydza nas, bibliotekarzy, i prowokuje do  
podjęcia tematu, który nie jest łatwy, jeśli prof. Birkenmajer  
swoje prace nad problematyką i oceny krytyczne publikowane 
w Architekcie i Przeglądzie Bibliotecznym ogłosił po 10 latach 
studiów. Autor niniejszego szkicu nie może wylegitymować się 
więcej jak rocznym okresem zajmowania się sprawą  
budownictwa bibliotecznego. Chcę dać raczej impuls, poruszyć  
opinie fachowców i zainteresowanych, i dlatego wybieram z  
bogatej problematyki jeden z najdrastyczniejszych szczegółów — 
fenestrację czyli uokiennienie. Może to się przyczyni do  
sporządzenia wykazu zagadnień i prób ich rozwiązania, a takie  
zestawienie problematyki ułatwi studia przyszłym projektantom 
budynków bibliotecznych. 
Istnieje niezwykły paradoks w dotychczasowym  
budownictwie bibliotecznym: właściwe oświetlenie jest tak bardzo 
ważne dla bibliotek, a prawie nigdzie nie znalazło  
dostatecznego rozwiązania w istniejących budynkach. Nowoczesne  
propozycje rozwiązania problemu oświetlenia łączą się z  
problemem ogólniejszym — zapewnienia budynkowi bibliotecznemu 
jak najdalej idącej możliwości zmian w urządzeniu  
wewnętrznym i rozbudowie, a jedną z najdalej idących propozycji jest 
budowa biblioteki bez okien. 
Potrzeba stosowania zasady jak najpełniejszej możliwości 
zmian wewnątrz gmachu bibliotecznego jest uzasadniona  
długoletnim doświadczeniem, które nas uczy, że najlepsze w swoim 
czasie rozplanowanie wnętrza biblioteki przez naszych  
poprzedników, w miarę wzmagania się tempa życia bibliotecznego 
staje się dla nas zupełnie nieodpowiednie. 
Możliwość zmian na przyszłość dyktuje cały szereg  
posunięć, na które pozwalają obecne postępy techniki. Należy do 
nich projektowanie bezokienne, budowanie na słupach  
równomiernie rozstawionych przez całą wysokość budynku, niewiel-
		

/pb1952z4_058_0001.djvu

			BIBLIOTEKA BEZ OKIEN 
355 
ka a jednolita wysokość wszystkich kondygnacji (około 2,60 
m), prefabrykowane jednolite elementy ścian wewnętrznych 
z możliwością wmontowania według potrzeby itp. itp., z  
którymi to sposobami nowoczesny architekt i bibliotekarz muszą się 
zapoznać i rozważyć ich zastosowanie przy planowaniu  
budynku bibliotecznego. 
Niepodobna na tym miejscu omówić wszystkie te  
problemy choćby pobieżnie, ale chociaż jeden z nich, problem bez- 
okienności, jako może najbardziej uderzający, warto  
poruszyć. Rzecz jest tak u nas nowa i budzi tyle instynktownych 
i nawykowych sprzeciwów, że trzeba ją nieco szczegółowiej 
a spokojnie rozważyć, aby móc zorientować się w możliwościach 
i celowości jej zastosowania.5. 
8 Jak się zapatrywano u nas na możliwość budynków bezokien- 
nych przed 20 laty ilustruje nam poniższy ustęp, wyjęty z pracy  
twórcy budynku bibliotecznego Szkoły Głównej Planowania i Statystyki 
•w Warszawie (Jan Witkiewicz-Koszczyc: Budowa gmachów 
bibliotecznych. Wykład na Kursie bibliotekarskim przy Bibliotece  
Publicznej m.st. Warszawy w dn. 13 grudnia 1931 r. Warszawa 1933 s. 24). 
Czytamy tam: „W ostatnich czasach weszła na porządek dzienny  
sprawa budowy ciemnych składnic, bez dostępu światła dziennego i świeżego 
powietrza, ewentualnie w kilku kondygnacjach podziemnych. Dopływ 
powietrza jest sztuczny przy odpowiedniej temperaturze i nawilżeniu. 
Konieczność budowy takich składnic tłumaczą rozpadaniem się pewnych 
gatunków papieru i zanikiem druku. Niektórzy, nie wnikając w istotę 
rzeczy, uważają, że budowa tego rodzaju składnic jest ostatnim wyrazem 
nauki. 
Próby budowy tego rodzaju hermetycznych składnic powstały 
w Ameryce, spowodowane ciasnotą miejsca i koniecznością wygodnego 
rozszerzania składnic w istniejących bibliotekach. W ciasnych  
przestrzeniach, przy ogromnej ilości wszelkiego rodzaju gazów spalinowych 
1 innych, może się taka rzecz okazać po prostu (chwilowym) ratunkiem. 
Amerykanie projektują nawet budowę domów bez okien, o sztucznej 
wewnętrznej atmosferze i sztucznym słonecznym oświetleniu w celu 
uchronienia się przed wielkomiejskimi wyziewami. Ale tam, gdzie nie 
ma ku temu widocznej potrzeby, nie widzę racji: a. pozbawiać  
pracowników bibliotecznych naturalnego powietrza ł światła dziennego, b. 
urządzenie dla zaopatrzenia tych ciemnych składnic w odpowiednio 
spreparowane oczyszczane powietrze i światło będzie zawsze kosztowne 
w budowie i eksploatacji, a jeżeli się zepsuje^ lub będzie źle obsłużone. 
•
		

/pb1952z4_059_0001.djvu

			356 
WŁADYSŁAW PIASECKI 
Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że bezokienność 
w bibliotekach jest rzeczą od dawna znaną. Bezokienność  
magazynu jako postulat racjonalnej konserwacji jest częściowo 
stosowana w każdej niemal większej bibliotece, a w niektórych 
zastosowana całkowicie. Nowość problemu polega na bezokien- 
ności całego budynku. 
Weźmy za przykład piękny projekt architekta Gilmana. 
(z roku 1936) biblioteki rostowskiej z potężnym, 9-piętrowym 
magazynem całkowicie bezokiennym. Autor projektu jest  
zarazem głównym autorem rozdziału o bibliotekach w cennym 
wydawnictwie Akademii Architektury ZSRR (Sprawocznik 
Architiektora z r. 1949). 
Swój projekt potężnego bezokiennego magazynu Gilman 
reprodukuje w przekroju i rzutach, a we wskazówkach  
praktycznych w tekście takie podaje uwagi: „Szerokość  
pomieszczenia.... przy sztucznym oświetleniu (bez okien) uzależniona jest 
od przyjętego rozwiązania technicznego i sposobu planowania. 
Powierzchnia kondygnacji.... dla liczebniejszych  
księgozbiorów... jest dopuszczalna większa, bez ograniczenia szerokości 
kondygnacji, z zastosowaniem sztucznego oświetlenia...."  
„Pomieszczenia książek bez naturalnego oświetlenia.... stosuje się 
w bibliotekach z bardzo zasobnymi lub szczególnie cennymi 
księgozbiorami". Zalety ich są następujące: 
może się stać niepowetowana szkoda, c. urządzenie suchych składnic 
w podziemiach poniżej kanałów ulicznych jest  
zawsze bardzo kosztowne, d. gdy się zbuduje składnicę w głąb 
ziemi, to na wierzch już jej tak łatwo wydobyć nie można. W  
bibliotece Harper Memoriał Library w Chicago, zbudowanej w roku 1912, 
magazyny są podziemne. Zastosowano tam sztuczne przewietrzanie,  
najkosztowniejsze i teoretycznie doskonałe, ale książki zbutwiały, jak  
przewidywał zawczasu i ostrzegał prof. P. Schwenke — bibliotekarz. 
Obecnie budują przy tej bibliotece  
magazyn wieżow y." 
W owych czasach, kiedy rozwój techniki nie dawał tych możliwości 
konstrukcyjnych i oświetleniowych, co dziś, zdanie Witkiewicza miało 
dużo uzasadnienia. Teraz jednak ma ono już tylko znaczenie  
historyczne.
		

/pb1952z4_060_0001.djvu

			BIBLIOTEKA BEZ OKIEN 
357 
1. Szczelnie odgrodzone od wpływów zewnętrznych  
pomieszczenie, umożliwiające urządzenie niezależnego i stałego 
systemu higienicznego (klimatyzacji). 
2. Położenie magazynu pośrodku budynku  
bibliotecznego: możliwość najbliższego sąsiedztwa z pomieszczeniami 
głównych agend biblioteki. 
3. Możliwość oddzielnego obsługiwania poszczególnych 
kategorii czytelników przy scentralizowanym pomieszczeniu 
całego księgozbioru w jednym zwartym, nierozgałęzionym  
magazynie. 
4. Krótka droga wydawania książek z magazynu do 
wszystkich miejsc ich zapotrzebowania. 
5. Uproszczenie mechanizacji transportu książek  
(głównie windy i dźwigi, bez potrzeby konwojerów, kolei  
szynowych etc). 
6. Możliwość rozbudowy późniejszej zarówno magazynu, 
jak i całości budynku bibliotecznego. 
7. Brak szkodliwego działania promieni słonecznych. 
8. Uniezależnienie magazynu od położenia względem 
stron świata. 
9. Zabezpieczenie magazynu od pożaru poza obrębem 
ścian budynku. 
10. Zwiększenie pewności bezpieczeństwa magazynu w  
warunkach wojennych. 
11. Oszczędność konstrukcyjna; brak w takim magazynie 
ścian zewnętrznych, otworów okiennych i futryn, szyb,  
instalacji kaloryferów itp., mniejsza powierzchnia ścian  
ograniczających magazyn (z powodu nieograniczonej głębokości,  
uniezależnionej od okien). 
12. Zwartość planu i możliwość większej wyrazistości 
architektonicznej całości gmachu (widoczne to i naprawdę 
ujmujące w przedstawionym projekcie Gilmana). 
Tak wysoko Gilman ocenia zalety magazynu bezokienne- 
go. Wiadomo zaś, że w takim magazynie przez wiele godzin 
dziennie muszą przebywać tym liczniejsi pracownicy, im ma-
		

/pb1952z4_061_0001.djvu

			358 
WŁADYSŁAW PIASECKI 
gazyn jest większy. Dla pracowników tych przewiduje się tam 
jednak dobre warunki pracy. Pomieszczenia bezokienne  
przewiduje się zresztą nie tylko dla pracowników bibliotecznych, 
ale i dla użytkowników innego wprawdzie, lecz pokrewnego 
zabudowania kulturalnego użyteczności publicznej, mianowicie 
dla sal wystawowych. O oświetleniu w specjalnie  
projektowanych do światła sztucznego salach wystawowych czytamy: 
„Oświetlenie sztuczne sal wystawowych rozpowszechnia 
się szeroko w ostatnich czasach dzięki postępowi technicznemu 
w przemyśle specjalnych lamp elektrycznych, armatury  
kierującej promieniowaniem, szkła optycznego i rozpraszającego 
światło, a również wskutek ułatwień w regulowaniu  
oświetlenia oraz stwarzaniu wszelkiego rodzaju efektów". 
To udoskonalenie techniczne w oświetleniu sztucznym 
bardzo mało u nas znane, a jeśli stosowane, to nie zawsze 
w sposób zadowalający, ten brak dodatniego doświadczenia 
usposabia nas raczej nieufnie do należytego rozwiązania  
sprawy światła w budynku bezokiennym. Mamy przykład w  
Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie bezokienna sala rzeźby 
antycznej byłaby bardzo miłym miejscem dłuższego pobytu, 
gdyby nie irytujące bzykanie i migotanie niektórych  
oświetleniowych rur fluoryzujących (świetlówek). Mamy wrażenie  
jednak, że możemy żądać, i to ze skutkiem, lepszej produkcji 
i lepszej obsługi, a ciężar zagadnienia leży raczej gdzie indziej, 
mianowicie w niezawodnej, stałej dostawie energii  
elektrycznej. 
W każdym razie zestawienie tego bezokiennego  
magazynu bibliotecznego i bezokiennych sal wystawowych,  
rozpatrzenie ich zalet, do których jeszcze kilka możemy dorzucić — 
wszystko to usposabia nas już trochę mniej wrogo do pomysłu 
całego gmachu bibliotecznego bez okien. Zarzut, że bezokien- 
ność jest okrucieństwem przede wszystkim w stosunku do  
pracowników biblioteki, chyba upada, bo trudno przypuścić, aby 
kand. arch. M. J. Gilman z Naukowo-Badawczego instytutu  
Bibliotekoznawstwa zalecał projektować i. sam projektował  
zakłady pracy stwarzające nieludzkie jej warunki. Opory, jakie 
znajdujemy w sobie przeciwko bezokienności, mają charakter
		

/pb1952z4_062_0001.djvu

			BIBLIOTEKA BEZ OKIEN 
359 
nie racjonalny, tylko raczej tradycjonalny i nawykowy, a więc 
w znacznej mierze emocjonalny. 
Bezokienna biblioteka — podaje poważna publikacja  
bibliotekarska fl — jest bardzo pociągająca dla logicznego umysłu. 
Mury takiego budynku przedstawiają znacznie mniej  
trudności w kontrolowaniu temperatury, co jest konieczne  
(niezależnie od kosztów działania takiego urządzenia), skoro się  
przewiduje odpowiednie nasycenie powietrza wewnątrz budynku 
parą wodną. Solidne jednolite mury są nieco tańsze od murów 
składających się ze szkła i innych materiałów, i mogą lepiej 
służyć za ochronę przeciwko zewnętrznym hałasom. Nowoczesne 
sposoby oświetlania i klimatyzacji łącznie z nowoczesną  
biegłością w operowaniu barwą ścian i stropów wykazują całkiem 
wystarczająco, jak dalece bezokienne pomieszczenia mogą być 
przyjemnymi miejscami pobytu i pracy. Krzyk o „klaustro- 
fobii" nie zdaje się być podtrzymywany żadnym poważnym  
dowodem technicznym, zaś zwyczaje pracujących nocą oraz  
zachowanie się innych osób w wielu różnych bezokiennych  
pomieszczeniach skłaniają do przypuszczenia, że obawa, aby ktoś 
nie zapadł na klaustrofobię (lęk zamknięcia), nie jest niczym 
innym jak tylko automatyzmem obronnym, działającym na  
korzyść odwiecznych obyczajów architektonicznych. 
Niektórzy architekci argumentowali, że jest koniecznością 
fizjologiczną dać oczom odpoczynek przez oderwanie ich od 
książki i spojrzenie przez okno na odległe widoki. I znów  
rzetelnego dowodu fizjologicznego nie dostarczono, a sami  
wyraziciele tego punktu widzenia potrafili godzinami pracować 
w wagonie sypialnym nocą, przy zamkniętych oknach.  
Wreszcie argumentowano, że okna gmachu bibliotecznego powinny 
być tak umieszczone, aby użytkownicy biblioteki nie byli  
pozbawieni pięknych widoków. Przyj ąwszy, że położenie  
biblioteki sprzyja temu, a zwyczajne okna biblioteczne istotnie  
nadają się do tego celu, aby wzrok czytelnika wędrował od 
książki do pięknych widoków i z powrotem, powstaje wyraźne 
• Planning the University Library Building. Princeton 1949.
		

/pb1952z4_063_0001.djvu

			360 
WŁADYSŁAW PIASECKI 
zagadnienie psychologiczne, którego nie da się doraźnie  
rozstrzygnąć. 
Wydaje się, że można wysnuć z tego wniosek, iż nie  
powinno się planować żadnej nowej biblioteki z oknami bez  
poważnego uzasadnienia celu, dla którego się okna projektuje. 
Przede wszystkim zaś trzeba się upswnić, że podawane racje 
są rzeczywiste i ważne. Nie podobna wskazać żadnej istniejącej 
biblioteki bez okien, ale budowniczy biblioteki może znaleźć 
kilka innych typów budynków dla badań porównawczych. 
a może również obejrzeć poszczególne pomieszczenia w  
bibliotekach, jak 16-piętrowy magazyn bezokienny na 600.000 wol. 
w nowym gmachu Uniwersytetu Moskiewskiego. To mu da 
czas do namysłu, czy zaopatrzyć w okna swój budynek. 
Trzeba jednak dodać, że wielu z nowoczesnych  
architektów, którzy uznali za praktyczne i słuszne wszystkie argumenty 
za budynkami bezokiennymi, zawahało się jednak przed  
ostateczną konkluzją, mając uczucie, że ludzie nie mogą być  
pozbawieni podniety słońca i widoku. Mimo to odczuwają oni 
żywą niechęć do kontrastów blasku słońca i ciemności, jakie 
dają w efekcie mury zaopatrzone w okna. 
Przy rozpatrywaniu bezokienności trzeba mieć na oku 
zawsze cele, tj. zarówno względy na swobodę w zmianach  
przeznaczenia poszczególnych części lokalu, w możliwościach  
rozrostu budynku i w uniezależnieniu od sytuacji wobec ścian  
zewnętrznych, jak również wzgląd na racjonalizację oświetlenia. 
Bezokienność nie jest żadnym aksjomatem, jest tylko środkiem 
do osiągnięcia tamtych celów. Jeśliby nie miała służyć  
realizacji wymienionych wymagań budynku bibliotecznego —  
byłaby zbędna. 
Do zrozumienia sensu biblioteki bez okien z punktu  
widzenia racjonalizacji oświetlenia konieczne jest rozpatrzenie 
właściwości i wymagań wzroku ludzkiego. Oczy człowieka  
dostosowują się do bardzo znacznych różnic w oświetleniu. Gdy 
światło jest słabe — źrenica się rozszerza, tęczówka zwęża, aby 
wpuścić wystarczającą ilość promieni na siatkówkę. Gdy  
natężenie światła wzrasta, źrenica się zwęża, aby ograniczyć ilość 
promieni wchodzących do oka. Jednakże źrenice ludzkie nie
		

/pb1952z4_064_0001.djvu

			BIBLIOTEKA BEZ OKIEN 
361 
mogą mieć dwu wymiarów równocześnie. Gdy mamy pewne 
natężenie światła odbitego od powierzchni oglądanej, a inne, 
znacznie większe natężenie światła pochodzi ze źródła  
znajdującego się w polu widzenia, to większe natężenie spowoduje 
zwężenie źrenicy, nie dopuszczające dostatecznej ilości światła 
z powierzchni oglądanej. W wyniku oko się wytęża, męczy, 
traci skupienie uwagi na przedmiocie oglądanym. 
Na cokolwiek patrzymy (oprócz samego źródła światła), 
widzimy to wskutek światła odbitego od oglądanego  
przedmiotu. Jeżeli jest to światło odbite ad powierzchni lustrzanych 
lub choćby gładkich — blask nas oślepia, ulegamy olśnieniu. 
Olśnienia można uniknąć przez zmianę powierzchni lustrzanej 
na rozpraszającą, która odbije światło w wielu kierunkach. 
Olśnienie może być również zmniejszone, jeśli mamy wiele 
źródeł światła z różnych kierunków; wówczas i odbicie będzie 
się rozchodzić w odpowiadającej źródłom ilości kierunków. 
Dobre oświetlenie zatem powinno być jednolite w całym 
polu widzenia i rozproszone. 
Tymczasem w naszych bibliotekach warunki oświetlenia, 
tak naturalnego jak sztucznego, urągają tym elementarnym  
zasadom. Weźmy konkretny przypadek czytelni profesorskiej 
w Bibliotece Jagiellońskiej, z szeregiem okien od strony  
południowej i z odcinkami pełnego muru między nimi. Takie okna 
przepuszczają bezpośrednie promienie słońca, kładące się  
pasmami silnego światła na powierzchniach służących do pracy, 
poprzedzielane ostrymi czarnymi cieniami. Powstają też  
smugi oświetlonego pyłu w powietrzu. Jest to skrajny i jaskrawy 
przykład złych warunków oświetlenia naturalnego; za pomocą 
pewnych udoskonaleń technicznych można złagodzić ten stan 
rzeczy, ale wobec nieobliczalnej zmienności światła  
dziennego — nie da się żadnym sposobem usunąć wszystkich jego 
ujemnych skutków. Zmusza to do wniosku, że nie można  
osiągnąć optimum jednolitości światła, dopóki nie usuniemy  
zupełnie z naszego wnętrza światła dziennego. 
Gustaw Orth, postępowy inżynier-architekt, specjalista 
od oświetlenia wnętrz, rozważając konsekwencje tego wniosku
		

/pb1952z4_065_0001.djvu

			362 
WŁADYSŁAW PIASECKI 
pisze:7 „Wydawałoby się krokiem zbyt gwałtownym dla nas 
przyjąć to tak od razu; zbyt byłoby to podobne do skoku w  
lodowatą wodę. Możemy to złagodzić, zawieszając ciężkie drape- 
rie na naszych oknach, z myślą o rozsunięciu ich w przypadku 
defektu w dopływie prądu elektrycznego lub gdy  
zapragniemy zobaczyć niebo i drzewa. Musimy jednakże pogodzić się 
z faktem, że jeśli pragniemy wygodnego, użytecznego,  
jednolitego, dającego się regulować oświetlenia — lepiej będzie, gdy 
zostawimy zasłony na oknach. Poza tym, jeśli zgodzimy się na 
planowanie bezokienne naszej biblioteki, przekonamy się, że 
unikniemy całego szeregu ograniczeń i różne części wnętrza 
dadzą się zużytkować znacznie lepiej i wygodniej, bez  
konieczności wymęczania planu" ... Tenże autor w następujący  
sposób broni się przed zarzutem, „że unicestwiamy naturalne 
światło dzienne, które nam daje przyroda. Ale przyroda jest 
często okrutna i stale bronimy się przed jej brakiem umiaru; 
dlatego budujemy domy i nosimy odzież. Do ostatnich czasów 
byliśmy zmuszeni do uznania i używania światła dziennego  
jako najlepszego. Obecnie rozporządzamy odpowiednio  
zadawalającymi źródłami światła i możemy z ufnością oczekiwać  
dalszego udoskonalenia w tej dziedzinie". 
„Ważną sprawą jest koszt tak dużej ilości sztucznego 
oświetlenia. Jest to przedmiot, który wymaga troskliwej  
analizy we wszystkich przypadkach. Jednakże wielokrotnie  
ustalono, że dobre oświetlenie jest inwestycją oszczędnościową 
i biblioteka jest uprawniona kierować się tym względem. Z tym 
łączy się uniknięcie kosztów utrzymania czystości i remontu 
okien, których nie można nie brać pod uwagę. W każdym  
przypadku dobre oświetlenie jest konieczne w godzinach zmroku. 
Trzeba również rozważyć koszty wentylacji. Możliwe, że  
ogrzewanie przez wentylację nie będzie droższe od ogrzewania przez 
bezpośrednie promieniowanie (z kaloryferów), a usunięcie okien 
jest połączone z oszczędnością w utracie ciepła. "W chłodnej 
porze powietrze musi być ogrzane, czy wchodzi przez okno, 
czy też przez przewody wentylacyjne". 
7 Library Journal voL 75: 1950 nr 9.
		

/pb1952z4_066_0001.djvu

			NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 363 
W krótkich słowach: jeśli chcemy ulepszyć oświetlenie 
naszej biblioteki i uczynić je odpowiednim na przyszłość jak 
również na teraz, musimy jak najpoważniej wziąć pod uwagę 
bezokienne, sztuczne oświetlenie. 
STANISŁAW ROMAN 
NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 
(SYNTAGMATA) 
Pod koniec XV wieku wyszły spod prasy dwa najstarsze 
wydania łacińskiego tekstu polskiego prawa ziemskiego,  
zawierające statuty Kazimierza Wielkiego, statut warcki,  
przywilej nieszawski i statut małopolski korczyński z r. 1465.  
Druki te określa się nazwą „Syntagmata", gdyż tytuł ich zaczyna 
się od słów: Constitution.es et statuta vel Sintagmata prouincialia 
incliti regni Polonie. Dla historyka prawa są to źródła cenne,  
ponieważ stanowią bezpośredni punkt wyjściowy tekstu  
urzędowego, który obowiązywał przez kilka następnych stuleci. Tekst 
ich mianowicie został przedrukowany — z pewnymi  
zmianami — przez Łaskiego w Commune incliti Poloniae r*egni 
privilegium w r. 1506, a stąd przejęły go Volumina Legum. 
Z innego też względu Syntagmata zasługują na uwagę. 
Posiadają one — a zwłaszcza pierwsze z dwu wydań, bo  
drugie jest tylko przedrukiem — wartość równą rękopisowi, gdyż 
są kopią rękopisu skądinąd nam nieznanego. Wszystkie  
zachowane rękopiśmienne teksty statutów Kazimierza Wielkiego 
i statutu warckiego, zarówno łacińskie jak polskie, dawno już 
zostały wydane w Archiwum Komisji Prawniczej Polskiej  
Akademii Umiejętności w tomach II, III, IV, V i VIII. Syntagmata 
jednak nie doczekały się dotychczas naukowego wydania, choć 
potrzebę tego żywo odczuwano. W roku 1921 Abdon  
Kłodziński donosił co prawda: Syntagmata „są już od dłuższego 
czasu przedrukowane staraniem prof. B. Ulanowskiego a  
nakładem Krak. Akad. Um.; prawdopodobnie też niebawem  
oddane zostaną na szerszy użytek badaczom dawnego prawa pol-
		

/pb1952z4_067_0001.djvu

			364 
STANISŁAW ROMAN 
skiego".1 W roku 1923 ponowił tę zapowiedź Kazimierz  
Piekarski: „W najbliższym czasie ma się ukazać krytyczne  
wydanie zbiorku zapowiedzianego przez Ulanowskiego jeszcze 
w 1897 r."2 Po Ulanowskim wydanie to przejął Stanisław K u- 
trzeba3 i mimo, że od tego czasu upłynęło kilkadziesiąt lat, 
przedruk Syntagmatów opublikowany nie został. 
Przyczyną tej zwłoki były bez wątpienia trudności  
związane z ustaleniem wzajemnego stosunku obu wydań  
Syntagmatów do siebie. Przedrukowanie w całości dwu druków  
różniących się tylko w drobnych szczegółach byłoby oczywiście  
bezcelowe. Za podstawę druku winno służyć wydanie pierwsze, 
a odmianki drugiego mogą znaleźć miejsce tylko w przypiskach. 
Tymczasem — niestety — wyszły na jaw wątpliwości, które 
Syntagmata są wydaniem pierwszym, a które drugim. 
Najłatwiej rzucającą się w oczy różnicą między obu  
wydaniami Syntagmatów już po otwarciu okładek jest to, że jedno 
z nich na pierwszej stronie posiada drzeworyt, drugie nie. 
Zgodnie z opinią J. Lelewela4 za starsze uważano  
powszechnie wydanie z drzeworytem. B. Ulanowski doko- 
nywując swojego przedruku, który był prawdopodobnie  
gotów już przed rokiem 1900,5 wziął za podstawę druk z drzewo- 
1 Archiwum Komisji Prawniczej PAU, t. 2, Kraków 1921, s. LII, 
przyp. 1. Ze Syntagmata były przedrukowane, stwierdził nieco wcześniej 
również Stanisław Kutrzeba w odczycie o B. Ulanowskim jako 
uczonym w broszurze pt. Bolesław Ulanowski, wydanej przez Polską 
Akademią Umiejętności w r. 1920 w Krakowie (s. 20). W tejże broszurze 
znajduje się bibliografia prac B. Ulanowskiego opracowana również 
przez Kutrzebę, w której pod nr 51 (s. 34) znajduje się pozycja: S i n- 
tagmata regni Polonia e, Kraków 1920, str. 124 (w druku). 
1 O średniowiecznych wydaniach statutów Świeckich  
(syntagmatów), Kwartalnik Historyczny R. 37: 1923 str. 379. 
* Tamże przyp. 4. 
4 Bibliograficznych ksiąg dwoje, t. 1 Wilno 1823 str. 60. W  
Bibliotece Czartoryskich w Krakowie znajduje się egzemplarz bez drzeworytu 
(Inc. 239), w którym na marginesie nieznana ręka wypisała niektóre 
różnice z wydaniem, które nazywa prima editio i z Łaskim. Pisarz ów 
uważał więc też wydanie bez drzeworytu za drugie. 
* Por. niżej (przyp. 7 i 9).
		

/pb1952z4_068_0001.djvu

			NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 365 
rytem oznaczony jako Syntagmatai.6 Jeszcze w r. 1921 w  
oparciu o ten przedruk Abdon Kłodziński7 przyjmował zgodnie 
7. Lelewelem pierwszeństwo wydania z drzeworytem, a  
niezależnie odeń taką samą kolejność obu druków uznawał 
O. Balzer.8 
Jednak Ulanowski po dokonaniu przedruku, niewątpliwie 
pod wpływem głębszego wglądnięcia w tekst przy pracy nad 
jego wydaniem, zmienił zdanie. Doszedł do przekonania, że 
edycja z drzeworytem jest późniejsza, a starsza — bez  
drzeworytu.9 Przedsięwzięcie utknęło w ten sposób na martwym 
* Por. niżej (przyp. 7). 
7 Archiwum Komisji Prawniczej PAU, t. 2, tablice synoptyczne. 
Kłodziński korzystał w tych tablicach z przedruku Ulanowskiego  
(według niego przedruk zawierał sumariusz statutów Kazimierza W. na str. 
5—12, statuty Kazimierza W. na str. 13—89, sumariusz i statut warcki 
na str. 91—108; por. tablice I, II, VII). Numeracja artykułów druku  
oznaczonego przez Kłodzińskiego jako Syntagmata i odpowiada wydaniu 
z drzeworytem, a Syntagmata t — bez drzeworytu. Wynika stąd, że 
i w przedruku Ulanowskiego edycja z drzeworytem była oznaczona jako 
Syntagmata i. 
8 Statuty Kazimierza Wielkiego w opracowaniu Oswalda Balzera. 
Z rękopisu pośmiertnego wydali: Z. Kaczmarczyk, M. S c z a- 
niecki, S. Weymann (Studia nad Historią Prawa Polskiego, 
t. 19), Poznań 1947. Rękopis, na którym wydanie to się opiera pisany był 
jednakże „prawdopodobnie w 1921 r., ale nie później jak do 8.II.1922" 
(tamże, str. XIV n.). 
• Tę zmianę poglądu można stwierdzić już w r. 1900. Jeszcze  
Władysław W i s ł o c k i (Incunabula typographica Bibliothccae Univer- 
sitatis Jagellonicae Cracoviensis, Kraków 1900, str. 261 i 263) pcdaje, że 
według Ulanowskiego wydanie z drzeworytem pochodzi z r. 1487 lub 
1488, a bez drzeworytu z r. 1488 (czyli jest późniejsze), ale już w tym 
samym roku Feliks Kopera (Spis druków epoki Jagiellońskiej 
w zbiorze E. Hutten-Czapskiego w Krakowie, 1900, kol. 6) pisze:  
„Zdaniem prof. Ulanowskiego edycja z ryciną i o większym formacie jest 
późniejsza. Przynajmniej jedna z nich, jeżeli nie obie, były  
wydrukowane już w r. 1489, skoro wtedy w jednym ze źródeł jest mowa o sta- 
tuta impressa. Odstęp między jednym a drugim wydaniem nie był  
wielki. Te szczegóły zawdzięczam ustnej informacji prof. Ulanowskiego". 
Oczywiście przedruk Ulanowskiego musiał być już gotowy, a  
przynajmniej bardzo zaawansowany w r. 1900, bo w przeciwnym wypadku Ula-
		

/pb1952z4_069_0001.djvu

			366 
STANISŁAW ROMAN 
punkcie, przedruku nie ogłaszano — i stan taki ciągnął się 
przez całe lata. Wreszcie za radą Kutrzeby, na którego — jak 
wspomniano — z kolei przeszło wydawnictwo, ogłosił w r. 1923 
specjalny artykuł poświęcony temu zagadnieniu Kazimierz  
Piekarski,10 poddając krytyce "dotychczasowe poglądy zarówno co 
do ustalenia drukarzy wydających Syntagmata jak i kolejności 
obu wydań. Oto wyniki jego wywodów: Syntagmata z  
drzeworytem (według dotychczasowej nomenklatury Sn1, " według 
oznaczenia Piekarskiego wydanie B) zostało wydrukowane 
w Lipsku przez Konrada Kachelofena czcionką, której ów  
drukarz używał w latach 1487 do 1495 i jeszcze w roku 1497.  
Syntagmata bez drzeworytu (Sn2,11 według Piekarskiego wydanie 
A) są drukiem również lipskim Maurycego Brandisa i mogły 
się ukazać w latach od początku 1488 do końca 1490 roku.  
Zarówno druk z drzeworytem jak i bez drzeworytu mają druki 
oboczne, mianowicie tą samą czcionką odbite Syntagmata  
węgierskie 12. Paralelność ta świadczy, że zamówienia na druk 
Sn1 polski i węgierski, jak i na druk Sn2 polski i węgierski szły 
jedną drogą, za pośrednictwem zapewne jakiegoś księgarza 
krakowskiego i zapewne równocześnie. Otóż węgierskie  
Syntagmata, stanowiące odpowiednik polskich Sn2, zachowane  
tylko częściowo, posiadają datę 2 czerwca 1488 r. Na tej podstawie 
przyjąć należy jako datę wydania i polskich Sn2 również rok 
1488 1S. Że zaś wydanie Sn1 musiało być późniejsze, wykazuje 
nowski oparłby swe wydawnictwo nie na Syntagmatach z  
drzeworytem, ale, zgodnie ze swą zmienioną opinią, na Syntagmatach bez  
drzeworytu. 
10 Por. wyżej przyp. 2. Artykuł ten mieści się na stronach 378—382. 
11 Tymi skrótami za O. Balzerem (op. cit.) oznaczam oba 
druki Syntagmatów. 
11 Oboczny druk Sn* znany był już Lelewelowi (op. cit 
str. 61 n.), oboczny druk również Sn2 znał Ulanowski, jak  
podawał w r. 1900 Kopera (op. cit. kol. 6). 
,s Ulanowski wskazał już dawno, że (przynajmniej jedne) 
Syntagmata istniały już przed lipcem 1489 r., bo z tego czasu mamy 
wzmiankę o procesie o statuta iuris terrestrhs in sexternis impressa. 
(Archiwum Komisji Prawn. PAU, t. 5, str. 42 n.)t ale nie zadecydował, 
o jakie wydanie wówczas chodziło.
		

/pb1952z4_070_0001.djvu

			NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 367 
Piekarski następująco: „Skoro jednak wiemy, że edycja A (Sn2) 
opuściła brandisową prasę w 1488 r., trudno przypuszczać, by 
wydanie B (Sn1) mogło być wcześniejsze, musiałoby bowiem 
powstać w 1487 r. Nie ukazało się też zapewne bezpośrednio po 
A (Sn2), najwcześniej zatem po roku 1490". Ostatecznie  
Piekarski dochodzi do wniosku, „że wydanie B (Sn1), tak polskich 
jak węgierskich Syntagmatów, powstało w r. 1490 lub 1491" 14T 
a więc jest wydaniem drugim. 
O ile fakt wyjścia z druku wydania Sn2 w r. 1488 wydaje 
się w świetle powyższego stanu rzeczy mało wątpliwym, to  
inaczej wygląda sprawa z wydaniem Sn1. Nie można przecież  
odrzucić całkowicie możliwości ukazania się wydania Sn1 w r. 1487 
jedynie na tej podstawie, że zbyt mała odległość czasowa  
dzieliłaby je od wydania Sn2, które wydrukowano w połowie r.1488. 
Innego argumentu Piekarski podać nie może. Czy jednak nie 
można przyjąć na przykład, że pierwsze wydanie  
wydrukowano w r. 1487 z powodu niedostatecznego obliczenia  
zapotrzebowania w zbyt małej ilości egzemplarzy, tak że po roku lub 
roku i kilku miesiącach (w r. 1488) trzeba było przystąpić do 
wydania nowego? To więc wydanie, które ustalono na r. 1488, 
byłoby wówczas już drugim. Zresztą odległość również  
niewiele dłuższa niż półtora roku dzieli wydanie Sn2 od  
dopuszczonej przez Piekarskiego dla druku Sn1 daty 1490 roku, 
zwłaszcza jeśliby wydanie Sn2 wyszło spod prasy dopiero pod 
koniec r. 1488. Tak więc okazuje się, że wywody Piekarskiego 
zawodzą w najbardziej istotnym punkcie i bynajmniej nie  
obalają dawniej przyjmowanej możliwości starszeństwa druku Sn1. 
Ni,e kwestionując wartości artykułu Piekarskiego, o ile 
chodzi o ustalenie drukarzy Syntagmatów i ścisłe ograniczenie 
w czasie obu wydań, trzeba więc stwierdzić, że kolejność  
wydawania naszych druków pozostaje w dalszym ciągu nie  
rozwiązaną. Niepewność tę wyraził Stanisław Kutrzeba w swej 
Historii źródeł dawnego -prawa polskiego z r. 1925/26 15 i nic 
dziwnego, że z ogłoszenia wydrukowanego już wydawnictwa 
" s 382. 
» T. 1, s. 232.
		

/pb1952z4_071_0001.djvu

			368 
STANISŁAW ROMAN 
Syntagmatów zrezygnował. Wydrukowane składki niestety  
zaginęły, prawdopodobnie w czasie ostatniej wojny. 
Do ustalenia pierwodruku można próbować dojść też inną 
drogą niż ta, którą poszedł Piekarski. Drogą tą jest zbadanie 
samego tekstu obu wydań i skonfrontowanie odmianek druku. 
Metodę taką stosował już na szeroką skalę Joachim Lelewel, 
który na kilkudziesięciu stronach w I tomie Bibliograficznych 
ksiąg podał warianty odróżniające tekst Volumina legum, Sn1, 
Sn2 16. Rezultat jego badań był niezbyt pewny. „Nie umiem 
tedy decydować — pisał — które by (sc. z obu wydań Syntag- 
matów) poprawniejsze było. Z tego atoli porównywania daw- 
niejszość wydania z ryciną czuć się niejako daje w tym, że 
ukazuje wady grubszych uchybień; wydanie zaś bez ryciny, 
mając te uchybienia poprawne, a przy tym moc literalnych 
błędów drukarskich, nosi na sobie znamię poprawności, jakiej 
żądać po ponowionym wydaniu przyzwoita była, a razem ma 
charakter niedbalstwa, jakie zwykle powtarzanych przedru- 
kowań nie odstępuje. Te powody skłaniają mnie to bez ryciny 
wydanie uważać za przedrukowanie, wydanie zaś z ryciną za 
wydanie oryginalne, chociaż obu czas druku mógł być nader 
bliski" 17. — Owo „wyczucie" Lelewela jest jednak niestety 
nadzwyczaj słabym dowodem, zwłaszcza że wydrukowany 
przez niego zbiór wariantów, na którym się opiera, jest  
niekompletny, a w wielu wypadkach wprost błędny, jak się  
okazuje po dokładniejszym sprawdzeniu 18. Sądzić należy, że poza 
" s. 242 n. 
" Op. dt. s. 60. 
18 Pomijając mniej ważne pomyłki należy przede wszystkim  
podkreślić, że zbiór wariantów Lelewela często wykazuje błędnie różnice 
tekstu dwu wydań Syntagmatów, podczas gdy w rzeczywistości tekst 
obu jest w dansin wypadku identyczny. Np. o ile chodzi o statuty  
Kazimierza Wielkiego, całkowicie zmyślone są warianty (numeracja według 
przypisków Lelewela na s. 242 nn.): 22 (debito), 30 (persecutionem), 
33 (impigneretur), 36 (villarum), 44 (ąuolibet), 52 (omnes... puniebantur), 
po 53 (uocare), 54 (volentium), 61 (fide dignes), 63 (quisque) itd. itd. 
Z reguły błędnie są oddane wyrazy tekstu z drzeworytem czyli Sn1. 
Za pomyłki te nie odpowiada Lelewel. Zastrzegł się on bowiem, że 
wydrukowane przezeń zestawienie wariantów Sn1 w stosunku do Volw-
		

/pb1952z4_072_0001.djvu

			NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 369 
Lelewelem także Ulanowski oraz Kutrzeba, którzy mieli wydać 
Syntagmata, przede wszystkim w porównywaniu tekstów  
starali się szukać rozstrzygnięcia — ale widocznie próby takie nie 
dały przekonywujących wyników. 
Teoretycznie zadanie wydaje się proste. Nie znamy co 
prawda rękopisu, z którego korzystał pierwszy drukarz  
Syntagmatów, ale bez trudności w wielu wypadkach jesteśmy 
w możności w przybliżeniu ustalić, który z obu tekstów jest 
pierwotniejszy . Ustalenie takie jest obecnie bardzo ułatwione 
dzięki ukazaniu się krytycznego wydania małopolskich  
statutów Kazimierza Wielkiego w opracowaniu Oswalda  
Balzera19. Wielkopolskie zaś statuty są w analogicznej formie 
przygotowywane do druku przez pracowników Zakładu Hi- 
minów legum nie jest jego pracą, ale Jana Wincentego B a n d t- 
kiego; sam Lelewel dodał tylko warianty z Sn2 (por. s. 234 n.). 
Część błędów powstała zapewne na skutek tego, że Lelewel  
opracowując tekst Sn2 oparł się na niezupełnym zestawieniu Bandtkiego dla Sn1 
i w przekonaniu, że jest ono kompletne uważał poza tym tekst Sn1 
za identyczny z Voluminami legum. Resztę mylnie odczytał Bandtkie, 
choć ze względu na charakter błędów raczej należy przypuszczać, że 
pracę tę robił dla niego ktoś inny (niektóre błędy spowodowane są  
nieznajomością skróceń średniowiecznych, np. e ps odczytano esse potest 
zamiast est pars). 
Gdyby podane wyżej błędne warianty wziąć na serio, trzeba by 
przyjąć, że Bandtkie korzystał z jakiegoś innego wydania z  
drzeworytem niż powszechnie spotykane. Takie trzecie wydanie nie zostało  
dotychczas odkryte. Nieścisłą informację Bibliografii polskiej K.  
Estreichera, jakoby było więcej wydań Syntagmatów (t. 19 s. 212 n.), 
wycofał później w następnych tomach — po badaniach Piekarskiego — 
Stanisław Estreicher (t. 29 s. 246, t. 30 s. 169). W każdym 
razie cztery teksty Syntagmatów z drzeworytem, którymi  
rozporządzałem, wyżej wymienionych wariantów nie zawierają. Są to teksty: 
1. Bibl. Jag. Inc. 2275, 2. BibL Jag. Inc. 2279, 3. Bibl. Jag. Inc. 2671 (fac- 
simile odbite w r. 1880 w 10 egzemplarzach przez Kazimierza Stronczyń- 
skiego); 4. odmianki Sn1 w wydaniu statutów Kazimierza W. w  
opracowaniu O. Balzera (op. cit.). Sądzę, że dwa ostatnio wymienione  
przekazy nie opierały się na poprzednio podanych inkunabułach Biblioteki 
Jagiellońskiej, ale na jakichś innych egzemplarzach. 
18 Op. cit. 
24 Przegląd Bibliotec2ny XX 1952
		

/pb1952z4_073_0001.djvu

			370 
STANISŁAW ROMAN 
storii Państwa i Prawa Polskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego 
pod kierunkiem prof. Adama Vetulaniego. Prace te 
dają możność porównania odmianek wszystkich zachowanych 
tekstów rękopiśmiennych i najstarszych druków. Otóż jeśli 
znajdziemy, że w wypadkach odmianek dwu tekstów  
pochodzących jeden ■od drugiego, tekst X wykazuje tylko takie odmian- 
ki, jakie posiada i tekst Y, a tekst Y zawiera odmianki  
indywidualne różniące go z jednej strony od tekstu X a z drugiej  
strony równocześnie od wszystkich innych tekstów — to tekst Y 
musi być kopią tekstu X, bezpośrednią lub pośrednią.  
Odmianki niespotykane gdzie indziej są bowiem błędami lub  
świadomymi poprawkami i zmianami późniejszego kopisty. Jeszcze 
lepszym dowodem starszeństwa tekstu X będzie opuszczenie 
kilku słów lub zdań w tekście Y, ale koniecznie takich, które 
występują normalnie w innych rękopisach, nie mogły być więc 
wymyślone przez pisatfza rękopisu X. 
Ta metoda w naszym wypadku jest jednak całkowicie 
bezużyteczna. Da się bowiem stwierdzić, że drugie wydanie 
Syntagmatów — czyby nim był druk Sn1 czy Sn2 — opierało 
się nie na samym pierwszym wydaniu, ale i na jakimś innym 
tekście, który służył do skontrolowania i poprawienia wydania. 
Jakie są tego skutki, okaże się niżej. Naprzód trzeba wykazać, 
że tak było w istocie. 
Jeśli Sn1 były pierwodrukiem, to następujące przykłady 
świadczą, że Sn2 nie mogły być poprawione bez pomocy innego 
tekstu: 
1. w art. 67 20 w wyrazach ...quod si quis in iudicio ... 
dirigat accionern ut proponat... Sn1 zamiast ut umieszczono 
w Sn2 aut, które widnieje we wszystkich rękopisach poza  
jednym Ossolińskich I 21; 
20 Podając numer artykułu bez bliższego określenia mam zawsze 
na myśli odpowiedni artykuł statutów Kazimierza W. w wydaniu Sn' 
lub Sn1. Odpowiadający artykuł innych tekstów łatwo odnaleźć przy 
pomocy tablic A. Kłodzińskiego w Archiwum Kom. Prawn. 
PAU, t. 2. 
H Por. wydanie O. Balzera, op. cit. art. 52 przyp. h.
		

/pb1952z4_074_0001.djvu

			NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 371 
2. w art. 100 ...sive in taxillis aut scacis... Sn1 zmieniono 
w Sn2 na ...sive in taxillis sive in sccaccte... — to sive a nie aut 
jest we wszystkich rękopisach --. 
3. w art. 132 pierwszy wyraz statuimus Sn1 zastąpiono 
w Sn2 przez decernimus — tak jest też we wszystkich  
rękopisach (decrevimus lub decernimus); 
4. w art. 8 warckim na końcu dodano w Sn2 ut supra, 
które to wyrazy są zwykle (wraz z rubryką powołanego tam 
artykułu) w rękopisach, a brak ich w Sn1. Podobnych  
przykładów można znaleźć więcej. 
Jeśli natomiast Sn2 były pierwodrukiem, to przy  
wydawaniu Sn1 też musiano by zaglądać do innych tekstów, bo  
inaczej nie można wytłumaczyć następujących poprawek: 
1. W art. 13 w zdaniu Sn2 ...ut certis temporibus sive horis 
antę prandia et cum debita animi discretione iudicia pertractan- 
tur... opuszczono w Sn1 wyrazy antę prandia, a brak ich we 
wszystkich innych tekstach 2S; 
2. w art. 75 wyrazy miles vel alius nobilis Sn2 uzupełnione 
są w Sn1 dodatkiem vir przed nobilis — to dodatkowe vir  
występuje w prawie wszystkich tekstach 24; 
3. w art. 112 Sn2 opuściły słowa vel excepcio w zdaniu 
...non alia prescriptio (vel exceptio) agentem de jurto repellit 
nisi tantum triennalis... — ale te brakujące wyrazy  
umieszczono w Sn1, a znajdują się one we wszystkich innych tekstach 
(czasem w zmienionej formie) 25; 
4. w art. 144 wyraz debite w zdaniu Sn2: Hoc statuto 
perpetuo dećlaramus observandum quod donationes jixe et  
firmę debite debeant permanere... opuszczony jest w Sn1  
niewątpliwie pod jakimś wpływem, bo brak go w innych  
rękopisach. Itd. 
W podanych wyżej przykładach zwykle obie lekcje są jed- 
a Por. tamże, art. 11, przyp. a'. 
18 Por. tamże, art. 25, przyp. z. 
24 Por. tamże, art. 72, pirzyp. 1. 
15 Por. tamże, art. 77, przyp. a*.
		

/pb1952z4_075_0001.djvu

			372 
STANISŁAW ROMAN 
nakowo dobre 26, nie chodziło więc o poprawę oczywistych  
błędów. W obu grupach wypadków hipotetyczny pierwodruk  
zawiera tekst zmieniony w porównaniu iz pozostałymi  
rękopisami, a hipotetyczny przedruk nawraca do form wspólnych innym 
tekstom znacznie odeń wcześniejszym. Tych form wspólnych 
oczekiwać należałoby normalnie tylko po pierwodruku. Ale  
ponieważ tylko jeden z naszych tekstów może być  
pierwodrukiem, więc tekst drugi, którego na razie jeszcze zidentyfikować 
nie potrafimy, skoro nawraca do form wspólnych innym  
tekstom, musiał posługiwać się poza pierwodrukiem innym jeszcze 
źródłem 27. 
Skutki powyższego stwierdzenia są nader przykre. Jeżeli 
w pewnym wypadku w jednym z druków stwierdzimy tekst  
poprawny, powszechnie spotykany, a w drugim druku tekst  
zmieniony czy błędny, to nie możemy rozstrzygnąć, czy poprawność 
pierwszego tekstu jest wynikiem faktu, że jest on  
pierwodrukiem i korzystał wprost z oryginalnego rękopisu, a przedruk 
został zniekształcony, czy na odwrót — druk błędny był  
pierwodrukiem, a przedruk poprawiono przy pomocy kontrolnego  
rękopisu. 
Ustalenia, do których doszliśmy, nie są jednak bezowocne. 
Z jednej strony chronią nas one od fałszywych wniosków28, 
z drugiej dają pewną podstawę do dalszych poszukiwań. 
21 Wyjątek stanowi zwłaszcza przykład z art. 67, w którym aut 
jest znacznie logiczniejsze i niewątpliwie pierwotne. Łaski, który  
starannie rewidował cały tekst, umieścił mimo to nie aut ale ut. 
17 Tym źródłem mógł być nawet rękopiśmienny pierwowzór  
wydania pierwszego, który jednak w pierwszym wydaniu został blednie 
wydrukowany. 
28 Przypuszczam, że tu tkwi źródło zmiany poglądu Ulanowskiego. 
Może wydrukowawszy w całości teikst Sn1 i dodawszy w przypiskach 
wszystkie odmianki Sn1 stwierdził ze zdumieniem, że odmianki w Sn2  
niejednokrotnie zawierają formy takie same jak rękopisy, podczas gdy Sn1 
od tych form odbiegają. Wniosek stąd był — zdawałoby się — prosty, 
że Sn1 winny być pierwodrukiem, a nie Sn1. Jeśli na tyin polegały  
wątpliwości Ulanowskiego, to należało zwrócić uwagę, że w innych odmian- 
kach sytuacja jest wręcz odwrotna, co argumentację z tego rodzaju 
odmianek pozbawia całkowicie mocy dowodowej.
		

/pb1952z4_076_0001.djvu

			NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 373 
By nieco rozszerzyć tę podstawę, musimy z góry założyć 
ponadto jeszcze dwie okoliczności, które zresztą nie zdają się  
budzić żadnych wątpliwości, a mianowicie: 1. że pierwodruk był 
oparty na tekście rękopiśmiennym, a nie na jakimś jeszcze 
wcześniejszym nieznanym nam druku i 2. że przedruk był  
dokonywany z poprawionego pierwodruku, a nie np. z tego samego 
co pierwodruk tekstu rękopiśmiennego 29. W oparciu o te  
założenia rozważania nasze pójdą w kilku różnych kierunkach. 
I. Nie dziwi nas, że wydawca drugiego wydania poprawiał 
tekst, pomieszczony w wydaniu pierwszym, w oparciu o jakiś 
rękopis, idąc nieraz za nim nawet dość niewolniczo. Ale pocóż 
by „poprawiał" tekst wówczas, jeśli lekcja wydania pierwszego 
była poprawna, a owego rękopisu oczywiście błędna?  
Spróbujmy naprzód pod tym kątem widzenia rozważyć niektóre 
wypadki. 
Otóż na przykład w (poprzednio już raz wyzyskanym)  
artykule 67 zdanie Sn1 quod si quis in iudicio... dirigat accionem ut 
proponat jest niewątpliwie gorsze niż to samo zdanie w Sns 
zawierające aut zamiast ut30. Aut jako jedynie logiczne  
musiało też być i pierwotne. Jeśli by Sn1 były drugim wydaniem, 
to ową zmianę aut na ut zaczerpnąć musiały z rękopisu  
służącego do kontroli — ale w jakim celu wydawca czyniłby swój tekst 
mniej zrozumiałym? Jeśli jednak przedrukiem były Sn2,  
poprawka' ut na aut jest całkiem zrozumiała. 
Co prawda można tu przyjąć błąd drukarski, który zawinił 
przy przemianie pierwotnego aut Sn2 na ut w Sn1, podobnie jak 
i w podobnym przykładzie z art. 77, gdzie wyrazowi quia Sn1 
odpowiada w Sn2 poprawne i w innych tekstach spotykane 
quod 31. Takich przykładów znalazłoby się więcej. Trudno jednak 
" Wówczas zresztą nie byłby „przedrukiem". 
*• Cały artykuł ten brzmi w Sn1 następująco: Cum actor forum rei 
wndiąue sequi debeat, volumus, quod si quis in iudicio iuris Theutonici 
contra reum suam dirigat actionem ut proponat contra eundem, reus 
ibidem super aliąua ąuestione, simili vel ineąuali, reconveniri non poterit, 
sed suam litem aut causam coram iudice competenti, cum vóluerit, agi- 
tabit. 
sl Por. wydanie O. Balzera, op. cit., art. 69, przyp. c.1
		

/pb1952z4_077_0001.djvu

			374 
STANISŁAW ROMAN 
stale w tych wypadkach przyjmować błąd, a już nie można  
absolutnie tłumaczyć błędem przykładu z artykułu 139. Czytamy 
tam w Sn1: lta quod qui habent ius et non citentur nisi per lit- 
teras nostras vel nostri capitanei, Uli per litteras dumtaxat  
citentur. W Sn2 tekst jest ten sam z tym, że zamiast et widnieje 
tam jedynie poprawne ut. Ciekawe, że niemal połowa  
zachowanych tekstów zawiera złą odmiankę et, a połowa ut32. Gdyby 
Sn2 były pierwodrukiem, to wyraz et w Sn1 musiał być  
umieszczony rozmyślnie ze względu na to, że zawierał go tekst użyty 
do kontroli — tylko co za cel miałoby psucie sensu zdania?  
Jedynie zrozumiała jest poprawka błędnego et Sn1 na poprawne, 
choć niezgodne z niektórymi rękopisami ut, a to przemawia za 
pierwszeństwem Sn1. 
II. Ważne wnioski dadzą się wyciągnąć ze sposobu  
wydrukowania wyrazów polskich wplecionych w łaciński tekst  
statutów. Zwraca uwagę przede wszystkim fakt, że jeden z druków, 
mianowicie Sn1 na określenie włodarza używa wielokrotnie  
stale terminu vulcidarius (3 razy w art. 102, 3 razy w art. 109, 1 raz 
w art. 139)33, podczas gdy Sn2 mają zawsze poprawne brzmienie: 
wladarius. Skąd w Sn1 mógł się wziąć nigdzie nie spotykany 
dziwoląg vulcidarius?3i. W Sn2 czcionki są tak wyraźne i wyraz 
wladarius zawsze tak dobrze odbity, że błędnie odczytać go nie 
można. Gdyby Sn1 były przedrukowywane z Sn2, drukarz Sn1 
musiał świadomie zniekształcać nazwę włodarza. Nie można go 
nawet w pierwszej części wyrazu tłumaczyć zastępowaniem 
litery w przez vu z powodu braku czcionki w, bo okazuje się, 
że taką czcionkę posiadał, używał jej już w tytule i  
niejednokrotnie w tekście. Natomiast zniekształcenie to przestaje być 
zagadką, jeśli pierwodrukiem były Sn1 a nie Sn2. Sn1 opierały 
się wówczas wprost na rękopisie, który zawsze jest mniej czy- 
3! Et podają rękopisy Os. II, D. II, P. I. (z poprawką na ut), B. II; 
ut podają rękopisy Król., Ptb. I, Flor., Os. III, D. III; opuszczają ten 
wyraz rękopisy Stron. II i Sier. III. 
33 Jedyny wyjątek znalazłem w spisie rubryk wysuniętym na  
czoło statutów, gdzie w rubryce art. 109 czytamy: wladarii. 
34 Nie zna takiego wyrazu D u C a n g e, Glossarium mediae et 
infimae latinitatis, Niort 1883—1887.
		

/pb1952z4_078_0001.djvu

			NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 375 
teiny niż druk. Dla Niemca nie umiejącego po polsku pisana 
pismem XV wieku litera w łatwo mogła się wydawać dwoma 
literami vu, zaś litera a i dziś w niestarannym piśmie może  
mylić się z ci. Powstał w ten sposób wlcidarius, wyglądający  
przynajmniej z łacińska, w miejsce nieznanego Niemcowi wladariu- 
sa. W drugim wydaniu — którym winny więc być Sn2 — błąd 
ten poprawiono. 
W ten sam sposób wytłumaczyć można szereg innych  
wypadków zniekształcania polskich wyrazów. W wydaniu Sn2 są 
one z reguły bardziej poprawne niż w Sn1 35. Jest to tym  
charakterystyczniej sze, że poza tym w Sn2 roi się wprost od błędów 
drukarskich (co podkreślał już Lelewel), gdyż 'korekta była- 
w nich znacznie gorsza niż w Sn1. A więc niestaranny drukarz 
Sn2 lepiej wydrukował trudne wyrazy polskie niż staranniejszy 
odeń drukarz Sn1. Nie zdziwi nas to tylko wówczas, jeśli  
przyjmiemy, że Sn1 były drukowane z rękopisu, a potem po  
poprawieniu (przez jakiegoś Polaka zapewne) służyły za wzór dla Sn2. 
III. Zniekształcenia tekstu łacińskiego, których pełno jest 
w obu wydaniach, uważać należy z reguły oczywiście za zwykłe 
błędy drukarskie, jeśli nie potrafimy wykazać, że zostały one 
wprowadzone świadomie. Niekiedy jednak błędy te przybierają 
tak uderzającą formę, że wprost samo narzuca się  
wytłumaczenie ich powstania. Na przykład zamiast poprawnego, jak  
najbardziej wyraźnie odbitego tekstu Sn2 w artykule 7 statutu 
warckiego ... eisdem igitur de nostra ćlementia providere cupien- 
tes statuimus... czytamy w Sn1 w miejsce wyrazów providere 
cupientes słowa: proinde recupientes. Skąd mogła się wziąć taka 
pomyłka, jeśliby Sn1 przedrukowywano z wyraźnego Sn2? Jeśli 
przyjmiemy, że 	
			

/pb1952z4_079_0001.djvu

			376 
STANISŁAW ROMAN 
rękopisie, pomyłkę drukarza tłumaczy przekonywująco  
trudność rozróżnienia pisanego ręcznie ui od in i niewyraźna  
przerwa międzywyrazowa. 
W ten sam sposób wytłumaczyć można wydrukowane 
w art. 140 Sn1 confendum, podczas gdy Sn2 zawierają tu  
poprawne censendum. Łaski, który opierał się na Sn1,36 nie mogąc 
sobie dać rady tze zniekształconym confendum zmienił je na 
conferendum, ale w oryginalnym rękopisie było zapewne  
censendum., za czym przemawia zarówno tekst Sn2 jak i to samo 
censendum w rękopisie Ossolińskich III i z pewną zmianą Dzia- 
łyńskich IIIS7 (w pozostałych rękopisach łacińskich — poza 
B II — artykułu tego brak). Sn1 musiały więc korzystać wprost 
z rękopisu, gdzie cens... było niewyraźne i pomyliło się z conj... 
Podobnie błędne ut w art. 17 Sn1 w miejsce vel Sn2 w  
zdaniu: Si ąuestio juerit hereditaria vel pro magtfa, pecunie  
summa....38 zawdzięczać może swe istnienie chyba tylko rękopisowi, 
gdzie skrócone uV (= vel) wyglądało podobnie do ut. 
Przykładów analogicznych można przytoczyć więcej. 
IV. Osobną kategorię stanowią wypadki takie, jak w art. 
1 warckim, gdzie w zdaniu: ...sed actor terminum colloąuii gene- 
ralis aliter transponere neąueat... zamiast poprawnego terminum, 
widniejącego w innych tekstach, spotykamy nieoczekiwanie 
w Sn2 wyraz tantum. Jak on się znalazł w Sn2, wytłumaczyć 
nietrudno. W Sn1 wyraz terminum oddany jest w formie  
niewłaściwego skrótu tm, który w istocie winien oznaczać tantum 
nie terminum s9 — w ogóle Sn1 znacznie częściej operują  
skrótami niż Sn2. Skrót ten źle odczytał drukarz Sn2, bo nie wglądał 
w sens zdania i oddał go jako tantum. W takim razie jednak Sn2 
musiałyby być przedrukiem. Gdyby były pierwodrukiem, to 
wówczas wydawca Sn1 zapewne zauważyłby błędne tantum 
'" Por. niżej przyp. 43. 
" Archiwum Komisji Prawniczej PAU t. 2 s. 270 (art. 169). 
38 Por. wyd. O. Balzera, op. cit. art. 30 przyp. i*. 
38 Por. A. Cappelli: Lexicon abbreiAaturarum, wyd. 2, 
Lipsk 1928, str. 376. Zresztą w innym miejscu, w art. 114, Sn* używają 
tego skrótu w poprawnym znaczeniu tantum.
		

/pb1952z4_080_0001.djvu

			NAJSTARSZE DRUKI POLSKIEGO PRAWA ZIEMSKIEGO 377 
i w jego miejsce kazałby wydrukować pełny wyraz terminum, 
a nie wątpliwy, bo utrwalający pomyłkę, skrót. 
V. Wreszcie ostatnie wątpliwości co do pierwszeństwa 
Sn1 przed Sn2 rozwiewa sprawa artykułu 70. Mianowicie po 
artykule 69 pozostawiono w Sn1 puste miejsce na kilka  
centymetrów, po czym umieszczono od razu artykuł 71. Nie jest 
to zwykła pomyłka numeracji (co w obu Syntagmatach się  
zdarza), gdyż w tym miejscu istotnie figuruje w rękopisach  
artykuł Revem non solum 40, którego brak w Sn1. Dla jakichś  
powodów artykuł 70 został więc w Sn1 świadomie pominięty, ale 
pozostał ślad po nim w formie właśnie luki w numeracji i  
wolnego miejsca w tekście. W Sn2 jest inaczej. Brakującego  
artykułu Revera non solum i tutaj też nie ma, ale numeracja jest 
poprawna, bo art. 71 Sn1 posiada tu numer 7041 i jest  
wydrukowany bez żadnej przerwy zaraz po artykule 69. Jest jasne, 
że mamy tu przed sobą ciekawy wypadek usunięcia artykułu 
Revera non solum w dwu etapach. Na pierwszym etapie — 
w Sn1 — jeszcze pozostały ślady po brakującym tekście, a  
całkowicie znikły one dopiero w Sn2. Gdyby tekst Sn2 był  
pierwotniej szy, to dlaczego w Sn1 nie uzupełniono pominiętego  
artykułu, ale tylko zdekompletowano numerację i pozostawiono 
w tekście lukę? 
VI. Na koniec nie można pominąć okoliczności, która 
choć znana i rzucająca się w oczy, nie potrafiła widocznie sama 
przez się przekonać, ale tutaj, po przeprowadzeniu powyższych 
wywodów, ugruntuje naszą tezę. Sn2 zawierają mianowicie na 
ostatniej karcie pod końcowymi wierszami tekstu następującą 
uwagę: Finis statutorum regni Polonie emendatissime wnpres- 
sorum. Sn1 niczego podobnego nie posiadają. Wymowa tego  
zakończenia jest oczywista. Wyraz emendatissime zawiera w  
sobie przecież pojęcie czegoś poprawionego, a to suponuje istnie- 
40 Artykuł ten rozstrzyga, jakim prawem ima być sądzony ten, kto 
dopuścił się gwałtu kobiety. Tego samego przestępstwa dotyczy również 
fert. 127, ale treść jego jest zupełnie inna. 
11 Co prawda numeracja Sn1 po dwu artykułach na skutek  
opuszczenia cyfry 72 znów zrównuje się z numeracją Sn1.
		

/pb1952z4_081_0001.djvu

			378 
STANISŁAW ROMAN 
nie jakiegoś tekstu gorszego. Nie mogło tu chodzić o większą 
poprawność w stosunku do rękopisów, bo wówczas  
zawierałyby to zakończenie oba wydania Syntagmatów. Gdyby Sn2 
były pierwodrukiem, pocóżby to zakończenie miały opuszczać 
przedrukowane zeń Sn1? Jeśli jednak było na odwrót, to owa 
końcowa uwaga nie jest niczym innym jak prototypem  
dzisiaj praktykowanego zwrotu: „Wydanie drugie, poprawione". 
• 
Sądzę, że przytoczone powyżej fakty, przemawiające  
jednoznacznie i bez wyjątku za jedną tylko z dwu możliwych 
ewentualności, w wystarczającym stopniu wyjaśniają sprawę 
kolejności obu wydań Syntagmatów. Druk z drzeworytem, 
oznaczony przez dawniejszą naukę jako Syntagmata I, był  
niewątpliwie — jak to trafnie przypuszczał Lelewel — wydaniem 
pierwszym, a druk bez drzeworytu — Syntagmata II —  
wydaniem drugim. Skoro to drugie wydanie wyszło spod prasy, 
jak wykazano z wielkim prawdopodobieństwem*2, w roku 
1488, to Sn1 ukazały się izapewne w r. 1487, w każdym razie 
wcześniej niż Sn2. Przeciwne zdanie B. Ulanowskiego i K.  
Piekarskiego nie da się utrzymać. 
Dziwić nieco może tylko to, że Łaski oparł się w swym 
Commune inćliti Póloniae regni priińlegium nie na wydaniu 
-drugim, ale pierwszym Syntagmatów — bo że jego tekst wzięty 
jest z Sn1, nie może ulegać wątpliwości43. Może nie wiedział, 
który z druków był wydaniem późniejszym i dał się zwieść 
pozorom większej poprawności Sn1, gdzie, jak wspomniałem, 
korekta była lepsza, a może były głębsze przyczyny tego  
wyboru. Zresztą nie ograniczył się on tylko do tekstu  
Syntagmatów, ale wprowadził liczne zmiany i poprawki w oparciu o inne 
jeszcze źródła. 
48 Por. wyżej s. 3. 
43 Świadczą o tym liczne wypadlki zgodności tekstu Łaskiego z Sn1 
wówczas, gdy Sn2 zawierają wersję inną, np. w wyżej wymienionych 
odmiankach różniących Sn1 od Sn! w artykułach statutów Kazimierza W:. 
67, 100, 132, 13, 75, 112, 144 itd.
		

/pb1952z4_082_0001.djvu

			RECENZJE 
KOCOWSKI BRONISŁAW: Materiały do katalogu inkunabułów. 
Część I. Format 4. Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu.  
Informator X. Wrocław 1951. 4° str. VII, 272. (Maszynopis powielany). 
Opublikowane w formie powielanej Materiały do katalogu  
inkunabułów B. U. Wr. są zapowiedzią drukowanego katalogu, obejmującego 
cały zasób XV-wiecznych druków tej Biblioteki. Według statystyki 
z r. 1942 — jak czytamy we Wstępie — zbiór inkunabułów B. U. Wr. 
wynosił 2849 wol. Ostatnie lata wojny połączone z ewakuacją zbiorów 
wrocławskich i znacznym zniszczeniem miasta — odbiły się poważnie 
na stanie i zawartości zasobu inkunabułów B. U. Wr. Obecny zbiór liczy 
2105 wol. Proweniencja reszty jest różna: część pochodzi z biblioteki 
kościoła św. Piotra i Pawła w Legnicy, część z biblioteki Milicha ze 
Zgorzelca; są tu też inkunabuły z biblioteki jezuickiej w Kłodzku 
i wreszcie druki nieznanego pochodzenia. Z dawnej biblioteki miejskiej 
wrocławskiej, liczącej 540 inkunabułów opracowanych w dobrym  
katalogu Heyer-Voullieme pozostało dziś w zbiorze  
uniwersyteckim zaledwie kilka dzieł. 
Niezależnie od przestarzałego i mocno lakonicznego wykazu  
inkunabułów B. U. Wr., sporządzonego jeszcze w r. 1861 przez A. F. Sten z- 
lera — przemieszanie zawartości zasobu inkunabułowego, straty  
wojenne i powojenne nabytki zrodziły konieczność jak najszybszego  
opracowania i udostępnienia nauce polskiej drugiego w kraju po Bibliotece 
Jagiellońskiej co do liczebności zasobu inkunabułowego. Potrzebie tej 
przynajmniej częściowo czynią zadość powielane Materiały do katalogu 
inkunabułów. 
Spośród pokaźnej liczby opisanych tu dzieł formatu ąuarto (132S 
pozycji) wypada wymienić niektóre nasze polskie rzadkości. Pod nr 
1208 spotykamy Statuta synodalia Vratislaviensia z najstarszym  
drukowanym tekstem polskim — dziś prawdopodobnie unikat na ziemiach 
polskich'. 
1 Drugi egzemplarz w Bibl. Briti-sh Museum, zob. BMC. II 563. 
Egzemplarz Biblioteki Jagiellońskiej zaginął w czasie okupacji  
niemieckiej.
		

/pb1952z4_083_0001.djvu

			380 
RECENZJE 
Znajdujemy tu nieznany dotąd, a dziewiąty z kolei druk oficyny 
wrocławskiej Elyana pt. Summa de articulis fidei et ecclesiae sacramentit 
z lat 1476—1482 (nr 1243). Dalszą osobliwość stanowi opisane pod nr 794 
Iudicium Cracoviense ad annum 1500 Leonarda z Dobczyc, drukowane 
w Lipsku u W. Stoeckla. Jest to dziś unikat, bowiem przechowywana 
do r. 1939 w Bibliotece Ord. Zamojskiej 1 karta kalendarza już nie 
istnieje. Z wyklejek makulaturowych wydobyto fragmenty prognostyku 
Michała Wrocławczyka: Practica ad an. 1494 (Lipsk, G. Boettiger — 
poz. 901). Do rzadkości należą również brewiarz lubuski z roku około 
1490 (poz. 313) zachowany w komplecie, oraz Computus Cracoviensis 
(Lipsk, W. Stoeckel 1499 — poz. 389). 
Na marginesie referowanej tu pracy uzbierało się nieco uwag  
krytycznych i rozważań ogólniejszych. Oto one. 
Sprawozdawca Materiałów stoi przed trudnym zadaniem. Praca 
ma charakter półfabrykatu, jasne więc, że nie podobna przykładać do 
niej miary dzieła wykończonego. Zachodzi zatem pytanie, czy jest celowe 
recenzować przedsięwzięcie edytorskie o typie prowizorycznym. Czy 
nie byłoby słuszniejsze zaczekać na pełny katalog drukowany, który — 
jak wolno przypuszczać — ukaże się w ciągu najbliższych lat. Ale  
właśnie wzgląd na przyszły katalog zachęca do rozważenia metody i  
wyników dzieła dra Kocowskiego. Zresztą — jak widzieliśmy — Materiały 
nawet w obecnej postaci przynoszą tyle ciekawych, niekiedy wręcz  
rewelacyjnych pozycji, i reprezentują tak duży wkład pracy Autora, że  
zobowiązują do sumiennego i poważnego rozpatrzenia Jego dzieła. 
Zamieszczony w części I (formaty do 4° włącznie) materiał  
przedstawiał dla opracowującego szczególne trudności. Małe formaty książek 
upowszechniają się dopiero z końcem XV w., przy tym częstym  
zjawiskiem jest brak daty druku. Stąd wiele kłopotu sprawia odróżnienie  
bardzo bliskich pod względem typograficznym druków z końca XV i  
początku XVI w. Słusznie też na te trudności zwraca uwagę Autor we wstępie. 
Innego rodzaju kłopoty wynikają stąd, że drobne — nieraz kilkokartko- 
we broszury — łatwiej ginęły w ciągu wieków i właśnie w tej grupie 
inkunabułów najczęściej spotykamy „druki nieopisane, nieznane" itp. 
Materiał zatem ciekawy, ale też wymagający wielu żmudnych  
zabiegów. Z odwagą i sumiennością podjął je dr Kocowski, za co należą ma 
się wyrazy pełnego uznania. Autor włożył dużo wysiłku w identyfikację 
druków, a także w rozwiązanie na podstawie badań typograficznych  
anonimowych oficyn drukarskich. 
Ale dzieło dra Kocowskiego nie jest wolne od usterek, na które 
złożyły się różnorakie przyczyny: ogrom pracy wykonanej w  
stosunkowo krótkim czasie, tymczasowość publikacji, brak potrzebnych źródeł 
bibliograficznych, no i — odbitka powielaczowa! Mimo tych wszystkich 
„łagodzących okoliczności" nie podobna pominąć pewnych, zarówno  
metodycznych jak i merytorycznych niedociągnięć Materiałów.
		

/pb1952z4_084_0001.djvu

			KOCOWSKI BRONISŁAW 
381 
Zaczniemy od zagadnień metodycznych. 
1. Katalogi starych druków, w tym wypadku inkunabułów,  
przyjmują za podstawę opisu jednostkę — moglibyśmy powiedzieć — kata- 
logowo-bibliograficzną. Opisują zatem egzemplarz biblioteczny, ale opis 
ten w części bibliograficznej opiera się na kompletnym zespole cech 
przynależnych do wszystkich egzemplarzy jednego odbicia-wydania. 
W Materiałach podstawą opisu jest indywidualny egzemplarz, praca ma 
więc charakter Inwentarza, a nie katalogu (tyle pozycji  
numerowanych, ile egzemplarzy). Konsekwentnie też Autor w poz. 827 łączy 
dwa różne wydania, stanowiące części składowe jednego, sztucznie ongiś 
zestawianego egzemplarza. Postawa to niepraktykowana w znanych  
katalogach, ani nawet w inwentarzach. Nie znajdziemy jej też np. w  
wydawnictwach Collijna, które — jak to wyznaje Autor — były mu wzorem. 
W katalogu drukowanym stanowisko to powinnoby ulec korekturze. 
2. Zasadniczym elementem opisu katalogowego inkunabułów, 
punktem wyjścia dla wszelkich dalszych zabiegów jest ścisła, właściwa 
identyfikacja opracowywanego egzemplarza z opisem zawartym w  
poprzedzających publikacjach, nader precyzyjne określenie zawartości 
i wydania druku. Zwłaszcza przy materiale tak trudnym, obfitującym 
w tyle rzadkich, mało znanych pozycji, z jakimi musiał się uporać dr 
Kocowski, ta dokładna identyfikacja bibliograficzna jest szczególnie 
ważna. Jest to niezbędna cecha wszelkiego informatora z tej 
dziedziny, inaczej bowiem wartość informacyjna publikacji stoi pod 
groźnym znakiem zapytania. Pomocą w tym względzie — jak się  
mówiło — są właściwe bibliografie. Dr Kocowski nie rozporządzał pełnym 
aparatem pomocniczym, toteż niektóre pozycje katalogu nie posiadają 
mocnego „udokumentowania", niektóre zaś zaopatrzone są stosunkowo 
częstym dopiskiem: „nie notowany w bibliografiach". Autor we wstępie 
lojalnie wyjaśnia, że dopisek ten nie ma charakteru definitywnego, z racji 
braku potrzebnych źródeł. Autor nie miał pod ręką kilku podstawowych 
i najnowszych bibliografii, ale przecież są one w Polsce dostępne. Czy 
nie byłoby korzystniejsze opóźnić nieco ukazanie się Materiałów — 
a sprawdzić jeszcze wątpliwe pozycje, bodajby w niezbyt odległej od 
Wrocławia Bibliotece Jagiellońskiej? Ale nawet i te publikacje, którymi 
Autor rozporządzał, nie zawsze są należycie wykorzystane, o czym niżej. 
Niewątpliwie najboleśniej odczuwa się brak cytatu polskich źródeł 
bibliograficzno-katalogowych. Niejednokrotnie druk „nieznany"' obcej 
nauce został mniej lub więcej' skrupulatnie opisany przez polskich 
uczonych. Z przykrością musimy odnotować to pominiecie naszego  
własnego dorobku przy niektórych pozycjach. I tak, gdyby Autor zajrzał 
do Katalogu X. Formanowicza przy poz. 806 ,nie tylko uzyskałby 
odnośnik do inwentarza berlińskich bibliotek Voullieme'a (zamiast cyto-
		

/pb1952z4_085_0001.djvu

			382 
RECENZJE 
wać Joechera!), ale także uściślenie daty druku*. Natomiast w innych 
wypadkach dr Kocowski zadaje sobie sporo zbytecznego trudu, cytując 
przy pozycjach o znanym drukarzu obok podstawowego źródła  
inwentarze Voullieme'a czy Gunthera, którymi posługujemy się jedynie w  
potrzebie ustalenia zakonspirowanej oficyny typograficznej. Postępowanie 
to byłoby usprawiedliwione jedynie wówczas, gdyby Autor — podobnie 
jak np. Madsen * — miał ambicje zebrania pełnej literatury przedmiotu. 
Ale na szczęście dla prowizorycznej publikacji wrocławskiej Autor  
takiej ambicji nie posiada. 
Tyle uwag na temat strony „bibliograficznej" — szczegóły z  
zakresu techniki opisu i sprostowania niektórych pczycyj przyniesie część 
druga recenzji. 
3. Z zagadnień ogólniejszych wypadnie jeszcze zwrócić uwagę na 
te elementy pracy dra Kocowskiego, które dotyczą notat proweniencyj- 
nych. Studia nad przenikaniem prądów społecznych i kształtowaniem się 
kultury umysłowej w dawnym okresie, skąpym w bezpośrednie  
przekazy, opierać się winny w znacznej mierze na śledzeniu czytelnictwa. 
Znakomitym źródłem historycznym dla tego typu badań są zapisy  
własnościowe w tej czy innej postaci na książkach. Od czasów Wisłockiego * 
katalogi polskie, nie mówiąc o obcych, rejestrują tzw. proweniencje, 
które przede wszystkim usprawiedliwiają: z jednej strony nasze  
zainteresowania dla tzw. „dawnej" książki, z drugiej — publikowanie  
katalogów poszczególnych zbiorów, skoro skądinąd dąży się raczej do  
ogłaszania centralnych katalogów inkunabułów, co najmniej w skali  
krajowej. 
Nie pomija więc i dr Kocowski tego tak ważnego składnika opisu 
katalogowego zgodnie z własnymi postulatami wyrażonymi w referacie: 
Zadania i metody badań proweniencyjnych w zakresie statych druków 
(Przegl. Bibliot. 1951). Odnotowany materiał wrocławski przedstawia 
się bardzo ciekawie. Pokaźny odsetek właścicieli inkunabułów — to  
Polacy, przeważnie mieszczańskiego pochodzenia. Ale system rejestracyjny 
Autora budzi zastrzeżenia. W notatce iproweniencyjnej interesują nas 
następujące elementy: 1° kto posiadał książkę, 2° kiedy? Natomiast jest 
rzeczą obojętną, jakim odmianom ulegała forma zapisu własnościowego. 
Toteż szeregowanie notek i odtwarzanie wędrówki druku rejestruje się 
w chronologicznej kolejności występujących właścicieli: osób lub insty- 
1 O ile ze zwięzłego opisu można się zorientować, poz. 925 ma 
odpowiednik w zbiorach Bibl. Jagiellońskiej (Inc. 228, Wisł. 340 b), a  
opisana jest dokładnie w HR. 11721. Podobnie poz. 353 = Wisł. 108b (Inc. 
333). 
* Katalog over det Kongelige Biblioteks Ińkunabler, Bd 1—2, Ko- 
penhavn 1935—1938. 
* Incunabula typographica Bibliofhecae Universitatis Jagellonicae 
Cracoviensis. Kraków 1900.
		

/pb1952z4_086_0001.djvu

			KOCOWSKI BRONISŁAW 
383 
tucyj. Inaczej postępuje Autor, skrupulatnie punktując każdy zapis, 
chociażby dotyczył tej samej osoby czy instytucji. Drugim zarzutem 
skierowanym pod adresem Autora jest zbytnia lakoniczność jego  
informacji, nawet na tym, wstępnym etapie pracy. Chyba że drowi Kocow- 
skiemu chodziło tylko o utrwalenie zapisek, zrezygnował zaś całkowicie 
z roli informatora. Tymczasem napewno jeszcze przez parę lat Materiały 
będą musiały pełnić taką służbę, nim doczekamy się pełnej publikacji. 
Dalej: Autor nie chronologizuje notek niedatowanych, nawet choćby 
najogólniej (podaje się zwykle bodaj wiek zapiski na podstawie duktu 
pisma), czytelnik zaś w większości wypadków nie orientuje się z samych 
tylko nazwisk, o kogo chodzi, ani jak przebiegała wędrówka książki 
w czasie. Konieczną też rzeczą wydaje się podanie najprostszych  
objaśnień, które dla Autora są oczywiste i nie wymagają poszukiwań z jego 
strony, dla czytelnika zaś nie znającego zbiorów wrocławskich mogą 
nastręczać pewne trudności. Mamy tu na myśli taki np. zapis: „Liber 
Academiae" — i tyle, bez żadnego komentarza. A przecież wystarczyło 
przy pierwszej napotkanej pozycji z tą proweniencją dopisać, że chodzi 
tu o Akademię we Frankfurcie nad Odrą. Jednocześnie Autor informuje 
czytelnika, że Petrus Jenckuicz, to nikt inny tylko — Jenkwitz (poz 309). 
Na tym wypadnie ograniczyć uwagi o charakterze metodycznym. 
Z kolei trzeba jeszcze przynajmniej w krótkości zastanowić się nad 
techniką opisu katalogowego Materiałów. 
Hasło. Dr Kocowski wbrew dotychczas stosowanej w  
bibliografiach XV-wiecznych praktyce wprowadza nowość, a mianowicie  
wszystkich autorów średniowiecznych podaje pod imionami, jeśli nie posiadają 
nazwisk w znaczeniu nowoczesnym. Likwiduje więc w ten sposób chaos, 
jaki dotychczas panował w tym zakresie, usankcjonowany przez  
najwyższy swego czasu autorytet, Gesamtkatalog der Wiegendrucke.  
Stanowisko Autora z punktu widzenia mediewistów jest zasadniczo słuszne. 
W niektórych tylko wypadkach formy ©dmiejscowe tak się już utarły 
jako nazwiska, że czytelnik raczej pod tą postacią poszukiwać będzie 
pisarza. Taki wypadek zachodzi np. z Regiomontanem, który zresztą 
coraz częściej pojawia się w nowszych bibliografiach pod swym  
nazwiskiem rodowym: Muller. Oczywista, sprawę rozwiąże definitywnie  
przyszły katalog poprzez odsyłacze. 
W innych atoli wypadkach autor jest mniej konsekwentny. I tak 
Aeneas Silvius słusznie występuje jako Pius II, inny natomiast  
papież — Jan XXI już jako Petrus Hispanus. Marsilius Ficinus raz  
właściwie jako Ficinus (poz. 478), w innym zaś miejscu (poz. 857) jako  
Marsilius. Żałować wypada, że Jacobus de Clusa nie notowany jest w  
polskiej publikacji jako Jacobus de Paradiso. 
Viaticum Vratislai>iense — to brewiarz, więc pod Breuiarium  
znajduje się dokładny jego opis w GW.5512. Liber Faceti (poz. 1130) —  
dokładny opis GW. 9674 pod Facetus (gdzie wymieniono egzemplarz
		

/pb1952z4_087_0001.djvu

			384 
RECENZJE 
B.U.Wr.), Grammatica nova (poz. 526) — autor: Jan Perger. Forma: Re- 
migius Antissiodorensis winna być zastąpiona poprawną: Altissiodoren- 
sis. Practica — należy hasłować raczej: Prognosticon (poz. 1080, 1081; 
nie Kamintus, lecz Joannes Jacobi (nb. egzemplarz wrocławski Regimen 
znany i notowany w bibliografii Klebsa) — por. GW. pod Canutus.  
Ograniczymy się do tych kilku sprostowań. 
Drukarze. Autor położył duży nacisk na rozwiązanie  
anonimów drukarskich. Wykonał tutaj ogromną pracę, godną podziwu — już 
na wstępnym etapie swego katalogu. Trzeba też podkreślić z uznaniem 
duży krytycyzm Autora w stosunku do poprzednich badaczy,  
wyrażający się w sprawdzaniu ich orzeczeń. Dzięki podjęciu tak sumiennych  
badań typograficznych dr Kocowski odkrywa nieznany druk Kaspra 
Elyana! Oczywista, nie zawsze rozwiązania anonimów dadzą się  
przeprowadzić. Niektóre wszakże pozycje mają już ustalony przydział, podobnie 
jak datowanie, ale — jak to wiemy już ze słów Autora — nie mógł on 
wykorzystać całej literatury (por. poz. 1157). 
Ta uwaga wiąże się z kwestią wyzyskania literatury  
źródłowej, o czym już była mowa. Tutaj przypomnieć tylko trzeba, że zasadą 
jest podawanie źródła, w którym mamy pełny opis, a jeśli go brak — 
dopiero innych pomocniczych. I tak np. w poz. 732 Autor daje cytat: 
„(non H. 9904) Guenther 1161", ale dokładniej niż w lipskim inwentarzu 
opisano tę pozycję i uzupełniono rokiem wydania w bibliografii Nach- 
trdge zu Hains Repertorium (190), co wykorzystał Formanowicz w swoim 
Katalogu. Dalej: poz. 993 — powinno być VK. 897, poz. 1088 — Polain 
3256 (b. interesująca nota o egzemplarzach z potwierdzeniem  
autentyczności), poz. 1089 — Pol. 3255, poz. 923 wzgl. 925 — HR. 11721(111.118), poz. 
932 — HR. 11740 ((III.118), poz. 578 — CA. 884. Podajemy tylko te źródła, 
którymi dr Kocowski rozporządzał w Bibliotece Uniwersyteckiej. 
Niewątpliwie w katalogu drukowanym cytaty Haina zostaną  
uzupełnione odpowiednimi pozycjami Copingera, a cytaty Gesamtkatalog 
der Wiegendrucke poprawkami Accurtiego (np. poz. 157 — Accurti 11,67). 
Wynikiem techniki powielania są myłki takie jak: H 5866 zamiast 
H.5806 (poz. 865). Wskazują one na konieczność kontroli maszynopisu przy 
oddawaniu katalogu do druku. 
Z podobnymi zastrzeżeniami jak co do przypisku: „nie notowany 
w bibliografii" należy też ustosunkować się do adnotacji: „unikat". Nie 
jest unikatem napewno poz. 643 (choćby dlatego, że opisuje ją Hain 
z gwiazdką, egzemplarz notowany też w bibliotekach polskich), poz. 722, 
poz. 317 (częściowo — por. Katalog X. Formanowicza nr 106). 
Kolacja. W przyszłym katalogu byłoby pożądane wprowadzić 
system dziś obowiązujący w podawaniu objętości druku, czego obecnie — 
może ze względów technicznych nie zastosowano. 
Na zakończenie jeszcze raz należy podkreślić wypowiedziane na 
początku zdanie, iż praca dra Kocowskiego świadczy o du/.ym wysiłku,
		

/pb1952z4_088_0001.djvu

			BOHATTA HANNS, HODES FRANZ 
385 
poważnym zasobie wiadomości i zapale Autora. Jeśli ocena dzieła  
wypadła w niektórych punktach dość surowo, to bynajmniej nie  
zmierzała do umniejszenia istotnych jego wartości. Wydawało się wszakże, 
że Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu celowo przedstawiła  
katalog w postaci tymczasowej, ułamkowej, aby na Materiałach w ogniu  
krytyki dojrzała wzorowa forma przyszłego wydawnictwa. Może więc Autor 
nie weźmie nam za złe, że mając na względzie ten cel, poświęciliśmy  
Materiałom sporo uwagi. We wspólnym, zespołowym wysiłku powstają 
prawdziwie naukowe dzieła — tym różni się od dawnego dzisiejszy styl 
pracy. 
Bogactwo zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu i  
dotychczasowe osiągnięcia dra Kocowskiego pozwalają wróżyć, że przyszły 
katalog inkunabułów w jego opracowaniu stanowić będzie jedną z  
cenniejszych pozycji w naszej inkunabulistyce. 
A. G. i A. K. 
BOHATTA HANNS, HODES FRANZ: Internationale Bibliographie der 
Bibliographien. Ein Nachschlagewerk unter Mitwirkung von Walter  
Funke. Frankfurt am Mein, Vittorio Klostermann 1950 str. 6, nlb. 652. 
Z końcem ubiegłego roku dotarło powyższe wydawnictwo do  
naszych bibliotek w formie zwartej, jako< dzieło Bohatty i' Hodesa, 
ze wzmianką o współpracy Waltera Funke. Ale jest to tylko ukończone 
wydawnictwo przedwojenne, które w roku 1939 zaczęło wychodzić we 
Frankfurcie nad Menem zeszytami pt. Internationale Bibliooraphie der 
Bibliooraphie. Ein Nachschlagewerk. Von Hanns Bohatta und Walter 
Funke. 
Z przedmowy dowiadujemy się, że inicjatorem podjęcia pracy był 
nakładca Klostermann i że w toku druku czwartego zeszytu Walter 
Funke został wysłany na wschodni front, gdzie pod gruzami walącego 
się domu doznał obrażeń, które uczyniły go niezdolnym do dalszej  
pracy. Zakres jego działania przejął dr Franz Hodes. Osobny nekrolog 
powiadamia też o śmierci Hannsa Bohatty, który zmarł 30.X.1947 w 83 
roku życia, nie doczekawszy się zakończenia pracy nad wymienioną  
bibliografią. 
W tej sytuacji recenzent musi ograniczyć się jedynie do  
konfrontacji wydawnictwa z jego założeniami wyszczególnionymi w  
przedmowie i z jego użytecznością naukową. 
Internationale Bibliopraphie der Bibliographie7i pomyślana  
została jako uzupełnienie dzieła G. Schneider: Handbuch der  
Bibliooraphie, wyd. 4, Leipzig 1930, a iskoro Max A r n i m opracował  
pominiętą tam bibliografię osób i wydał ją jako PersonalbibliogTaphie 
(Leipzig 1935, drugie wydanie t. I. Leipzig 1944), postanowili Bohatta 
■a T,7.rfląi\ Uihliotcrrny \'X 10.".2
		

/pb1952z4_089_0001.djvu

			386 
RECENZJE 
i Funke opracować dalsze uzupełnienie, obejmujące naukowe  
bibliografie specjalne. 
Źródeł do pracy mieli tak wiele, że zdecydowali się pomijać  
zestawienia bibliograficzne o krótkim zasięgu chronologicznym oraz  
bibliografie specjalne o niesprecyzowanym ściśle zakresie rzeczowym.  
Natomiast postanowili dopuszczać w dziale bibliografii narodowych  
również tytuły dzieł z zakresu historii i geografii, gdyż „z jednej strony 
rozdział nie zawsze był możliwy do ■przeprowadzenia, a z drugiej strony 
można było tym sposobem uniknąć powtarzania wielkiej ilości nazw 
miast i krajów." Pragnęli wreszcie położyć specjalny nacisk na  
wykazanie nieznanych bibliografii zagranicznych. W zamiarze tym  
dopatrujemy się podstawowych założeń przy planowaniu i układzie bibliograf 
fii, mającej zapoznać przede wszystkim niemieckich badaczy ze  
specjalnym dorobkiem bibliograficznym innych narodów. 
Zawartość dzieła rozpada się na dwie części. W pierwszej  
wyszczególnione są: a. bibliografie bibliografii, b. bibliografie ogólne, c. 
bibliografie bibliotekarstwa i nauki o książce, d. bibliografie narodowe. 
Część druga zawiera wykazy bibliografii specjalnych w trzech 
grupach: 1. „Theologie und Religionswissenschaft", 2. „Geistes — und 
Kulturwissenschaft", 3. „Exakte und Naturwissenschaften. Angewandte 
Wissenschaften". W obrębie grup nauki występują w porządku  
"alfabetycznym. Wydawnictwo zamykają dwa rejestry: hasłowy i autorski. 
Zasadą układu części pierwszej jest dążenie do alfabetyzowania haseł 
autorskich i tytułowych w obrębie działów, w których na początku idą 
dzieła zwarte a następnie periodyki. Uwzględniono też podział na 
kraje i miejscowości. W dziale bibliografii narodowych przyjęto  
alfabetyczną kolejność krajów, a w ich obrębie podział na czasopisma, 
druki zwarte, bibliografie lokalne i regionalne, a wreszcie biobibliogra- 
fie. W takim układzie dział ten stał się właściwie podstawowym,  
wchłaniającym wszystko to, co nie dało się umieścić w grupach specjalnych. 
W konsekwencji znajdujemy w nim bibliografie narodowe zarówno  
ogólne jak i specjalne. 
Rozdział i układ materiału jest zawsze sprawą osobistych  
zapatrywań i indywidualnego' wyczucia bibliografa, który w dążeniu do 
przejrzystości może operować materiałem nawet w sposób nie  
znajdujący bardziej powszechnego uznania. Najważniejszym jest, by  
poszczególne pozycje zostały zaszeregowane właśnie tam, gdzie ich  
poszukujący może się najbardziej spodziewać. Że tak nie jest w omawianym 
wydawnictwie, dowodzą przykłady zebrane od ręki, zaczerpnięte przede 
wszystkim z materiału dotyczącego Polski i innych krajów  
słowiańskich, a więc z materiału łatwo dla nas dostępnego, a tym samym  
dającego silniejszą podstawę naszym spostrzeżeniom. 
1. Bibliografia bibliografii polskiej W. H a h n a zamieszczona 
została w dziale „Nałionalbibliographie, Europa, Polen" (s. 156), pod-
		

/pb1952z4_090_0001.djvu

			BOHATTA HANNS, HODES FRANZ 
387 
czas gdy odpowiednik włoski tj. O t t i n o-F um ag a 1 li: Biblio- 
theca bibliographica Italica znalazł się w dziale „Bibliographie der Bi- 
bliographie" (s. 4). 
2. Estreicher: Bibliografia polska 19 stulecia, zeszyt  
dodatkowy (Kraków 1873) został słusznie zacytowany wśród bibliografii  
regionalnych (Galizien, s. 157), ale nie wystarczająco, gdyż jedynie w  
formie odsyłacza do głównego dzieła Estreichera, bez adresu  
wydawniczego. 
3. Dzieło: Peretiatkowicz i Sobeski,  
Współczesna kultura polska (Poznań 1932) winno się było znaleźć jedynie w grupie 
„Biobibliographien" (s. 159), gdyż dalszy ciąg tytułu książki wyraźnie  
informuje, źe są tam Życiorysy uczonych, literatów i artystów z  
wyszczególnieniem ich prac. Dwukrotne umieszczenie tego dzieła na s. 157 
1 422, zwłaszcza zaś w dziale „Literaturwissenschaft. Slavistik", nie  
można uznać za odpowiednie. 
4. Mało zrozumiałym jest umieszczenie herbarzy Niesieckiego 
i Bonieckiego wśród bibliografii narodowych (s. 155 i 157). Choćby 
uwzględnić zastrzeżenia autorów co do trudności wysegregowania dzieł 
historycznych i geograficznych pokrewnych bibliografiom, to z  
większą słusznością należałoby tu uwzględnić polskie encyklopedie z  
Orgelbrandem na czele. Zostały one w ogóle pominięte, w przeciwieństwie 
do leksykonów niemieckich, francuskich, włoskich i angielskich, które 
otrzymały miejsce dla siebie (s. 5—6). 
Obserwacje poczynione nad zestawieniami polskich bibliografii 
dowodzą, że wydawnictwo oparło się o materiały z drugiej ręki, a  
niezrozumienie tytułów zaprowadziło autorów na manowce. Tylko w ten 
sposób można sobie wytłumaczyć, dlaczego periodyki: Bibliografia  
Polska, Kraków 1914—1919 i Świat Książki, Warszawa 1928—1929 znalazły 
się wśród dzieł zwartych (s. 155 i 157) mimo, że tę grupę poprzedzają 
właśnie „Zeitschriften". 
Takie i tym podobne niedociągnięcia można wyliczać jeszcze  
długo. Dochodzą do tego bardzo liczne błędy korekty oraz niedokładności 
sformułowań (np. s. 157: Tyszkowski K.: Bibliografia historii 
polskiej, Lwów 1923 bez podania, że mieści się ona w Kwartalniku  
Historycznym). 
Duże trudności mieli autorzy z problemem topografii, a nie  
zawsze szczęśliwie i konsekwentnie tu postępowali. Pomijamy fakt  
umieszczenia Czechosłowacji (s. 99—101) i Austrii (s. 107) w obrębie Państwa 
Niemieckiego, co może było nieodzowne w roku 1939, w czasie druku 
odpowiedniego zeszytu, jakkolwiek kilka stronic wstecz, w tym samym 
zeszycie (s. 83) uznano Czechosłowację jeszcze za państwo niepodległe. 
Szczególną naszą uwagę zwraca jednak brak konsekwencji w  
odniesieniu do Śląska. Prace Bara i Olszewicza przytoczone zostały 
w grupie „Oberscbiesien — Deutsches Reich" (s. 106—7), brak zaś ich
		

/pb1952z4_091_0001.djvu

			388 
RECENZJE 
w grupie „Schlesien, Polnisch" (Polen, s. 138). Zresztą bibliografie  
dotyczące Śląska są wyszczególnione nie tylko w tych dwóch miejscach. 
W obrębie „Deutsches Reich" jest jeszcze osobna grupa „Schlesien" 
(s. 110—111), zawierająca najistotniejsze bibliografie śląskie, zarówno 
starsze jak i nowsze! 
Ostatnim zagadnieniem, które należy poruszyć, jest sprawa  
doboru materiału. Jest rzeczą oczywistą, że nie można w ogóle marzyć 
o jego kompletności, ale trudno zrozumieć, dlaczego uwzględniono  
Bibliografię historii polskiej za lata 1933—34 Friedbergowej, a  
pominięto cały szereg bibliografii tej samej autorki za lata poprzednie. 
Nie znajdujemy również w zestawieniach czasopisma Nowa Książka. 
redagowanego w r. 1934 przez Lama, natomiast jest jego Le liure 
polonais au 15 et 16 siecle (Varsovie 1923), jakkolwiek bez szkody dla 
wydawnictwa można było ją pominąć. Dla równowagi zaś brak znów 
Bernackiego Pierwsza książko polska (Lwów 1918), choć właśnie 
jest to studium bibliograficzne. 
Uwagi powyższe nie powinny pomniejszać wartości użytkowej 
wydawnictwa. Ogrom zebranego materiału świadczy sam za siebie, choć 
W odniesieniu do Polski i innych krajów słowiańskich nie daje on pełnego 
i prawdziwego obrazu ich dorobku bibliograficznego. Czy np. można 
uważać Ikonnikowa Opyt russkoj istoriografii za bibliografią 
bibliografii (s. 3), nawet jeśli się podkreśli, że dzieło to zawiera  
bibliografię drukowanych katalogów bibliotecznych? 
Informacje takie nie są wystarczające i poprawne dla obcych  
badaczy, a o to możemy mieć już pretensje. 
Bronistaw Kocoioski
		

/pb1952z4_092_0001.djvu

			Z ŻYCIA 
STAN ZBIORÓW RĘKOPIŚMIENNYCH PUBLICZNEJ BIBLIOTEKI 
MIEJSKIEJ im. RACZYŃSKICH W POZNANIU. 
Historię zbiorów rękopiśmiennych Biblioteki Raczyńskich można 
podzielić na cztery okresy: 1. od założenia Biblioteki w r. 1829 do r. 1928, 
tzn. do chwili objęcia dyrektury przez dra Andrzeja Wojtkowskiego; 2. od 
r. 1928 aż do wybuchu drugiej wojny światowej; 3. okres wojennej i  
powojennej stagnacji trwającej do września 1950 r. i 4. czasy najnowsze. 
Rękopisy zgromadzone w ciągu pierwszego okresu zostały  
częściowo skatalogowane i opublikowane przez Sosnowskiego 
i Kurtzmanna w wydawnictwie Katalog der RacTyńskischen Bi- 
bliothek in Posen TJ. z r. 1885. Katalog ten, opracowany bardzo  
niejednolicie, często nawet powierzchownie (zwłaszcza przez Sosnowskiego),  
może uchodzić według dzisiejszych wymagań nauki zaledwie za inwentarz 
administracyjny. 
Następny, szczegółowy już katalog nabytków rękopiśmiennych  
sporządził A. Wojtkowski i opublikował go jako Katalog Biblioteki 
Raczyńskich w Poznaniu T. I. w r. 1932. 
Charakterystyki tych zbiorów jako drukiem udostępnionych nie 
będę podawać. 
Dyrekturę dra Wojtkowskiego można uważać za okres  
szczególnego rozwoju Biblioteki Raczyńskich, a zwłaszcza jej oddziału rękopisów. 
W tym to okresie wpłynęły do Biblioteki między innymi trzy potężne 
zespoły: 35 tek Bolesława Erzepkiego z licznymi materiałami z zakresu 
literatury polskiej, 39 tek depozytu Napoleona Zakrzewskiego z  
papierami rodzinnymi tej niezwykle szeroko rozgałęzionej w Wielkopolsce 
rodziny, oraz olbrzymia kolekcja rękopisów najrozmaitszej treści,  
zebrana przez Stanisława Latanowicza. 
Przy tak olbrzymim rozroście zasobów, opracowanie — rzecz  
oczywista — nie mogło nadążyć za wpływami, tym więcej że rękopisy  
opracowywał jeden tylko człowiek, dyr. Wojtkowski, i bez tego przeciążony 
pracą administracyjną i naukową. Rezultatem tej nieprzeciętnej  
pracowitości był inwentarz zawierający prawdopodobnie ok. 1000 pozycji; 
prawdopodobnie, bo ze zniszczeń wojennych ocalał tylko jego fragment 
obejmujący rękopisy nr 1081 — 1454. 
W okresie okupacji niemieckiej praca przy rękopisach leżała  
raczej odłogiem. Na szczęście zresztą, bo ileż cennych a kompromitujących 
rządy pruskie materiałów mogliby Niemcy zniszczyć lub usunąć.
		

/pb1952z4_093_0001.djvu

			390 
Z ŻYCIA 
W roku 1945 Dyrekcja Publicznej Biblioteki Miejskiej w Poznaniu 
przejęła w spuściźnie ocalałą część zbiorów Biblioteki Raczyńskich, 
a wśród nich uratowane prawie w całości rękopisy. Rzeczywista jednak 
praca nad nimi zaczęła się dopiero w październiku 1950 r. 
Pierwszym zadaniem było udostępnienie 374 pozycji nie  
opublikowanego fragmentu inwentarza rękopisów Wojtkowskiego przez  
uzupełnienie go indeksem osób, miejscowości i rzeczy. Następnie należało  
opracować inwentarz rękopisów uporządkowanych i posygnowanych przez 
Wojtkowskiego, których inwentarz zaginął. Wówczas dopiero można  
było przyjąć, że się doszło do pozycji wyjściowej, tzn. do stanu  
opracowania zlDiarów z r. 1939. 
W chwili obecnej stan zbiorów rękopiśmiennych Publicznej  
Biblioteki Miejskiej im. Raczyńskich przedstawia się następująco: 
Ogólna ilość rękopisów — ok. 3500 
Rękopisy opracowane: 
a. Katalog druk. z r. 1885 (Sygn. 1 — 359) 359 rękopisów 
b. Katalog druk. z r. 1932 (Sygn. 360 — 499) 140 
c. Inwentarz Wojtkowskiego z r. 1939 
(Sygn. 1081—1454) 374 
i. Inwentarz kartkowy powojenny 
(Sygn. 500—1080; 1455—1600) 727 
Razem: 1600 
Pozostaje zatem do opracowania ok. 1900 rękopisów. 
Zaczął się z kolei okres żmudnego porządkowania rękopisów, 
w olbrzymiej większości dissolutów. Przed pracownikami Oddziału  
Rękopisów stoi 130 tek papierów nie uporządkowanych, czekających na  
opracowanie i udostępnienie. Pobieżne podanie ich zawartości jest obok  
wykazu innych, ważniejszych, a nie opublikowanych jeszcze rękopisów,  
jednym z głównych celów tego artykułu. 
Rękopisy naszego zbioru rozpadają się na dwie duże grupy  
treściowe obejmujące materiały literackie i materiały historyczne w  
najszerszym tego słowa znaczeniu. Trzecią grupę, formalną, mogą stanowić 
rbiory korespondencji. 
Pierwsze miejsce wśród materiałów literackich zajmują teki 
Bolesława Erzepkiego. Składa się na nie olbrzymia wprost 
ilość wypisów i odpisów zabytków literatury polskiej, słowniczków  
staropolskich, częściowo z zakresu badań nad imiennictwem i  
toponomastyką polską, glos itp., lecz niestety często bez podania źródła. Spuścizna po 
Erzepkim kryje w sobie liczne materiały do rozpraw naukowych o  
Mikołaju Reju, Janie Kochanowskim, Marcinie Kromerze, S. F. Klonowiczu, 
Wespazjanie Kochowskim, Naruszewiczu, Ignacym Krasickim,  
Stanisławie Trembeckim, Józefie Bielawskim, Kajetanie Węgierskim, Franciszku
		

/pb1952z4_094_0001.djvu

			STAN ZBIORÓW RĘKOPIŚMIENNYCH 391 
Zabłockim, Mickiewiczu, Krasińskim, Lenartowiczu, Klaczce i o innych 
pisarzach. Białym krukiem wśród nielicznych stosunkowo oryginałów 
tego zbioru jest tzw. „Formularz królowej Jadwigi" zidentyfikowany 
przez jego wydawcę prof. Karola Górskiego jako Formularz Jerzego,  
pisarza grodzkiego krakowskiego z lat 1399—1415.1 
Z innych zespołów pochodzą takie rękopisy jak „Fraszki, pieśni 
i ody" Jana Smolika, dworzanina Stefana Batorego i Zygmunta III;  
kilka autografów Wincentego Pola, a m. in. „Pamiętniki z literatury polskiej 
XIX-go wieku" i „Pachole hetmańskie" (fragmenty); dramat Józefa  
Szujskiego „Jerzy Lubomirski", oraz dwa dzieła Stanisława  
Przybyszewskiego: dramat „Mściciel" i powieść „II regno doloroso" (w obszernych  
fragmentach). Ciekawym obiektem jest japońskie tłumaczenie dwóch  
pierwszych części „Chłopów" Reymonta dokonane przez Asadori Kato. 
Wśród materiałów historycznych przeważają rękopisy obrazujące 
dzieje polityczne, społeczne i kulturalne Wielkopolski w wieku XIX i XX. 
Poza materiałami rozrzuconymi we wspomnianych już zbiorach 
Zakrzewskich i Latanowicza znajdują się w Bibliotece papiery licznych 
towarzystw będących w czasie zaborów ostoją polskiej myśli politycznej, 
szermierzem postępu społecznego i kulturalnego. Należy tutaj wymienić 
w pierwszym rzędzie Towarzystwo przyjaciółek wzajemnego pouczania 
oraz opieki nad dziećmi „Warta"', prowadzące wraz z towarzystwem 
„Przytuliska dla dziatwy szkolnej" akcję tajnego nauczania i  
wychowywania młodzieży w myśl tradycji narodowych. Podobne cele, ale już na 
wyższym szczeblu, miało Towarzystwo Pomocy Naukowej im. Karola 
Marcinkowskiego. Akta te niestety mocno zdekompletowane obejmują 
lata 1842—1928. Stosunki panujące w zaborze pruskim w szkolnictwie, 
szczególnie wśród nauczycielstwa polskiego, ilustrują papiery gromadzone 
pieczołowicie przez Bernarda Chrzanowskiego. Wśród nich znajdują się 
jego adwokackie akta procesowe dotyczące rozpraw o tajne nauczanie 
na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Ponadto zawierają teki 
Chrzanowskiego materiały dotyczące spraw Wybrzeża oraz szkolnictwa 
w okresie międzywojennym. Materiały o strajkach szkolnych są rozsiane 
po różnych zespołach. 
Kilkakrotnym rozłamom w łonie społeczeństwa wielkopolskiego 
miał przeciwdziałać ponadpartyjny i ponadstanowy „Związek Narodowy", 
którego akta z lat 1910—1913 przechowuje się wśród rękopisów.  
Zdeponował u nas również swe papiery założony w r. 1908 Produktiv-Verein 
„Znicz", przemianowany później na Spółdzielnię Przemysłu Domowego. 
Celem tego towarzystwa, założonego przez przedstawicielki inteligencji 
poznańskiej, była zatrudnienie dzieci ułomnych przy chałupniczym  
wyrobie zabawek. 
1 Liber formularum Georgii castri Cracwiensis notarii 1399—HIS 
Wyd. Karol Górski. Toruń 1950.
		

/pb1952z4_095_0001.djvu

			392 
Z ŻYCIA 
Poważnym źródłem do historii handlu i przemysłu wielkopolskiego 
są papiery istniejącego od 1848 r. Towarzystwa Przemysłowego (Stary 
Przemysł) oraz obszerna korespondencja dwóch kupców i przemysłowców 
poznańskich Teodora Filipowicza i Seweryna Samulskiego. Materiały te 
sięgają okresu międzywojennego. Z tych też czasów pochodzą papiery 
Towarzystwa Obrony Społecznej, którego celem było popieranie  
drobnego przemysłu szczególnie domowego w połączeniu z akcją charytatywną. 
Siadem działalności zawodowej i społecznej bibliotekarzy są  
materiały do II Zjazdu Bibliotekarzy w Poznaniu w r. 1929 i papiery  
Towarzystwa Bibliofilów z lat 1924—1932. 
Życie ziemian i stosunki gospodarcze wsi wielkopolskiej  
obrazują — pomijając już poprzednio wymienionych Zakrzewskich — papiery 
rodzinne Gutowskich, Rembowskich, Mycielskich, Skórzewskich,  
Opalińskich, Leszczyńskich, Prusimskich, Wardeńskich i innych. Stanowią 
one równocześnie doskonały materiał do badań genealogicznych. 
Historyk spraw kościelnych znajdzie różne dane dotyczące  
klasztorów wielkopolskich w XIX wieku, głównie bernardynów. 
Spośród pamiętników z naszego terenu na uwagę zasługują 
wspomnienia Heleny Garszczyńskiej, córki Kazimierza Jarochowskiego, 
oraz pamiętniki Władysława Berkana, krawca i społecznika w Berlinie 
i w Poznaniu. 
Na zakończenie tego przeglądu rękopisów dotyczących  
Poznańskiego należy jeszcze wspomnieć dwóch historyków silnie związanych 
z Wielkopolską, których cały dorobek naukowy został u nas złożony: 
Teodora Tyca i przede wszystkim Andrzeja Wojtkowskiego. 
Na uwagę zasługuje 9 pomniejszych rękopisów Joachima Lelewela, 
z których najważniejszymi są: „La couronne de la Pologne et sa royaute". 
„Ostatnie Scytów do Skandynawii przybycie", oraz francuski testament 
wielkiego historyka. 
Ciekawą ilustracją do drugiej połowy XVIII wieku są gazety  
pisane z tego okresu. Badacz dziejów znajdzie także źródła do historii  
polskiej XIX wieku, głównie do okresu Księstwa Warszawskiego, Królestwa 
Polskiego i powstania listopadowego. 
Ostatnią grupę rękopisów stanowią korespondencje i autografy. 
Zwartych zbiorów korespondencji jest raczej mało. Trzeba do nich  
zaliczyć korespondencje redaktora Ziemianina dra Wacława Swinarskie- 
go, Rembowskich z listami od Aleksandra Chodźki i Stanisława  
Tarnowskiego, listy Bonawentury Niemojowskiego do swego brata Wincentego 
z lat 1816—1819 i mały zbiór ks. Franciszka Ksawerego Malinowskiego 
z listami od Augusta Cieszkowskiego, Wojciecha Kętrzyńskiego,  
Władysława Niegolewskiego, Leona Wegenera i innych; listy te dotyczą  
przeważnie Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. 
Pozostałe tzw. korespondencje są już raczej z powodu ich  
szczupłości 1 braku ciągłości luźnymi zbiorami listów. Należy tutaj koresporaden-
		

/pb1952z4_096_0001.djvu

			STAN ZBIORÓW RĘKOPIŚMIENNYCH 393 
cja Bernard i Chrzanowskiego z listami od Stefana Żeromskiego i Jana 
Kasprowicza, korespondencja Aleksandra Janty Połczyńskiego z  
autografami Juliana Ejsmonda, Hearsta, Bolesława Leśmiana, Emila Ludwiga, 
Władysława Reymonta, K. H. Rostworowskiego i Tadeusza Zielińskiego; 
listy Elizy Orzeszkowej, listy Karola Libelta do Juliana Ochorowicza. 
Największy zbiór listów mieszczą w sobie teki Stanisława 
Latanowicza. Zebrane są tutaj listy królów Zygmunta Starego, 
Zygmunta Augusta, Zygmunta III, Władysława IV, Jana Kazimierza, 
Michała Korybuta, Jana III, Augusta II, Augusta III, Stanisława Augusta. 
Kolekcja Latanowicza, stanowiąca pod względem formalnym, treściowym 
i chronologicznym prawdziwy konglomerat, zawiera — pomijając mniej 
znane osobistości — listy następujących (podane w układzie  
alfabetycznym): gen. Bema, Ryszarda Berwińskiego, Seweryna i Franciszka Bona- 
rów, Briihla, Karola Chodkiewicza, Leonarda Chodźki, Daniela  
Chodowieckiego, Augusta Czartoryskiego, Dawida d'Angers, Karola Estreichera, 
H. H. Ewersa, Aleksandra Fredry, Artura Grottgera, Jana  
Kasprowicza, Juliusza i Wojciecha Kossaków, Ignacego Krasickiego,  
Zygmunta Krasińskiego, J. I. Kraszewskiego, Teofila Lenartowicza, 
Karola Libelta (8 listów do A. Cieszkowskiego), Kornela  
Makuszyńskiego, Stanisława Małachowskiego, Karola Marcinkowskiego, 
Jana Matejki, Stanisława Moniuszki, Jana Andrzeja Morsztyna, 
Niemcewicza, Odyńca, Paderewskiego, Kazimierza Pochwalskiego, 
ks. Józefa Poniatowskiego, Ignacego Prądzyńskiego, Józefa Puławskiego, 
Władysława Reymonta, George Sand, Lucjana Siemieńskiego, Henryka 
Sienkiewicza (2 wiersze), Karola Szymanowskiego, Kazimierza  
Tetmajera, Kornela Ujejskiego, Marii Walewskiej, margrabiego Wielopolskiego, 
Gabrieli Zapolskiej, Jerzego Żuławskiego. 
■ Do najważniejszych autografów z Innych zespołów lub  
niewiadomej często proweniencji należą listy lub pomniejsze utwory  
Konstantego Balmonta, Władysława Bełzy, Aleksandra Brucknera, Fryderyka 
Chopina, Seweryna Goszczyńskiego. Kajetana Koźmiana, La Fayette'a, 
S. B. Lindego, Leopolda Staffa, Stanisława Staszica, Władysława Syro- 
komli, Józefa Weyssenhoffa. 
Dotychczas omawiane rękopisy należały do zasobów dawnej  
Biblioteki Raczyńskich. Rozrost po roku 1945 był stosunkowo mały. Wśród 
nowych przybytków należy wymienić dwa większe zespoły, papiery  
pozostałe po „Deutsche Biicherei", instytucji prowadzącej w okresie  
międzywojennym i okupacyjnym akcję germanizacyjną głównie na zachodnich 
terenach Rzeczypospolitej, oraz szczątki archiwum rodzinnego książąt 
Radolińskich z Jarocina. Z pozostałych powojennych nabytków warto  
zasygnalizować: kodeks z r. 1460 zawierający zbiór traktatów teologicznych 
Augustyna Triumphus z Ankony z iluminacjami siedemnastowiecznymi; 
trzytomowy katalog biblioteki Brzeskich z Cieślina (XIX w.); papiery 
osobiste Hieronima Ziemięckiego, generała-zbrojmistrza wojsk austriac-
		

/pb1952z4_097_0001.djvu

			394 
Z ŻYCIA 
kich; utwory drobne (wierszem i prozą) literatki poznańskiej Marii Wi- 
cherkiewiczowej; siedemnastowieczne silva rerum łacińsko-polskie, oraz 
„Annales der Stadt Budissin" w odpisie z początków XVII wieku. 
Bogaty ten zbiór oczekuje opracowania. Niestety, nasze chwilowe 
realne możliwości nie dotrzymują kroku naszym aspiracjom naukowym: 
niewystarczająca ilość personelu (w listopadzie b.r. zredukowana z dwóch 
do jednego pracownika, częściowo jeszcze zajętego innymi pracami), 
a przede wszystkim niesłychane ubóstwo biblioteki podręcznej  
wykluczają chwilowo opracowanie pełnego katalogu zbiorów rękopiśmiennych. 
Chodzi nam przeto, mierząc „zamiar podług sił", o uporządkowanie 
i o udostępnienie całości zbiorów na miejscu, a w dalszej kolejności 
o stopniowe wydawanie drukiem inwentarza rękopisów zaopatrzonego 
w odpowiedinie indeksy. W jakim stopniu te skromne zamiary zostaną 
urzeczywistnione, okaże przyszłość. Bernard Olejniczak. 
PHACE NAD KATALOGIEM RĘKOPISÓW BIBLIOTEKI NARODOWEJ 
Zagłada działu rękopisów Biblioteki Narodowej w wyniku  
pożarów wzniecanych ręką hitlerowców, jest na ogół znana. Pastwą płomieni 
padło ponad 40 000 rękopisów, w ich liczbie zbiory Załuskiego, zbiory 
rapperswilskie, batignolskie i nabytki Biblioteki Narodowej. Wczesną 
wiosną 1945 r. magazyn rękopisów w siedzibie Biblioteki przy ul.  
Rakowieckiej ział pustką. W podziemiach Biblioteki Krasińskich z  
powyginanych półek żelaznych i ze zwęglonych skrzyń osypywał się zetlały 
popiół. Zwolna jednak magazyn zaczął się na nowo zapełniać. 
Pierwsze rękopisy, jakie stanęły na osieroconych pólkach były 
owocem odkrycia dra Stanisława Bodniaka, który dokonał karkołomnej 
wspinaczki po przepalonych kratach okiennych gmachu Biblioteki  
Krasińskich i na 2 piętrze spalonego magazynu znalazł 10 ocalałych  
rękopisów ze zbiorów Załuskich. Odkrycie to miało miejsce w lutym 1945 r., 
w maju tegoż roku zaczęły wracać do Biblioteki Narodowej pierwsze 
większe partie rękopisów ocalałych z zagłady dzięki temu, że były  
wywiezione z Warszawy. Ostatnie zwroty nadeszły latem 1948 r. Część 
z nich to był łup hitlerowskich rabusiów, którzy przed podpaleniem  
zbioru schwycili kilkanaście skrzyń pierwszych z brzegu. Część ocalała dzięki 
temu, że była zdeponowana w podziemiach Biblioteki Ordynacji  
Zamojskiej i objęta została akcją zabezpieczającą ocalałe z pożaru mienie  
kulturalne Warszawy. W sumie, z dawnego czterdziestotysięcznego zasobu 
rękopisów wróciło do Biblioteki Narodowej w latach 1945—1948: 
rękopisów rewindykowanych 2 004 
rapperswilskich 16 
nabytków B. N. 204 
razem 2 224
		

/pb1952z4_098_0001.djvu

			KATALOG RĘKOPISÓW B. N. 
395 
Ponadto, Biblioteka Narodowa uczestnicząc w akcji zabezpieczania 
zbiorów opuszczonych i bezpańskich przejęła rękopisy dawnej Bibl. 
Ordynacji Zamojskiej (1574 rękopisy), Bibl. Krasińskich (21 rękopisów), 
a także 962 rękopisy podworskie, poniemieckie i o nieznanej  
proweniencji. W ten sposób łącznie z rękopisami nabytymi już po wojnie, po 
odliczeniu rękopisów typu archiwalnego (1044 rękopisy) przekazanych 
Archiwum Głównemu Akt Dawnych, Biblioteka Narodowa w dniu 30 
września 1952 r. liczy 6 723 jednostki inwentarza działu rękopisów. 
Niezwykle szybkie narastanie tego zasobu, wpływy liczące po  
kilkaset rękopisów w jednym transporcie, zmuszały do natychmiastowej 
prymarnej rejestracji zbiorów, aby uniknąć zaległości magazynowych, tak 
trudnych zazwyczaj do odrobienia. Z tej 'konieczności życiowej zrodziła 
się nowa metoda ewidencjonowania rękopisów. Stworzono kartotekę 
akcesyjną, w której bezpośrednio po otrzymaniu i uporządkowaniu  
transportu notowano najbardziej istotne dane o każdym rękopisie lub o tzw. 
zespole akcesyjnym. Dane te, to miesięczna data wpływu, symbol akcesji 
bibliotecznej, pochodzenie rękopisu, tymczasowa sygnatura akcesyjnej 
części magazynu. Opis rękopisu ograniczono do elementów takich, jak 
nazwisko autora uwidocznione w rękopisie; tytuł oryginalny lub nadany, 
w każdym jednak wypadku charakteryzujący zawartość rękopisu; dane 
chronologiczne, najczęściej określające tylko stulecie, w którym rękopis 
powstał. 
Użytkowość kartoteki akcesyjnej osiągnięto przy pomocy indeksu 
nazwisk i nazw geograficznych występujących w opisach kartoteki, oraz 
przez wprowadzenie do indeksu kilkunastu haseł przedmiotowych. Ten 
prosty, nowy aparat zdał już swój egzamin. Okazał się nie tylko wielką 
pomocą przy ostatecznym, powolnym z konieczności opracowywaniu  
zbiorów, ale stał się przede wszystkim podręcznym informatorem, bardzo 
przydatnym dla czytelników. 
W montowaniu nowego zasobu rękopisów Biblioteki Narodowej 
wielką trudność sprawiały dwa fakty: całkowite zniszczenie dawnych 
inwentarzy, sumariuszów i wykazów, oraz całkowite zniszczenie  
księgozbioru podręcznego. Kilka encyklopedii, kilka najpospolitszych  
informatorów bibliotecznych wyszukanych w magazynach musiały w  
pierwszym okresie restytucji Działu wystarczyć do wszystkich prac. Dziś 
jeszcze, choć księgozbiór podręczny liczy ponad półtora tysiąca tomów, 
brak w nim ciągle jieszcze najbardziej podstawowych pomocy, tak  
trudnych do zdobycia. 
W takich to warunkach naukowych, przy dwóch stolikach  
wciśniętych między szafy magazynu dubletów czasopism powstawał w  
latach 1945—1947 zalążek nowego Działu rękopisów Biblioteki Narodowej. 
Mimo to już w lutym 1947 r. podjęto systematyczną pracę katalogowania 
zbiorów. Idzie ona dwoma równoległymi torami. Sięga się do  
materiałów najbardziej interesujących polskiego badacza, a więc równocześnie
		

/pb1952z4_099_0001.djvu

			396 
Z ŻYCIA 
do poloników z grupy rękopisów starszych (głównie rękopisów  
rewindykowanych) i do zbiorów korespondencji najnowszej, 19 i 20 wieku, której 
Biblioteka Narodowa zgromadziła już po wojnie pokaźny i wartościowy 
zasób. 
Sygnatury obecnych zbiorów rękopiśmiennych Biblioteki  
Narodowej rozpoczyna liczba 2667. Dział rękopisów nawiązuje w ten sposób 
swe prace do katalogów ogłoszonych przed wojną, a kończących się 
sygnaturą 2666. Wprawdzie katalogi owe (Rękopisy Rapperswilskie 
w opracowaniu Adama Lewaka i Heleny Więckowskiej, Rękopisy Bati- 
gnolskie w opracowaniu Heleny Więckowskiej) mają już dziś tylko  
wartość historyczną, są jednak dokumentem, którego treść tym więcej  
szanować należy. Zignorowanie dawnych sygnatur i rozpoczęcie nowej  
numeracji rękopisów od numeru 1, wprowadzić by mogło przy tym liczne 
nieporozumienia w odczytywaniu cytat, odsyłających czytelników prac 
naukowych do rękopisów Biblioteki Narodowej. W tym nowym szeregu 
sygnatur wprowadzono ze względów magazynowych pewne grupy; tak 
mianowicie grupa 1667—3000 i 7001—7500 obejmuje luźną korespondencję 
i drobne autografy, przechowywane w pudłach leżących. Zbiory  
rewindykowane tworzą grupę 3001—5000, zaś grupa sygnatur 5001—7000  
obejmuje materiał stopniowo wpływający do zbioru. Ten podział sygnatur 
powoduje zapoczątkowanie kilku serii prac katalogowych i w praktyce 
jest niewygodny zarówno dla oczekujących na katalogi drukowane, jak 
i dla opracowujących te katalogi. Szczególnie daje się to odczuć w  
grupie rewindykatów. Tylko część z nich zasługuje na szybkie opracowanie 
i istotnie niemal w całości jest już opracowana. Reszta rewindykatów, 
składająca się głównie z wykładów 1 dyssertacji uniwersyteckich 18  
wieku — stanowi materiał, którego opracowanie inożna spokojnie odłożyć 
na później. Przyjmując wszakże z góry przedstawiony wyżej schemat 
sygnatur, Dział rękopisów poszedł za wskazaniem historycznym, pro- 
weniencyjnym, obowiązującym w stosunku do pozostałości rękopisów 
rewindykowanych, a więc właściwie do korpusu ocalałego z Biblioteki 
Załuskich. Korpus ten należy utrzymać jako zwartą grupę inwentarzową 
i magazynową. Konsekwencją zaś tego stosunku do proweniencji pewnej 
grupy zbiorów jest rozbicie opracowania i przyszłej publikacji katalogu 
na kilka odcinków, nie graniczących sygnaturowo ze sobą. 
W obecnej chwili Dział rękopisów ma całkowicie wraz z indeksem 
gotów do druku tom katalogu korespondencji i drobnych autografów 
19 i 20 wieku, obejmujący 533 pozycje o sygnaturach: 2667—3000 
i 7001—7200. Opublikowanie tego tomu jako czwartego tomu »Katalogu 
Rękopisów Biblioteki Narodowej« jest kwestią najbliższej przyszłości. 
W przygotowaniu redakcyjnym znajduje się tom piąty, który obejmuje 
polonika głównie z Biblioteki Załuskich w liczbie 200 pozycji o  
sygnaturach 3001—3200. Znajdą się tutaj opisy najcenniejszych w zbiorze  
rękopisów, resztki •wspaniałej kolekcji zabytków polskiego średniowiecza,
		

/pb1952z4_100_0001.djvu

			KATALOG RĘKOPISÓW B. N. 
397 
Zgromadzonej przez Załuskiego. Materiał do tego tomu jest już  
opracowany, .pozostaje przygotować go do druku i sporządzić indeksy. 
Opracowanie katalogów oparto na zasadach przyjętych przez  
Centralny Zarząd Bibliotek do projektu »Wytycznych pracy działów  
rękopisów w bibliotekach polskich«. 
B. H. 
OG0LNOŁ0DZKA konferencja bibliotekarzy 
Dnia 21 września 1952 r. odbyła się w Łodzi konferencja  
pracowników wszystkich typów bibliotek istniejących na terenie tego miasta.  
Konferencja ta była wzorowana na ogólnokrajowej konferencji bibliotekarzy 
zwołanej do Warszawy w maju b.r. 
Konferencję zaszczyciły swą obecnością: ob.ob. Wanda Michalska 
Naczelny Dyrektor Bibliotek, Zofia Rodziewicz, Wizytator, oraz Julia 
Millerowa, Wicedyrektor Biblioteki Publicznej w Warszawie. 
Obrady zagaił i przewodniczył ob. E. Bugajski, zastępca Prezesa 
P.R.N. w Łodzi. Referat na temat „Biblioteki i czytelnictwo w Polsce 
w świetle ogólnokrajowej konferencji bibliotekarzy" wygłosiUa ob. Zofia 
Rodziewicz. Referat na temat „Biblioteki i czytelnictwo w Łodzi" wygłosił 
ob. Jan Augustyniak, dyrektor Miejskiej Biblioteki im. L. Waryńskiego. 
W dyskusji wzięło udział kilkanaście osób, przedstawicieli różnych  
typów bibliotek łódzkich. Zarówno referaty, jak i wypowiedzi w dyskusji 
omawiały różme problemy istniejące w bibliotekach łódzkich oraz  
wskazywały na drogi zmierzające do usunięcia tych bolączek. 
W rezolucji na pierwszy plan wysunięto udział bibliotek łódzkich 
w akcji wyborczej oraz konieczność intensywnej pracy nad wychowaniem 
nowego człowieka w Polsce Ludowej. 
Na zakończenie konferencji ob. dyr. Wanda Michalska odczytała 
pismo odręczne Ministra Kultury i Sztuki, który z okazji 35-lecia pracy 
Dyrektora Jana Augustyniaka wyraził Mu słowa uznania i  
podziękowania za organizację i prowadzenie Biblioteki Publicznej na wysokim  
poziomie i za szerzenie czytelnictwa w dzielnicach robotniczych m. Łodzi.
		

/pb1952z4_101_0001.djvu

			R E S U M E S 
JOZEF GRYCZ: Stanisław Bodniak. 
Le 15 octobre 1952 mourut a Kórnik Stanisław Bodniak, directeur 
de la Bibliotheąue de Kórnik et professeur a l'Universite de Poznań. 
Ne en 1897 d'un paysan sans terre, oblige de gagner sa vie des 
l'age le plus jeune, ii poursuivait ses etudes d'histoire a l'Universite 
Jagellonne de Cracovie dans des conditions extremement difficiles. En 
1926, apres avoir fait son diplóme, ii obtint la place de bibliothecaire 
a la bibliotheąue de Kórnik et en 1930 ii fut nomme directeur de cette 
bibliotheąue. Pendant la guerre, force par les occupants hitleriens de 
quitter sa place, ii se fixa a Varsovie ou ii dirigeait le Departement 
des Manuscrits a la Bibliotheąue Nationale et en meme temps ii avait 
des cours clandestins d'histoire. La guerre finie ii revint a Kórnik et, 
nomme professeur en 1948, ii contimuait ses cours a l'Universite de 
Poznań. 
Historien, Stanisław Bodniak s'Łnteressait surtout a la periode 
de la Reformę et aux ąuestions baltiąues. II est auteur de nombreux 
ouvrages et ii laissa de precieux materiaux. 
Bibliothecadre — ii dressa entre autre l'inventaire des manuscrits 
de la Bibliotheąue de Kórnik, ii rśdigeait Pamiętnik Biblioteki  
Kórnickiej, pendant la guerre ii travaillait a l'inventaire des manuscrits de 
la Bibliotheąue Nationale etc. 
Avec sa mort nous avons perdu un savant et un bibliothścaire 
eminent, un homme d'un simplicite et d'une bonte vraiment remar- 
ąuables. 
STANISŁAW SIEROTWINSKI: Adam Łysakowski — theo- 
ricien de la science du 1 i v r e. 
Adam Łysakowski, directeur de 1'Institut Bibliographiąue, charge 
de cours a l'Universite de Łódź, est mort le 30 septembre 1952. Cetait 
l'un de nos plus eminents representants de la science du livre. U a pu- 
blió plus de 100 ouvrages et articles. La ąuestion des catalogues 
surtout le catalogue methodiąue, dont U ótait grand partisant, 1'inte- 
ressaient le plus. Selon Łysakowski l'ensemble des connaissances du livre 
devait etre renferme dans une seule discipline — la bibliologie. La bi-
		

/pb1952z4_102_0001.djvu

			resumes 
399 
bliologie, loujours selon Łysakowski, comprend la bibliographie, la bi- 
bliologie systematiąue, la bibliotheconomie, la theorie de la lecture et la 
methode du travail intellectuel avec le livre. La bibliographie n'est 
pas seulement une science auxiliaiire, mais une discipline iniapaadante 
qui a sa mission et ses problemes. 
A cóte de la theorie de la science du livre, A. Łysakowski s'inte- 
ressait vivement aux problemes pratiąues, surtout a la normalisation 
et a la rationalisation du travail. 
STEFAN KOTARSKI: La Conference ideologiąue 
des bibliothecaires savants tcheąues. 
Cette Conference a eu lieu a Prague les 27 et 28 juin 1952. Les 
plus importants discours etaient prononces par Jaroslav Drtina et Milon 
Konvalinka. Ils ont dómontre la crise et la decadence de 1'emploi de 
bibliothecaire dans la societe bourgeoise, en soulignant en meme temps 
les devoirs du bibliothecaire dans 1'etat socialiste. Malgrć les grands 
changements arrivćs dans les bibliotheąues tcheąues en comparaison avec 
la periode d'avant guerre, ii faut mettre encore plusieurs domaines du 
travail des bibliothecaires sur une voie nouvelle. Les bibliothecaires 
doivent participer a 1'ćducation de la societe nouvelle, ce qu'on peut 
faire par le resserrement de leur collaboration avec les le;teurs. II faut 
creer des catalogues mćthodiąues, rediger des bibliographies raisonnees 
et mettre le service d'inf!ormation sur un niveau convenatole. Les theses 
des discours, acclamees par les assistants, deviendront des directives pour 
le travail futur. 
Ces directives doivent etre appliąućes aussi par les bibliothecaires 
polonais, qui ont les mćmes difficultes et les memes buts. 
MARIA DEMBOWSKA: La normalisation de la 
notice bibliographiąue. 
La Commission Bibliographiąue du Comite Polonais de  
Normalisation a fixe recemment la normę de la notice prinoiipale dans la  
bibliographie courante des disciplines et des problemes. L'auteur parle de 
principes de la notice normalisee, dont les elements sont conformes 
a la notice bibliographiąue d'une fiche de catalogue. Certaines siiimplifi- 
cations formelles sont admises, en śchange de renseignements methodiąues 
detailles. L'auteur propose d'accepter les memes directives pour le chan- 
gement projete des regles du catalogage alphabetiąue. 
WŁADYSŁAW PIASECKI: La biblio theque sans fene- 
tres. Des problemes de 1'architecture  
modernę des bibliotheąues. 
L'architecte sovietique M. J. Gilman a elabore le projet de la 
bibliotheąue de Rostov avec 9 etages de magasins sana fenetres. Un tel
		

/pb1952z4_103_0001.djvu

			400 
RESUMES 
magasln, situe au milieu de 1'edifice, protege contrę les influences du 
dehors, 1'incendie, les rayons de soleil etc. a beauconp d'avantages. Les 
salles d'exposiition artiiiciellement eclairees permettent la meilleure 
utilisation de la place et des effets d'eclairage. L'auteur de 1'article, 
citant 1'opinion des experts, propose la construction de tous les bati- 
ments des bibliotheques sans fenetres. Ce systeme, selon lul, permettrait 
1'amelioration des conditions hygieniques de travail et surtout reg^erait 
la question d'eclaira,ge, insuffisant dans la plupart des bibliotheąues. 
STANISŁAW ROMAN: Les plus anciens exemplaires 
imprimes du droit foncier polonais (Syntag- 
m a t a). 
Les deux plus anciennes editions du texte latin du droit foncier 
polonais, dits Syntagmata, ont paru a la fin du XV siecle. Vu leur valeur 
comme sources de 1'histoire du droit, une edition savante, basee sur la 
premierę edition des Syntagmata eat necessaire. On ne sait, cependant, 
laquelle des deux editions est la plus ancienne. Certains savants (Ula- 
nowski, Piekarski) consideraient 1'edition Sn* comme anterieure a l'edi- 
tion Sn1. L'auteur, apres 1'analyse approfondie des deux textes, a de- 
signe l'edition Sn' comme plus ancienne. Elle datę probablement de 
1487 et 1'edition Sn* — de 1488.
		

/pb1952z4_104_0001.djvu

			TREŚĆ — TABLE DES MATIERES 
Artykuły — Articles: 
STEFAN KOTARSKI: Konferencja ideologiczna czechosłowackich 
bibliotekarzy naukowych — La Conference ideologiąue des biblio- 
thecaires savants tcheąues . 305 
JOZEF GRYCZ: Stanisław Bodniak 318 
STANISŁAW SIEROTWIŃSKI: Adam Łysakowski, teoretyk nauki 
o książce — Adam Łysakowski, theoricien de la science du livre 326 
MARIA DEMBOWSKA: Normalizacja opisu bibliograficznego — 
La normalisation de la notice bibliographiąue . . . 340 
WŁADYSŁAW PIASECKI: Biblioteka bez okien. Z nowoczesnej 
problematyki budownictwa — La bibliotheąue sans fenfetres. 
Des problemes de Parchitecture modernę des bibliotheques . 352 
STANISŁAW ROMAN: Najstarsze druki polskiego prawa  
ziemskiego (Syntagmata) — Les plus anciens imprimes du droit foncier 
polonais (Syntagmata) . . . 363 
Recenzje — Comptes rendus: 
KOCOWSKI BRONISŁAW: Materiały do katalogu inkunabułów. 
Cz. 1: Format 4. Wrocław 1951 (A.G. i A.K.). BOHATTA HANNS, 
HODES FRANZ: Internationale Bibliographie der Bibliographien. 
Frankfurt 1950 (Bronisław Kocowski) .... 379 
Z życia — Actualites: 
» 
Stan zbiorów rękopiśmiennych Publicznej Biblioteki Miejskiej im. 
Raczyńskich w Poznaniu (Bernard Olejniczak) 388 
Prace nad katalogiem rękopisów Biblioteki Narodowej (B. H.) 394 
Ogólnołódzka konferencja bibliotekarzy ... . 397 
R e s u m e 6 
398
		

/pb1952z4_105_0001.djvu

			Cena zł. 7.— 
W 
PIERWSZYM KWARTALE 
» 
ukażą się 
następujące wydawnictwa 
195i ROKU 
Związku Bibliotekarzy i Archiwistów Polskich: 
Grycz Józef, Kurdybacha Emilia: 
Bibliografia w teorii i praktyce. . . 
Bie 
ńkowski Władysław: 
O pseudonauce bibliologii i  
najbliższych zadaniach bibliografii . . . . 
cena zł. 
cena zł. 
20.40 
5.50